środa, 27 marca 2013

I / 23

*Oczami Liam’a* - Następnego dnia.

Obudziłem się około godziny dziwiątej. Jęknąłem na samą myśl, że Danielle musi dziś jechać do Tower Hamlets. Chciałem, aby została ze mną jeszcze, chociaż na te kilka dni. Obróciłem się w jej stronę i spostrzegłem, że jej nie ma. Strumień lecącej wody wszystko zdradził, że jest w łazience. Przeciągnąłem się na łóżku, aby rozprostować kości. Podszedłem do szafy i naszykowałem rzeczy na dzisiejszy dzień.  Po dwudziestu minutach - w których pościeliłem łóżko, zebrałem inne rzeczy z różnych miejsc układając je na właściwe sprawiając tym, że pokój jest posprzątany i odsłaniając rolety wpuszczając tym samym słońce do pokoju - z pomieszczenia wyszła Dan. Uśmiechnęliśmy się do siebie. Podeszła i mnie pocałowała. Swoje ręce ułożyłem na jej biodrach. 
- Dzień dobry.
- Ta, dobry.
- Proszę Cię, nie rób mi wyrzutów. Obiecuję Ci to wynagrodzić, jak tylko wrócę to pojedziemy gdzie tylko będziesz chciał. Pamiętasz jak Tobie wypadł koncert, a mieliśmy zaplanowany wyjazd do mnie?
Kiwnąłem twierdząco głową.
- To jest taka sytuacja jak teraz ta.
Uśmiechnąłem się tak jak chciała i zeszliśmy na dół do kuchni, aby zjeść śniadanie. W sumie nie musieliśmy robić jedzenia, ponieważ Mery - nasza gosposia, która wróciła po urlopie sama się tym zajęła. Zauważyłem też otwierając co niektóre szafki, że również w nich zaprowadziła generalny porządek. Ucałowałem jej policzek w podziękowaniu. Nie mogłem uwierzyć kiedy powiedziała, że jest tutaj już od szóstej rano. Ostrzegła, że jak tylko wyjedziemy z chłopakami na dłużej to w ogóle nie poznamy tego domu. Było mi jej żal, że ma tyle roboty i to przez nas. Na serio, nie potrafimy utrzymać porządku chociażby przez kilka dni. Mery uprzedziła, że przenosi się do salonu, a my razem z Danielle zajęliśmy się posiłkiem. Rozmawialiśmy spokojnie na tematy popularne.
- Macie coś dziś do załatwienia czy już wolne?
Spytała dziewczyna zabierając kanapkę z talerza. Spojrzałem na nią dużymi oczami. Momentalnie wyskoczyłem jak z procy. Szybkim krokiem znalazłem się w pokoju, odnalazłem swój telefon i aż bałem się spojrzeć na wyświetlacz. Odetchnąłem i spojrzałem na niego. Nieodebranych połączeń dwadzieścia pięć, wiadomości dziesięć i jakby tego było mało Paul właśnie dzwoni. Kliknąłem zieloną słuchawkę.
- Liam! Mieliście być o dziewiątej w studio!
- Myślałem, że mamy wolne.
- Dałem wam wolne, ale od południa. Umówiliśmy się, że popracujecie jeszcze dzisiaj. Zapewne tylko ty nie śpisz, a reszta gnije w łóżkach, mam rację? O dziesiątej widzę was w studiu nagraniowym z Olivią i ani minuty spóźnienia, rozumiesz? Przez was musiałem zapłacić karę za niepojawienie się w studiu radia. Macie szczęście, że udało mi się przesunąć tą wizytę i zapłacić mniej. Widzimy się o dziesiątej. Cześć.
Rozłączył się nie dając mi nawet dojść do słowa. Rzuciłem telefon na łóżko i spostrzegłem chłopaków stojących w moich pokoju. Jeszcze nigdy go takiego nie słyszałem. Jeszcze nigdy nie był na nas taki wściekły. To oznaczało, że naprawdę daliśmy dupy. Miałem ochotę się spakować i jechać z Danielle. Harry ponaglił mnie, abym powiedział im o co chodzi. Przekazałem im wszystko. Byli zdziwieni tak samo jak ja, co już nie jest ważne, bo musimy zdążyć.
- Zayn zadzwoń do Olivii i powiedz, że za chwilę będziemy.
     - Cholera, Liam. Ona na pewno jeszcze śpi. Nie możemy zadzwonić do Paul'a i umówić się chociaż na 11? Przecież jesteśmy tylko ludźmi.
- Jest tak wściekły, że nie mam zamiaru do niego dzwonić, więc idź i lepiej dzwoń do niej, bo inaczej będziemy mieli przechlapane. 
Wzruszyłem lekko ramionami. Wytłumaczyłem im wszystko. Chłopaki zrozumieli, nie mieli w sumie wyjścia. Po chwili każdy rozszedł się w swoją stronę. Na łóżku zostawiłem bardziej odpowiednie ciuchy, które miałem założyć. Wszedłem do łazienki, a później szybko pod prysznic. Umyłem się i ogółem doprowadziłem do tego, że wyszedłem z pomieszczenia z ręcznikiem zawiązanym w pasie. Danielle siedziała na łóżku. Wstała niepewnie z fotela i podeszła w moim kierunku.
- Przeoczyliście coś?
Pokręciłem głową. Nie chciałem mówić o tym.
- Jesteś za bardzo spięty, Skarbie.
Danielle stojąc blisko mnie wczepiła jedną dłoń w mój kark, a drugą powędrowała w stronę mojego krocza. Jęknąłem w jej szyję kiedy oplotła mnie dłonią wcześniej odsuwając lekko ręcznik. Miała rację, byłem spięty, ale też nie miałem czasu. Zawołałem jej imię błagalnie. Musiała przestać. Cicho powiedziała, że nie zajmie jej to dużo czasu. Otworzyłem powieki i zorientowałem się, że klęczała przede mną. Cholera. Wczepiłem dłonie w swoje włosy i pociągnąłem za nie. Byłem naprawdę blisko. Danielle przyśpieszyła co spowodowało, że wybuchłem w jej ustach cicho jęcząc. Uśmiechnęła się do mnie. Pocałowałem ją w podziękowaniu. Mój oddech był nierówny, próbowałem się uspokoić. Szybko ubrałem się. Naprawdę byłem jej za to wdzięczny. Moje mięśnie się rozluźniły i czułem się o wiele lepiej. Miałem nadzieję, że Zayn już obudził Olivię telefonem. Danielle poinformowała, że jej kierowca już jest. Kiwnąłem głową i oboje zeszliśmy na dół. Zapakowałem jej torbę do bagażnika i ucałowałem w usta na pożegnanie. Zamknąłem drzwi za nią i nie wracałem już do domu, gdyż nasz kierowca właśnie podjechał. Chłopaki wyszli z domu. Szybko wsiedliśmy do auta. Spojrzałem na Zayn'a. 
- Co z Olivią? Mam nadzieję, że chociaż wstała. 
- Ochrzaniła mnie, cieszysz się? Ale wstała. 
Kiwnąłem głową potwierdzając. Było mi w jakiś sposób przykro, że Olivia na niego nakrzyczała, chociaż to rozumiałem, że musiała się ubrać, wyszykować i tak dalej, ale.. Każdy popełnia błędy. Zanim zaparkowaliśmy przed bramą Olivii poprosiłem chłopaków, aby nie unosili się na Paul’a. To my daliśmy dupy, nie on, więc miał pełne prawo się na nas denerwować. Olivia wsiadła do samochodu. Przywitała się z każdym z nas posyłając uśmiech i usiadła na kolanach Zayn’a. Siedząc obok nich słyszałem jak cicho szeptała mu do ucha o tym, że jest jej coś winien za to, że ją wcześniej nie uprzedził i musiała się tak śpieszyć, że nawet nie zdążyła ze wszystkim. ‘Oczywiście, Skarbie’ – odpowiedział. Uśmiechnąłem się mimowolnie. Cieszyłem się, że im się układało. Zerknąłem na zegarek i modliłem się, abyśmy zdążyli na czas. W końcu dotarliśmy pod studio. Z auta wyskoczyliśmy jak oparzeni. Wpadliśmy do studia nagraniowego w momencie kiedy godzina zmieniała się z 9:59 na 10:00. Odetchnąłem z ulgą prostując koszulkę.
- Cieszę się, że zdążyliście na czas. Jestem zadowolony, ale to nie oznacza, że moja złość minęła. Zdarzało wam się spóźniać, ale byliście. Co tym razem się stało, że w ogóle się nie pojawiliście. Dobrze wiecie, że zapłacenie kary w waszym przypadku nie jest takie złe, bo zarabiacie naprawdę dużo, ale jeśli będzie pozwalać na to więcej razy, możecie szybko stracić swoje dobre imię i pieniądze. Rozumiem, że wszyscy w komplecie?
Uniosłem kciuk w górę potwierdzając.
- W porządku. Josh zaraz da wam tekst.
Paul wyszedł z telefonem przy uchu.
- Dobra chłopaki i Olivia. Plan jest prosty, wczujmy się w ten tekst, wybierzmy podkład, może coś nagramy, a potem odetchniemy z ulgą na wakacjach. Wchodzicie w to?
Wszyscy unieśli dłonie do góry. Mając tekst każdy próbował znaleźć sobie miejsce. Olivia siedziała na kolanach Zayn’a. Oboje uśmiechali się do siebie, ale po chwili wczuli się śpiewając po cichu szukając rytmu/melodii, Harry siedział koło drzwi, Niall obok mini lodówki, a ja z Louis’em na kanapie. Odetchnąłem z ulgą. Już jest wszystko pod kontrolą. Mam nadzieję, że u Danielle również jest dobrze.  

*Oczami Zayn'a*

- Idziemy po kawę. Chcecie coś?
- Jak to ‘idziemy’?
Z papugowała mnie moja dziewczyna, która siedziała na moich kolanach. Pokręciła przecząco głową chcąc wstać, ale szybko ją przytrzymałem i ucałowałem policzek. Spytałem Niall’a czy coś chce. Liam się wtrącił, że lodówka jest pełna i nie widzi powodu dla którego mielibyśmy opuszczać pomieszczenie. Wytłumaczyłem mu spokojnie, że chcielibyśmy kawę i coś ciepłego do jedzenia. Kiwnął głową zgadzając się. Po tym jak wszyscy powiedzieli co by zjedli Olivia wstała niechętnie, złapałem ją za dłoń i razem ruszyliśmy w stronę wyjścia. W drodze do restauracji spytała dokąd idziemy odpowiedziałem zgodnie z prawdą. Kiwnęła głową twierdząco. Sądziłem, że wszystko sobie wyjaśniliśmy wczoraj, że poprawiłem jej humor, ale widać, że jest tak samo jak wczoraj. Może była na mnie zła o to, że nie dokończyłem tego co zacząłem? A może rozmawiała z tatą? Było mi przykro, że mi nie mówiła o ważnych sprawach, które ją zadręczały. Stanąłem w miejscu co spowodowało, że Olivia zrobiła krok w tył. Odwróciła się w moją stronę. Złapałem jej podbródek i uniosłem go do góry.
- Co się dzieje, hm? Powiedz mi.
Pogłaskałem jej policzek opuszkami palców.
- Nic, naprawdę. Nie przejmuj się. 
Odpowiedziała i ruszyła przed siebie. Zagryzłem wargę. W porządku może uważa, że to nie odpowiednia chwila i miejsce na to, aby rozmawiać o tym co ją gryzie. Jednak wiedziałem, że jeśli będą ją widział w takim stanie, sam będę załamany. Dołączyłem do niej. Nawet się nie zorientowałem kiedy weszliśmy do restauracji. Olivia zdążyła już podać zamówienie kiedy do niej dołączyłem. Rozejrzałem się po pomieszczeniu. Nie sądziłem, że o godzinie jedenastej będzie taki duży tutaj ruch, który robili osoby uczące się. Pomachałem do dziewczyn, które siedziały przy jednym stoliku i patrzyły na mnie. Przyzwyczaiłem się już do tego. Odwróciłem się w stronę Olivii, która stała przy blacie opierając na nim przedramiona, a na dłoniach mając brodę. Przytuliłem się do jej pleców obejmując w pasie dłońmi. Dziewczyna podskoczyła zaskoczona, a o mało nie pisnęła. Stanąłem obok niej. Spojrzała na mnie niepewnie uśmiechając się lekko. Chyba nie dostałem jakiegoś zakazu na dotykanie jej. To byłby koszmar, bo nie potrafię trzymać rąk od niej z daleka. 
- Proszę usiąść. Zawołam jak będzie gotowe.
Skinąłem głową na kelnerkę, którą zniknęła. 
- Chcesz usiąść? Trochę im zejdzie nim wszystko zrobią. 
- Nie, nie ma takiej potrzeby, ale lepiej idź do nich.
Dyskretnie wskazała palcem stolik dziewczyn.
- Przecież Ciebie nie codziennie się spotyka.
Uśmiechnęła się do mnie i skinęła na mnie. Spojrzałem na nią lekko zdezorientowany, ale również przyznałem rację. Cmoknąłem dziewczynę w policzek i powiedziałem, że wracam za chwilę. Podszedłem w stronę stolika. Dziewczyny zrobiły mi miejsce. Z początku były nieśmiałe, ale rozmowa w końcu się skleiła i było bardzo miło i sympatycznie. Każdej z nich dałem autograf i zrobiliśmy sobie wspólne zdjęcie. Pożegnałem się i ruszyłem w stronę brunetki. Przechwyciłem od niej dwie torby foliowe i zapłaciłem za jedzenie. Oboje ruszyliśmy w stronę powrotną.
- Nie mogę doczekać się wieczoru.
Powiedziałem chcąc nawiązać z nią konwersację. Bardzo chciałem ją usłyszeć, pogadać, cokolwiek. Olivia szła zamyślona ze spuszczoną głową, z dłońmi włożonymi w kieszenie spodni i co jakiś czas zerkała dokąd ją nogi niosą. Wiem, że to drugi dzień dopiero, ale mnie już brakuje jej takiej pełnej energii na wszystko, uśmiechu, który rozdawała każdemu. Odchrząknąłem znacząco. Brunetka spojrzała na mnie i uśmiechnęła się.
- To raczej nie jest aktualne.
- Jeszcze wczoraj byłaś za.
- Tak, ale sam wiesz, że mój tata ma urlop, więc chcę spędzić z nim trochę czasu, porozmawiać o mamie, co będzie z nią dalej. Najwyżej umówimy się kiedy indziej. Przecież to nie jest najważniejsze.
- Masz rację, nie jest najważniejsze. Jednak dlaczego mam wrażenie, że mnie okłamujesz? Hej, nie uciekaj i powiedz mi prawdę.
Złapałem ją za ramię, gdy chciała ode mnie odejść jak najdalej. 
- Świat nie kręci się tylko wokół Ciebie.
Wzruszyła lekko ramionami i przeskoczyła dwa stopnie wchodząc do budynku. Nawet nie zdążyłem czegoś powiedzieć, zareagować kiedy wyszła z torbą kierując się w stronę wyjścia. Westchnąłem cicho. Naprawię to, ale później. W sumie co ja takiego zrobiłem? Nie ma do mnie zaufania, aby mi powiedzieć o tym co ją gryzie? Odpuściłem wczoraj, bo w sumie sam się domyśliłem o co chodzi, ale dlaczego nie potrafi mi powiedzieć? Chyba nie myśli, że wszystko przekażę najpopularniejszej stacji radiowej czy telewizyjnej.. To bez sensu. Podałem każdemu plastikowe pudełko z ciepłym jedzeniem. Swoje odstawiłem na ławkę. Nie miałem ochoty na nic.
- Pokłóciliście się?
Spytał Liam. Wzruszyłem ramionami, bo sam nie wiedziałem co to było. Postanowiliśmy zjeść i nagrać swoje zwrotki na próbę. Paul będzie zły, kiedy zauważy, że Olivii nie ma i zapewne pomyśli, że jej wcale na tym nie zależy. Coś wymyślę. W głowie pojawił mi się pomysł odnośnie następnego koncertu w jednej ze szkół. Zaproponowałem chłopakom, aby powiedzieć o nim naszemu menadżerowi, który powinien być zachwycony. Przecież to nic nas nie będzie kosztować.
___________________ 
OD AUTORKI: Wiem, że jest krótki! 
Nie mam weny, opuściła mnie, więc musicie mi to wybaczyć. 
Postaram się, aby następny był lepszy i dłuższy. 
+ Pamiętajcie o 15 komentarzach. 

niedziela, 17 marca 2013

I / 22

Po chwili w drzwiach zobaczyłem nikogo innego jak moją dziewczynę. Uśmiechnąłem się na jej widok. Moje serce zabiło mocniej. Zbliżyłem się o dwa, może trzy kroki jakie nas dzieliły, złapałem ją w biodrach i pocałowałem w usta. Lubiłem i lubię te chwile, mogłyby trwać i trwać w nieskończoność. Po pocałunku brunetka zaprosiła mnie do salonu. Idąc za nią przyjrzałem się jej dokładniej. Szary dres, czarna luźna bokserka i czarne stópki. Olivia poprosiła, abym poszedł do niej do pokoju i tam na nią zaczekał. Wchodząc po schodach dostrzegłem, że sprząta pudełka po chińszczyźnie. Zastanowiłem się przez chwilę czy czasem się nie wrócić i jej nie pomóc, ale z tego zrezygnowałem. Jeśli chciałaby pomocy, to by poprosiła. Zdjąłem swoje buty i ułożyłem się na łóżku. Dopiero wtedy poczułem jaki byłem zmęczony po całym dniu pracy i zakupach. Ułożyłem się trochę wyżej. Spojrzałem na swój telefon. Dochodziła godzina osiemnasta. Olivia weszła po cichu do pokoju i skierowała swoje kroki, w kierunku fotela, na którym usiadła. Podniosłem się do pozycji siedzącej. Spojrzałem na nią. Zawsze kiedy byłem w jej towarzystwie tryskała energią, uśmiechała się. Dzisiaj natomiast było zupełnie inaczej. Była smutna, unikała mojego wzroku. Zsunąłem się z łóżka i wyciągnąłem w jej stronę rękę. Przyciągnąłem ją w swoją stronę i posadziłem na swoich kolanach przytulając do siebie. Olivia wtuliła się we mnie.
     - Skarbie, co się dzieje?
Brunetka pokręciła przecząco głową. Westchnąłem cicho. Nie chciałem i nie miałem zamiaru jej zmuszać do udzielenia odpowiedzi, jednak boli mnie serce, gdy spoglądałem na nią, a ona była totalnie smutna. Odgarnąłem jej włosy z czoła, aby sprawdzić czy jest gorące. Nie było. Jej policzki były lekko zaczerwienione, ale nie uznałem tego za coś podejrzanego. Zawsze je ma, kiedy jest w moim towarzystwie. Zacząłem się zastanawiać czy może jest na mnie zła, czy zrobiłem coś nie tak. Nic kompletnie nie przychodziło mi do głowy. Oboje położyliśmy się na łóżku. Dziewczyna skuliła się w kulkę obejmując przedramionami brzuch. Uśmiechnąłem się lekko kiedy spojrzała na mnie spod półprzymkniętych powiek i z powrotem powróciła do swojej pozycji.
     - Masz miesiączkę?
Brunetka jęknęła cicho. Uśmiechnąłem się delikatnie. Nawet nie zdążyłem podnieść jej podbródka, aby na mnie spojrzała, gdyż schowała swoją twarz pomiędzy moją szyją a ramieniem. Przytuliłem ją do siebie mocniej. Muszę przyznać, że trochę bawiło mnie jej zakłopotanie tym stanem. Dla mnie ta sytuacja jest zupełnie normalna i nie musi się niczego wstydzić. Dziewczyny, z którymi byłem wcześniej również miewały takie stany, jednak teraz z perspektywy czasu widzę, że nawet nie interesowałem się tym zbytnio, prawdę mówiąc i nawet nie próbowałem im pomagać czy coś w tym stylu. Dla Olivii mógłbym się postarać, zrobić wszystko co tylko by sprawiło, że byłoby lepiej.
     - Nie wstydź się.
Powiedziałem masując jednocześnie jej plecy.
     - Potrzebujesz czegoś?
Odchyliłem się delikatnie, aby spojrzeć na dziewczynę. Uśmiechnęła się lekko i pokręciła głową. Moja prawa ręka zsunęła się z jej pleców i skierowała w stronę brzucha. Schowałem dłoń pod jej koszulkę i delikatnie masowałem jej skórę. Poczułem małe zdezorientowanie kiedy zsunęła moją dłoń, odsunęła się i sięgnęła po pościel, którą nas okryła. Stwierdziłem szybko, że będzie mi za gorąco. Usiadłem na łóżku i pośpiesznie ściągnąłem z siebie bluzkę, spodnie i skarpetki. Ponownie wróciłem do dziewczyny, która leżała na plecach. Ułożyłem się przy niej na boku podpierając głowę na łokciu. Olivia przegryzła swoją wargę i Bóg mi świadkiem, że widziałem to po raz pierwszy z jej strony i to był najseksowniejszy gest jaki widziałem. Nie przerywając naszego kontaktu wzrokowego, który załapaliśmy sięgnęła po moją wolną dłoń, którą sam ułożyłem w miejscu, w którym ją wcześniej zostawiłem. Zauważyłem, że jej policzki zrobiły się bardziej różowe kiedy oplotła mój nadgarstek i skierowała moją rękę trochę w dół na jej podbrzusze. Uśmiechnąłem się szeroko. Jest taka słodka, kiedy się rumieni, zawstydza. Pieściłem dłonią miejsce, które mi wskazała pod koszulką, która i tak się podwinęła lekko w górę. Wygięła się lekko przysuwając twarz bliżej mnie, mając ją obok mojej szyi.
     - Tęskniłam za Tobą.
Mruknęła cicho w moją skórę i cmoknęła ją ustami. Uśmiechnąłem się szeroko ukazując swoje zęby. Nawet nie zdawałem sobie sprawy z tego, że pragnąłem usłyszeć te słowa z jej ust, a jej miękkie wargi były cudownym dodatkiem. Moja ręka nieprzestała się delikatnie ruszać na wyznaczonym przez nią terenie. Odsunąłem się lekko, aby pocałować dziewczynę. Zorientowałem się, że zasnęła. Musiała być bardzo zmęczona. Ucałowałem jej policzek.
     - Ja za Tobą też.
Odpowiedziałem również cichym głosem. Zanim wyprostowałem swoją rękę spojrzałem jeszcze raz na Olivię. Wyglądała tak spokojnie. Jej czubek głowy dotykał mojej szyi, kiedy przysunąłem się lekko. Westchnąłem opadając na poduszkę. Postanowiłem zdrzemnąć się chociażby na godzinę. Czas jak na razie mnie nie goni. Nie wiem kiedy dokładniej zasnąłem.


Przetarłem dłońmi zamknięte powieki i rozejrzałem się po pokoju. Nadal jestem u Olivii. Za oknem jest już ciemno, a mojej dziewczyny nie ma koło mnie, a nawet w pobliżu. Usiadłem na łóżku i sięgnąłem swoje spodnie. Wróciłem z powrotem do łóżka wpatrując się w swój telefon. Na wyświetlaczu było już grubo po dwudziestej pierwszej. Dobrze wiedziałem, że powinienem się zbierać i jechać do domu, ale jakoś nie potrafię się przemóc. Wolałem zostać jeszcze trochę. Odłożyłem telefon, kiedy do pokoju weszła Olivia. Podeszła bliżej mnie. Wyciągnąłem w jej stronę dłonie i wciągnąłem ją do łóżka. Zacząłem ją delikatnie gilgotać, co wywołało najpiękniejszy dźwięk. Uwielbiam go słyszeć. Co chwilę słyszę swoje imię z jej ust, które wypowiada błagalnie, abym przestał. Uśmiecham się do niej szeroko. Czuję się wygodnie będąc pomiędzy jej nogami i jednocześnie utrzymując się na łokciach. Odgarnąłem dłońmi jej włosy z twarzy, czoła i cmoknąłem ją w usta.
     - Już wszystko dobrze?
Spytałem spoglądając na nią uważnym wzrokiem. Pokiwała głową twierdząco. Złapała mnie za kark przyciągając bliżej siebie i złączyła nasze wargi w desperackim pocałunku. Podobało mi się to, ale czułem, że próbuje coś przede mną ukryć i to dość skutecznie. Odsunąłem się na co brunetka jęknęła głośno niezadowolona moim ruchem. Zaśmiałem się, ale szybko wróciłem do normalnego wyrazu twarzy.
     - Powiedz co się dzieje.
     - Nic. Tak bardzo za Tobą tęskniłam..
Próbowała mnie pocałować, ale szybko zareagowałem chwytając jej nadgarstki. Kiedy dostrzegła, że nie mam zamiaru odpuścić, westchnęła głośno i poprosiła, abym zszedł z niej. Chwilę później siedziała skulona na łóżku opierając się o wezgłowie. Zbliżyłem się, usiadłem obok niej i objąłem ramieniem. Kątem oka dostrzegłem jak mój wyświetlacz się rozjaśnia. Dobrze, że wyciszyłem dźwięki i wibrację. Liam dobijał się do mnie kilka razy, ale ja nie odebrałem, ani nawet nie napisałem wiadomości. Nie teraz, nie mam na to czasu. Moja dziewczyna jest ważniejsza niż wszystko inne. Spoglądam na nią ciepłym wzrokiem. Olivia nie spoglądając na mnie szepcze tak cicho, gdy zaczyna mówić, że muszę wytężyć słuch.
     - Moja mama ma raka mózgu. Wczoraj dowiedziałam się od taty, kiedy wróciłam do domu. Nie mogę w to uwierzyć, nie wierzę jej. Jest zbyt zapatrzona w siebie, żeby dostrzec kogokolwiek i co? Nagle postanowiła zmienić zdanie i to jeszcze na dodatek okłamując nas? Po co to robi? Radziłam sobie już bez niej, więc teraz też sobie poradzę. Nie wiem sama co boli mnie bardziej to, że nas okłamuje czy to, że teraz siedzi gdzieś z jakimś innym facetem..
Olivia wtuliła się we mnie. Moje serce bolało kiedy słyszałem jak płacze, jest smutna. Skoro dowiedziała się wczoraj wieczorem to już czułem się jak ostatni dupek nie będąc przy niej. Oczywiście, że nie wiedziałem, ale gdybym jednak zdecydował się zadzwonić do niej, może i by mi powiedziała. Głaskałem ją delikatnie po włosach. Bardzo jej współczuję. W dzieciństwie między nią, a jej mamą nie układało się, nie zajmowała się nią, a teraz.. Tak jakby ona potrzebuje pomocy, wsparcia. Nie wiem co mam myśleć. Tak w sumie to jeszcze nigdy nie widziałem, ani nie poznałem jej mamy, nie wiem jaka jest. Myśl, że okłamała swoją rodzinę, moją małą dziewczynkę jest nie do zniesienia. Mam ochotę poruszyć niebo i ziemię, aby się dowiedzieć prawdy.
     - Jest Twój tata w domu?
Pytam cichym głosem i dotykam jej pleców.
     - Nie. Wyszedł rano i zabrał siostrę.
     - A może pojechali razem do szpitala?
Mówię niepewnie. Olivia patrzy na mnie i po chwili kręci głową. W takim razie dopóki jej tata nie wróci do domu, mamy związane ręce. W końcu to on wie najwięcej, z nią rozmawiał. Obiecałem sobie, że namówię Olivię, aby z nim porozmawiała. Może nie dzisiaj, ale już nie długo. Oboje ułożyliśmy się na łóżku. Olivia ułożyła się na mojej klatce piersiowej na moment, aby sięgnąć paczkę chusteczek, po czym wróciła na poprzednie miejsce.
     - Twój telefon..
     - To nic ważnego.
Odpowiedziałem przerywając jej. Chciałem odciągnąć ją od tego smutnego tematu chociażby na chwilę. Marzyłem, aby zobaczyć ten jej cudowny uśmiech, móc z nią spokojnie porozmawiać. Palcami rysowałem na jej ramieniu różne niewidzialne wzory jednocześnie rozmawiając o jutrzejszym dniu, w którym mamy wejść do studia razem z nią i wypróbować naszą pierwszą piosenkę. Opowiedziałem też kilka kawałów, to co się dzisiaj działo. Olivia uśmiechała się, a zaraz śmiała z Louis’a i Niall’a. Cieszyłem się, że poprawiłem jej humor chociażby trochę. Wspomniałem również o tym jak było beznadziejnie na zakupach. Ominąłem wątek gdzie rozmawialiśmy o tym, aby wyjechać. Zapewne nigdzie nie pojedziemy. Rozumiem to. Dziewczyny tak naprawdę wybierały za nas, niż my sami. A mi było smutno bez brunetki. Olivia zaproponowała, że moglibyśmy się razem wybrać albo ze wszystkimi i to sobie odbić następnym razem. Przytaknąłem zgodnie zniżając się tak, aby nasze twarze były na tej samej wysokości. Olivia cmoknęła mnie w brodę co wywołało u mnie śmiech. Leżąc na plecach Olivia wdrapała się na mnie. Jej biodra były na moim brzuchu, a dłonie trochę niżej od moich obojczyków, na których ułożyła brodę. Uśmiechnąłem się odgarniając jej pasemko włosów za ucho. Spojrzała niespodziewanie w inną stronę wyciągając dłoń, w której po chwili znalazł się mój telefon. Nie przeszkadzało mi to. Olivia wpatrywała się w ekran telefonu co chwilę klikając. Śmiała się, więc mogłem śmiało powiedzieć, że przeglądała zdjęcia. Wszystkie poprzednie dziewczyny zaczęłyby od razu od wiadomości, co mnie cholernie denerwowało. Nie chodziło o to, że mogłyby coś odkryć, ale o to, że nie miały do mnie takiego zaufania, aby tego nie robić. Najwyraźniej Olivia ma i za to uwielbiam ją jeszcze bardziej. Na jej twarzy pojawiło się zdezorientowanie. Odwróciła telefon pokazując mi zdjęcie. Zaśmiałem się przewracając nas tak, że Olivia była pode mną.


     - Chciałabyś takie?
Przegryzłem płatek jej ucha delikatnie.
     - Czy mógłbyś mi powiedzieć..
     - Córka mojej stylistki. Jestem jej ojcem chrzestnym.
     - W porządku. Jest śliczna i taka malutka.
     - Jeśli tylko chciałabyś takie maleństwo to wystarczy powiedzieć. Już na samą myśl wyobrażam sobie jak będzie miało Twoje oczy, taka kruszynka w moich dłoniach. Wywołujesz u mnie jakieś ukryte instynkty, wiesz? Robisz ze mnie mięczaka, Skarbie.
Olivia zaczęła śmiać się głośno jednocześnie rumieniąc.
     - Ale dopóki nie pójdziemy na naszą pierwszą randkę, nie dobiorę się do Twojej bielizny. Nawet nie masz pojęcia jak bardzo bym chciał teraz zerwać z Ciebie wszystko i się z Tobą pieprzyć.
Jęknąłem cicho na samą myśl. Olivia zaniemówiła, a ja wykorzystałem jej nieuwagę przenosząc się trochę niżej. Moja ręka znalazła się w miejscu pomiędzy jej nogami. Ustami całowałem jej szyję podczas gdy opuszki palców ruszały się po szarym materiale jej dresów. Brunetka poruszyła się kilka razy, chcąc spotkać mój dotyk.
     - Obiecałem, a ja słowa dotrzymuję.
Mruknąłem w jej dekolt przesuwając się wyżej. Odgarnąłem dłonią włosy z jej twarzy. Jej oddech był niewyrównany, a powieki mocno zaciśnięte. Poczułem się jak ostatni chuj zostawiając ją w takim stanie, bo gdybym był na jej miejscu to wkurwiłbym się. Doskonale wiedziałem, że gdybym nie przerwał tego teraz, to kilka chwil mogłoby być za późno. Oczywiście, że chciałbym zobaczyć jak ogrania ją przyjemność, a to wszystko dzięki mnie, ale złamałbym wtedy obietnicę, którą przed chwilą jej złożyłem. Olivia spojrzała na mnie spod półprzymkniętych powiek. Gdy złapała mój nadgarstek wiedziałem, że chce abym wrócił na poprzednie miejsce. Złączyłem nasze wargi w czułym pocałunku. Jej ruchy były niepewne, chyba była zaskoczona, ale szybko dorównała mnie. Chciałem odwrócić jej uwagę. Splotłem nasze dłonie ze sobą trzymając je na jej brzuchu. Oderwaliśmy się od siebie z cichym cmoknięciem. Jej usta były lekko opuchnięte i wilgotne. Kurwa. Ucałowałem jej nos i szepnąłem w usta:
    - Wkrótce.
Zszedłem z łóżka, które obszedłem. Sięgnąłem swoje spodnie, które szybko naciągnąłem na swoje nogi, zapiąłem guzik i rozporek. Nawet nie zauważyłem kiedy Olivia usiadła po turecku i zaczęła bawić się moją koszulką. Stanąłem bliżej niej tak, że moje kolana dotykały łóżka i wyciągnąłem rękę w jej stronę chcąc odzyskać ciuch. Złapała moją dłoń pociągając w swoją stronę tak, że wsunąłem na łóżko swoje kolano. Objęła dłońmi mój kark.
     - To nie fair. Potrzebuję Cię. 
     - Wiem, Skarbie wiem.
Pogładziłem dłonią jej różowy policzek. Wykorzystując jej nie uwagę sięgnąłem po swoją koszulką, którą szybko wciągnąłem na górną część ciała. Z szafki nocnej sięgnąłem zegarek, który zapiąłem na swoim nadgarstku, a z łóżka zabrałem telefon, który schowałem do kieszeni spodni. Brunetka bawiła się skrawkiem pościeli, na co się uśmiechnąłem. Wiedziałem, że się dąsa, ale z drugiej strony nie sądziłem, że będzie chętna. To moja wina. Gdybym nie zaczął to nie wywołałbym tego. Uśmiechnąłem się na myśl: ja wywołują u niej ochotę na coś przyjemnego, a ona u mnie na fantazjowanie. Już ja coś wymyślę. 
     - Umówisz się ze mną na randkę?
Spytałem kucając przy łóżku by ją widzieć.
     - Pewnie. Będę zaszczycona.
Uśmiechnęła się lekko, a ja podniosłem się, aby ją pocałować. Niebieskie oczy wpatrywały się w moje. Olivia potarła swoim nosem mój nos co wywołało u nas śmiech. Poinformowałem, że jutro ma być gotowa na godzinę dziewiętnastą i zabiorę ją w ciekawe miejsce. Mój telefon zaczął dzwonić. Brunetka uśmiechnęła się nieśmiało, więc już wiedziałem, że to jej sprawka i zapewne zrobiła to niecelowo, a przez przypadek. Miałem około dwudziestu nieodebranych połączeń. Każdy z chłopaków oprócz Harry’ego do mnie dzwonił. Westchnąłem głośno nie odpowiadając. Przecież zaraz się spotkamy. Zegar wybił dwudziestą trzecią. Olivia wstała z łóżka i powiadomiła, że odprowadzi mnie do drzwi. Oboje zeszliśmy po schodach kierując się w stronę przedpokoju. Nie chcę jej zostawiać samej w tym pustym, dużym domu, ale mam nadzieję, że jej tata lada chwila się pojawi. Czuję lekkie zdezorientowanie kiedy przyszpila mnie swoimi drobnymi dłońmi powodując, że muszę oprzeć się o ścianę.
     - Widzimy się jutro, tak?
Pyta, a ja potwierdzam kiwając głową. Przytula się do mnie mocno, a ja obejmuje ją swoimi ramionami. Jeszcze nigdy tak nie miałem. Jeszcze żadnej dziewczynie nie okazałem takiej uwagi, oczywiście pomijając dwie z nich. Jej dłoń żartobliwie szczypie mój brzuch przez materiał koszulki.
     - Muszę już iść, Skarbie.
Informuję odsuwając ją od siebie. W momencie, w którym mam ja pocałować do domu wchodzi jej tata, który na rękach trzyma siostrę mojej dziewczyny. Witam się z nim cichym dobry wieczór, a on znika na górze. Patrzę na Olivię znacząco.
     - Porozmawiaj z nim.
Proponuję po czym całuje ją w czoło.
     - Dobranoc. Śpij dobrze, Kochanie.
Mówię po czym wychodzę z mieszkania zamykając za sobą drzwi. Kliknięciem małego przycisku otworzyłem samochód, wsiadłem do niego, zapaliłem silnik i odruchowo spojrzałem jeszcze raz na dom mojej dziewczyny. W kuchni zapaliło się światło, więc prawdopodobnie Olivia będzie rozmawiać z ojcem. Gdy już miałem wjeżdżać do garażu, z domu wyskoczył Liam. Uchyliłem okno od strony pasażera abym mógł go usłyszeć.
     - Gdzieś Ty się do cholery podziewał?
Wywróciłem oczami. Zaczyna się.
     - Mówiłem, że jadę do Olivii, więc gdzie mógłbym być? Skoro nie odbierałem to byłem zbyt zajęty, aby odebrać, nie sądzisz? A Ty zamiast przestać wpakowałeś do tego dwie następne osoby. Nie mam 10 lat, Liam.
     - Rozumiem. Po prostu martwiliśmy się.
     - Nie potrzebnie. Już jestem.
     - Mógłbym odwieźć Jennifer? Harry się upił..
Kiwnąłem głową a przyjaciel uśmiechnął się do mnie wdzięcznie i pobiegł do domu, z którego chwilę później wyszła dziewczyna. Wsiadła do auta. Przywitałem się z nią. Atmosfera była luźna. Gdy tylko stanąłem i spytałem czy coś się stało dziewczyna odpowiedziała spokojnie, że nie i wysiadła z samochodu. Wróciłem do domu. Tym razem nikt mnie nigdzie nie wysłał i spokojnie zostawiłem samochód w garażu, który zamknąłem. Do domu wszedłem przez wejście w miejscu samochodu i innych rzeczy. Stanąłem w wejściu do salonu i rozejrzałem się pytając czy robili kolację, ponieważ byłem cholernie głodny, w brzuchu mi burczało. Nawet tego nie dostrzegłem wcześniej. Liam powiadomił, że czeka na mnie w lodówce i mam sobie odgrzać. Idealnie, bo nie mam ochoty, ani siły na robienie czegokolwiek innego. Marzę o łóżku. Ruszyłem w stronę kuchni i zajrzałem do lodówki. Wyjąłem karton soku i spojrzałem na półki, ale niczego nie było do odgrzania. Krzyknąłem głośno wołając Liam’a. Spojrzałem na niego, a potem na lodówkę. Westchnął i zajrzał.
     - Osobiście odłożyłem i schowałem dla Ciebie.
Liam rozejrzał się po pomieszczeniu i spojrzał na Niall’a, który jadł spaghetti. Kiwnął na niego głową, a ja ruszyłem w jego kierunku. Miałem ochotę go udusić rękoma. Z całej, pełnej lodówki musiał wybrać akurat to. Liam złapał mnie za ramię i zaproponował, abym poszedł się odświeżyć a on zrobi mi kanapki. Pokręciłem głową.
     - On nie może tak wszystkiego wpieprzać.
Powiedziałem głośno na odchodne. Serio miałem już tego dość. Nigdy nie żałowałem nikomu jedzenia, dzieliłem się jak mogłem, a czasami wolałem oddać swój posiłek innej osobie niż sam zjeść. Niall przesadza już. Wiem, że może i cieszy się, że może jeść wszystko na co tylko ma ochotę i nie przytyje, ale on w ogóle nie myśli o innych. Odczekam trochę i wymyślę wtedy jak się zemścić za te wszystkie razy kiedy wpieprzył coś mojego. Tym razem mu tego nie popuszczę. Poszedłem do łazienki, wcześniej rozbierając się w pokoju. Wziąłem szybki prysznic, założyłem bokserki, a na to krótkie luźne spodenki, po czym zszedłem na dół do kuchni. Rozbawił mnie widok jaki dostrzegłem. Danielle robiła herbatę, a Liam z Niall'em siedzieli naprzeciwko siebie, a pomiędzy nich był talerz z kanapki, którego obaj pilnowali. Chociaż to bardziej było tak, że Liam pilnował ich przed blondynem, aby ich mi nie zjadł. Przywitałem się z Danielle i odmówiłam napoju. Dla mnie za gorący. Usiadłem obok Liam’a i zabrałem się za jedzenie wcześnie mu dziękując za przygotowanie i pilnowanie. Razem z dziewczyną wyszedł z pomieszczenia, a Niall siedział obok mnie z miną zbitego psa. Pokręciłem głowa i przysunąłem w jego stronę talerz. Najedzony wstałem i odstawiłem szklankę do zlewu. Poklepałam chłopaka po ramieniu i poszedłem leniwym krokiem do siebie. Znalazłem mój telefon w spodniach. Siedząc na łóżku nastawiłem budzik na rano. Szybko na klawiaturze komórki wystukałem wiadomość do Olivii, po czym położyłem się nie czekając na jej telefon. Jej zapach trzymał się nadal na poduszce, na której nie sypiałem. Od dziś jest moją ulubioną.

*Oczami Jennifer*

Razem z Eleanor i Danielle przygotowywałyśmy kolację pamiętając o specjalnych kilku dokładkach dla Niall’a, który nigdy nie zna umiaru. Postanowiłyśmy zrobić różne kanapki i danie główne - spaghetii. Obecnie chłopaki - bez Zayn’a, który jest u Olivii - siedzieli w salonie i grali na konsoli. Niall od czasu do czasu przychodził w celu 'pomagania nam'. W rzeczywistość podjadał! Wygnałyśmy go z kuchni śmiejąc się z blondynka i dokończyłyśmy robienie kolacji. Gdy już wszystko było gotowe poszłam po chłopaków. Okazało się, że Harry jest u siebie i muszę wchodzić na górę. Zapukałam do jego drzwi i weszłam. Chłopak siedział na krześle obrotowym i pisał coś na klawiaturze laptopa. Podeszłam cichutko i gdy już miałam zajrzeć mu przez ramię on zamknął urządzenie i obrócił się w moją stronę. Szybko oznajmiłam:
- Kolacja.
- Co widziałaś?
- Nic. Przyszłam tylko Cię powiadomić, że jedzenie jest gotowe i czeka. Jeśli się nie pośpieszysz Niall pomoże Ci w kompsumpcji.
- W porządku. Chciałbym porozmawiać.
- Po kolacji, okej? Teraz tak nie wypada.
Razem z Harrym zeszłam na dół do jadalni, usiedliśmy obok siebie na wolnych miejscach. Każdy każdemu życzył smacznego i zabraliśmy się za jedzenie. Przy kolacji rozmawialiśmy na różne tematy. Jednym z nich była - w sumie dyskusja - na temat jak wypadli na zdjęciach. Oczywiście loczek był przekonany, że wyszedł idealnie. Przy okazji powiedział chłopakom, że chcę właśnie jego zdjęcie ze wszystkimi autografami chłopaków - walnęłam go w ramię. To nie było tak. Chciałam zdjęcie ich wszystkich, wspólne z podpisami. On zawsze musi coś przekręcić, chociaż dobrze wiem, że to dla żartu. Chwilę sprzeczaliśmy się o to, a Liam uciął naszą rozmowę mówiąc, że bez problemu da się załatwić.
- Zayn jeszcze nie wrócił?
- Niestety, nie. Małe Maliki do boju!
Niall krzyczał z pełną buzią wypluwając jedzenie.
- Lepiej dla niego, żeby tak nie było. Nie dałby rady pogodzić koncertowania i wszystkiego innego co z tym związane. To oczywiste, że chciałby być wtedy z Olivią. Poza tym dziewczyna jest mądra i na pewno wie co robi.
Powiedział Liam. Przytaknęłam kiwając głową. Miał rację. Olivia nie jest taka głupia żeby w tym wieku zostać matką. To bez sensu. Ona pewnie nawet nie myśli o tym. Pokręciłam głową, aby odgonić od siebie te myśli. Chłopaki sprzeczali się kto będzie sprzątał, dlatego wstałam i zaczęłam sama. Przestali protestować i podziękowali mi, po czym każdy wyszedł szybko z pomieszczenia spiesząc się do swoich zajęć, które przerwali na czas posiłku.  Zdziwiłam się kiedy zobaczyłam Harry’ego, który stał przed otwartym koszem do którego wrzucał pozostałości resztek po kolacji i układał talerze. Po chwili jednak domyśliłam się, że będąc sam na sam będziemy mogli porozmawiać.
- Chciałeś pogadać, więc słucham.
- Pamiętasz naszą rozmowę dzisiejszą o kilkudniowym urlopie, prawda? Mieliśmy zabrać się wszyscy, ale Zayn zaproponował opcję, aby każdy z nas zabrał dziewczynę i każdy na to przystał.
- Do czego zmierzasz, Harry?
- Pomyślałem sobie, że skoro ja nikogo nie mam i Ty nikogo nie masz to może wybralibyśmy się razem, co Ty na to? Poznalibyśmy się lepiej, spędzili trochę czasu razem? Nie ukrywam, że bardzo bym chciał abyś się zgodziła. Zależy mi na tym. Pojechalibyśmy nad jezioro, odpoczęli, poopalali, popływali. Zresztą co tylko będziesz chciała. Odetniemy się od reszty ludzi, telefonów, komputerów i telewizji, całego tego chłamu. Nie musisz odpowiadać już teraz, ale nie wiem ile wytrzymam w niepewności i nie mam też drugiego planu..
- Harry.. Nie wiem co powiedzieć.
Powiedziałam zaskoczona, kiedy stał obok mnie.
- Pewnie, pojadę z Tobą.
Wzruszyłam ramionami patrząc na niego. Harry zaczął się cieszyć. Wybuchłam śmiechem, kiedy podniósł mnie i zaczął się kręcić. Po chwili postawił mnie i jak szalony całował mnie po twarzy. W końcu stanął przede mną z iskierkami w oczach. Zaśmiałam się i pokręciłam głową. Sama nie wiedziałam dlaczego się zgodziłam. Chyba zrobiłam to pod wpływem chwili i teraz nie wiem czy dobrze zrobiłam. Te kilka dni z Harrym będą najlepszymi dniami w moim życiu. Jeszcze nie tak dawno wpatrywałam się w plakaty z jego podobizną, a dziś stoję koło niego szczęśliwa, że postanowił zabrać mnie na krótki urlop. Zawsze mógł wybrać kogoś innego, a wybrał mnie. Szkoda, że nie ma żadnych szans, abyśmy.. byli razem. Może gdybym była sławna. Olivii się udało, ale to nic dziwnego. Jest wspaniałą dziewczyną, idealnym materiałem na dziewczynę, a Zayn pasuje do niej naprawdę dobrze. O czym ja w ogóle myślę. Po prostu zaszaleję. To moje ostatnie dni w Londynie i chcę je wykorzystać jak najlepiej. Spoglądam na Harry’ego kiedy wycieram w szmatkę mokre dłonie. Wpatrujemy się w siebie przez kilka długich chwil. Harry robi krok do przodu, co powoduje, że mój puls przyspiesza lekko.
- Naprawdę?
Pyta trzymając mnie za dłonie. Kiwam głową w przód i w tył na potwierdzenie. Nie mogę uwierzyć w to, że on tak bardzo się z tego cieszy, bo jeśli on tak się cieszy, to nawet nie potrafi wyobrazić sobie co ja przeżywam. Harry niespodziewanie oplata mnie ramionami przytulając do siebie. Czuję się bezpiecznie, a jego zapach jest cudowny. Najchętniej bym w ogóle się nie ruszała tak do końca życia. Spoglądam w bok. Moje policzki lekko się rumienią, kiedy się orientuję, że Niall i Louis nas podglądają.
- I tak was widać.
Mówię. Spodziewałam się, że Harry odsunie się ode mnie, ale on tego nie zrobił. Po prostu przechylił głowę w bok i dostrzegł swoich przyjaciół, którzy szybko uciekli. Westchnął cicho i wolną dłonią pogłaskał mnie po włosach szepcząc cicho, że bardzo się cieszy iż z nim pojadę. Ja też się bardzo cieszę. Chłopak zaproponował, abyśmy poszli obejrzeć coś w telewizji. Podczas gdy ja wybierałam co będziemy oglądać Harry przyniósł sobie dwa piwa, a mnie sok. Przymrużyłam powieki patrząc na niego. On sobie ze mnie żartował? Pokręciłam głową i sięgnęłam po wolną puszkę. Chwyciłam ją w dłoń, a momentalnie na moim nadgarstku pojawiła się dłoń Harry’ego.
- Nie jesteś jeszcze pełnoletnia.
Spojrzał na mnie drwiącym uśmiechem.
- Bardzo śmieszne.
Skrzyżowałam dłonie na piersi opierając się. Harry zaczął się śmiać z mojej postawy. Trochę tak jakbym tym chciała coś ugrać. Chłopak przysunął się bliżej mnie wyciągając dłoń i opierając ją za mną. Po chwili przybliżył swoją puszkę piwa do moich ust i odchylił ją lekko. Wzięłam kilka łyków, po czym Harry zrobił to samo. Wskazał palcem swój policzek. Ucałowałam go bez problemu.

*Oczami Liam'a*

Przekręciłem klucz w zamku i przyszpiliłem ciało Danielle do ściany. Tak bardzo tęskniłem za jej dotykiem, pocałunkami, za nią. Postanowiłem nie martwić się tym, że jutro już wyjeżdża, jak na razie. Chciałem miło spędzić z nią czas sam na sam. Danielle złapała mnie za kark. Moje dłonie zawędrowały pod jej sukienkę i pieściły skórę ud od zewnątrz. Jęknąłem kiedy przegryzła mój płatek ucha. Dziewczyna ujęła moją twarz w swoje dłonie i złączyła nasze wargi. Teraz byłem pewien, że ona chce tego samego co ja. Całowaliśmy się szybko, ale namiętnie. Moje ręce ponownie odnalazły jej biodra. Szybkim ruchem zdjąłem jej garderobę. Dan nie pozostawała mi dłużna i zaraz na podłodze wylądowała moja bluzka. Zaprowadziłem dziewczynę na łóżko. Byłem nad nią. Wróciłem do pocałunków i dotykania jej ciała rękoma. Czułem się cudowanie, jednak wiedziałem, że moje zadowolenie wzrośnie jeszcze bardziej, nie długo. Pocałunkami zjechałem do jej szyi pozostawiając na niej ślad w postaci 'malinki'. Nie mogłem już się powstrzymać przed jej dekoltem. Uniosłem ją delikatnie i sprawnie odpiąłem zapięcie stanika, który po chwili wylądował gdzieś tam na podłodze. Przeszedłem do pieszczenia jej piersi. Gdy byliśmy już całkiem nadzy bez niczego po wzajemnych i lekkich pieszczotach czułem, że muszę w końcu się w niej znaleźć. Spojrzeliśmy się na siebie. Szukałem w jej oczach jakiegoś znaku, zaprzeczenia. Nic, kompletnie nic takiego nie znalazłem poza błąkającym się uśmiechem na jej twarzy, który odwzajemniłem. Wszedłem w nią delikatnie. Z biegiem czasu moje ruchy były szybsze. Słyszałem pode mną ciche jęki Dan znaczące tylko o tym, że jest jej dobrze. Doszliśmy oboje, w tym samym momencie. Ułożyłem się koło mojej dziewczyny, byłem zmęczony. Ona natomiast odwróciła się do mnie, leżała na boku, a ja na plecach. Próbowałem przywrócić spokojny rytm mojemu oddechowi. Dan pocałowała mnie w ramię na co ja się szczerze uśmiechnąłem. Nie miałem zamiaru wychodzić z łóżka i oglądać czegokolwiek. Miałem ochotę po prostu iść spać przytulony do mojej kochanej dziewczyny. Danielle ułożyła się wygodnie, czyli swoją głowę ułożyła na mojej piersi, a prawą nogę ułożyła pomiędzy moimi. Ucałowałem jej głowę, szepnąłem 'Kocham Cię' i przykryłem nas pościelą.

*Oczami Louis’a* - Wieczór.

- Mogę zostać na noc?
Szepnęła w moją stronę Eleanor przybliżając się w moją stronę na ławce. Siedziałem z nią na tarasie chociaż naprawdę nie miałem ochoty. Robiłem to tylko z grzeczności i nie chciałem aby chłopaki się, że nie jesteśmy już ze sobą. Wzruszyłem obojętnie ramionami na jej pytanie.
- Jak chcesz, w niczym nie robi mi to różnicy. Zaraz pokażę Ci pokój gościnny i dam ręcznik. Możesz wziąć prysznic czy coś..
- Gościnny, pokój gościnny?
Zdziwiła się, a mnie to nie obchodziło. Nawet na nią nie spojrzałem, gdy wychyliła się, aby na mnie spojrzeć. Odwróciłem głowę w przeciwnym kierunku. Nie mogłem na nią patrzeć, jej widok mnie dosłownie obrzydzał. Gdybym to zrobił nie dostrzegłbym jej, a tamten widok jaki zastałem.. Nie potrafię na nią spojrzeć. To nie jest ta sama dziewczyna, którą poznałem.
- Żartujesz sobie ze mnie? Spójrz na mnie!
- Nie będziesz mną dyrygować, Eleanor. Mam dość Ciebie. Nie znoszę Twojego widoku, rozumiesz? Duszę się przy Tobie. Chłopaki w końcu się domyślą, że to nie to samo. Poza tym mam zamiar im powiedzieć. Nie chcę Cię więcej widzieć.
     - Przepraszałam Cię! Co mam jeszcze zrobić?
- Nie robisz mi łaski, naprawdę.
Wstałem z ławki i ruszyłem w kierunku domu.
- Jeśli nie chcesz spać tutaj, to chodź za mną.
Odezwałem się i bez niczego szedłem w stronę pokoju gościnnego. Dziewczyna szła za mną posłusznie. Położyłem jej wcześniej wyciągnięty ręcznik z szafki, który ułożyłem na łóżku i poszedłem do siebie. Byłem wściekły. Od tego wszystkiego minęły dwa miesiące. Dwa miesiące, które były dla mnie męczarnią. Dziś jednak, gdy po raz setny wrócił do mnie ten widok i dźwięk jej głosu wydający z siebie słowa 'Kocham Cię jak nikogo innego' przekonałem się, że podjąłem dobrą decyzję z nią zrywając. Naprawdę próbowałem siebie przekonać, że dam radę, że można z tym żyć i wybaczę jej to co mi zrobiła, ale nie dałem rady. To dla mnie zbyt wiele.  Opadłem bezsilny na łózko myśląc co robić. Pewne jest to, że muszę powiedzieć chłopakom o wszystkim. Dzięki temu nie będą jej tutaj zapraszać, a je nie będę musiał udawać, że nadal jesteśmy razem. Wspomnienia zaczęły do mnie wracać, gdy ułożyłem się na łóżku. To tak jakby było wczoraj..
- Jadę do Eleanor.
Uprzedziłem chłopaków, gdy mieliśmy wracać już do domu. Wsiadłem do samochodu sam i pojechałem do mojej dziewczyny. Chciałem zrobić jej niespodziankę. Nie było mnie sporo czasu i tęskniłem za nią strasznie! Dlatego od razu z lotniska pojechałem do jej mieszkania, które wynajmowała od starszej Pani. Po drodze kupiłem jeszcze kwiaty i zrobiłem zakupy na obiad. Zaparkowałem na parkingu, tam gdzie zwykle. Wziąłem wszystkie zakupy i poszedłem w stronę jej mieszkania. Miałem swoje klucze - razem tak postanowiliśmy z Eleanor, że gdyby ona brała prysznic, albo wyszła gdzieś na chwilę czy coś to mogę na spokojnie wejść do mieszkania i na nią poczekać. Otworzyłem kluczem drzwi. Byłem cały rozpromieniony. Cieszyłem się jak głupi na samą myśl, że jeszcze kilka sekund i ją zobaczę. Usłyszałem jej głos, usłyszałem słowa, które mnie zmroziły: 'Kocham Cię jak nikogo innego'. Otworzyłem drzwi do jej sypialni i zamarłem. Momentalnie torba, którą trzymałem w dłoni wypadła mi i to spowodowało, że oboje spojrzeli się na moją osobę. Eleanor była nago, dosłownie, siedziała okrakiem na jakimś kolesiu. Nie wiem ile mógł mieć lat, ale czy to do cholery ważne? Czułem jak wbija mi się nóż w serce. 
- Tęskniłaś? Właśnie widzę.
Rzuciłem w ich stronę ten pieprzony bukiet i wyszedłem z mieszkania. Wsiadłem do samochodu i dopiero wtedy poczułem jak wszystko rozrywa mnie od środka, rozpłakałem się. Całe szczęście, że szyby były przyciemniane i spokojnie mogłem się wypłakać. Nie chciałem robić tego przy chłopakach, przy nikim! Czułem się taki upokorzony! Kiedy mnie nie było, ona zabawiała się z innym mówiąc, że mnie kocha i nie może się doczekać mojego powrotu. Załamałem się jak jeszcze nigdy..
I tak to wszystko wyglądało.. Na samo dokładne wspomnienie tej historii w moich oczach pojawiają się łzy. Chciałem zakopać się pod ziemię. Nie wiedziałem czy mam o tym powiedzieć komukolwiek. Ostatecznie zostawiłem to dla siebie. Gdy minęło trochę czasu chłopaki zauważyli, że dawno nie widziałem się z dziewczyną, oni zresztą też - uniknąłem tego tematu, który powtarzał się jeszcze kilka razy, było tak samo jak za pierwszym. Owszem widziałem się z nią, ale tylko po to by pokazać ludziom, że między nami jest 'dobrze. Nie chciałem, aby wszyscy zaczęli o tym mówić. Czuję się do tej pory upokorzony. Eleanor zachowywała się tak, jakby nic się nie stało. Denerwowało mnie to. Nie potrafiła zrozumieć, że ja już z nią nie jestem i nigdy między nami nic nie będzie. Rozebrałem się do samym bokserek i położyłem się do łóżka. Wziąłem moje mp4 i zacząłem słuchać muzyki, przez słuchawki. Chciałem zapomnieć i po prostu zasnąć. Łzy wypływające z moich oczu pomogły mi, ponieważ powieki zrobiły się cięższe, a ja bardziej senny. W końcu zasnąłem nie myśląc o wcześniejszych wspomnieniach.
___________________
OD AUTORKI: Rozdział 22 gotowy ; )
15 komentarzy = nowy!
Wszystkie komentarze się liczą.

środa, 13 marca 2013

I / 21

*Oczami Olivii*

- Tato, proszę powiedz to już.
Mówię błagalnym tonem, gdyż dłużej tego nie zniosę. Siedzimy już piątą minutę w ciszy, a ja nadal nic nie wiem. To frustrujące. Spoglądam na niego niecierpliwym wzrokiem. Moje serce przyśpiesza gwałtownie, kiedy otwiera usta, ale szybko je zamyka. Ciekawe czy dzisiaj się dowiem.
- Mama ma raka mózgu.
Odzywa się cichym głosem i przerywa nasz kontakt wzrokowy. Gdybym nie siedziała, moje nogi zrobiłyby się zbyt słabe i upadłabym na podłogę. Niepewnie przełykam ślinę. Kręcę szybko głową, kiedy jego słowa trafiają do mnie. Mówię cicho:
- To niemożliwe.
- A jednak się stało.
- Nie, nie. To jakiś chory żart z jej strony. Gdzie ona teraz jest, co? Założę się, że wszystko sobie zaplanowała, bo nie wiedziała co wymyśleć na swoją obronę, co z powodowałoby, że zmięknie nam serce i jej uwierzymy. Teraz pewnie siedzi ze swoim kochaniem!
- Olivia! Nie mów tak.
- A jak mam mówić? Wymyśliła sobie to wszystko, tą chorobę. Niezłe mi usprawiedliwienie. Ja matki już nie mam, a Ty jesteś naiwny, że jej w ogóle uwierzyłeś w te brednie.
Mówię z goryczą i niesmakiem w głosie. Biorę swoją torbę i szybko biegnę do siebie. Trzaskam drzwiami pokoju, po których zjeżdżam plecami siadając cała we łzach. Zakrywam dłońmi twarz. Tak bardzo chciałabym, żeby Zayn mnie teraz przytulił, był przy mnie. Moja matka ma raka, akurat. Nie wierzę w to. Chciała tylko być usprawiedliwiona. Po tylu latach to znaczy dlaczego teraz? A może ona naprawdę.. Szybko odganiam bezsensowne myśli. Ona kłamie. Wstaję z dywanu, rzucam torebkę na fotel. Idąc w kierunku łazienki ściągam z siebie jednocześnie ubrania. Muszę się umyć. Czuję się brudna, ale nie w dosłownym znaczeniu. Po wyjściu z kabiny, wycieram się, balsamuje, ubieram, rozczesuję włosy, które tak zostawiam i wychodząc z pomieszczenia gaszę światło i zamykam za sobą drzwi. Nie sprawdzam telefonu. Po prostu kładę się spać. Nie mam ochoty na nic. Moje myśli jednak nie pozwalają mi na sen. Całe szczęście, że są to te dobre. Dzisiejszy dzień był naprawdę dobry i mogę go takiego zaliczyć. Poznałam dwie fajne dziewczyny: Danielle i Eleanor, które wydają się być naprawdę w porządku. Razem z nimi i Jennifer umówiłam się na jutro, na zakupy. Szczerze mówiąc to nie jestem pewna tego czy się z nimi wybiorę. Nie chciałabym im popsuć dnia ani zabawy przez mój humor, który wątpię, że się tak szybko zmieni. Najwyżej umówię się z nimi na inny dzień. Moje myśli kierują się w kierunku Zayn’a. Nadal nie wierzę, że jesteśmy razem. Jest on moim pierwszym, prawdziwym chłopakiem. Miły, słodki, przystojny, z poczuciem humoru, wyrozumiały. Marzenie każdej dziewczyny. Martwię się tylko czy, aby nie za szybko zadecydowaliśmy o byciu ze sobą? Jeszcze przedwczoraj rozmawialiśmy to znaczy powiedział mi, że jestem dla niego przyjaciółką z dodatkami i ja przystałam na to. Wieczorem zmienił zdanie i chciał, abym została jego dziewczyną, tylko dlatego, że Connor miał przyjść. Teraz kiedy dogłębniej to analizuję to czuję się trochę jakbym była jego własnością. Szybko kręcę głową, aby ta myśl wyleciała z mojej głowy. Wiem, że mogłam mu odmówić, jeśli nie chciałam tego. Ja jednak tego nie zrobiłam, a powód jest strasznie głupi i dziwny. Zrobiłam to, ponieważ bałam się, że pozna kogoś innego, zainteresuje się, a ja.. W sumie nie wiem co ze mną byłoby. Zeszłabym na drugi plan, prawda? Wtedy nie spędzalibyśmy tyle czasu co teraz, razem. Dla niego ważniejsza byłaby dziewczyna, a nie przyjaciółka. Nie wiem co też sądzić o naszych wspólnych wypadach. Wiecie, poza cztery ściany, tam gdzie mogliby nas zobaczyć inni, a co najgorsze jego fanki. Przecież one mnie znienawidzą. Prawie każda z nich liczy na to, żeby chociażby być koło niego. Co ja gadam! One by już za niego wyszły za mąż. Jak można kogoś kochać, tak mu się oddawać nawet jeśli ta osoba nie wie o Twoim istnieniu czy nie znając go? Dla mnie to jest chore. O naszym związku wie tata, Jennifer i chłopaki. Mam nadzieję, że któremuś nie przyjdzie do głowy, aby zrobić zdjęcie mi i Zayn’owi, które szybko wyląduje na jakimś portalu. Przecież to będzie istne szaleństwo. Mogę wtedy nie wychodzić z domu. Muszę o tym pomyśleć, ale to nie teraz. Moje powieki są zbyt ciężki i zaczyna mnie ogarniać sen. Ułożyłam się wygodnie i nawet nie pamiętam kiedy zasnęłam.

Rano.

Leniwym ruchem przekręciłam się na łóżku. Niech ktoś uspokoi ten cholerny dźwięk. Po kilku chwilach uspokaja się, ale zaraz znowu zaczyna. Wzdycham ciężko i kładę dłonie pod poduszkę, gdyż leżę sobie na brzuchu i na oślep szukam telefonu. Wyciągam go i w ostatniej chwili naciskam zieloną słuchawkę nie sprawdzając nawet kto dzwoni. Mój głos jest strasznie senny kiedy się odzywam.
- Halo.
      - Ty śpiochu!
     To Jennifer, zapewne wstała. Wcześniej ode mnie?
- Dlaczego nie przyjdziesz i mi tego nie powiesz?
Spytałam kręcą głową z niedowierzania.
- Jest już jedenasta, a o trzynastej jesteśmy umówione z Danielle i Eleanor, że po nas przyjadą. Musisz już wstawać, Olivia. Mogłybyśmy się wyszykować, zjeść śniadanie i przy tym zaplanować co chcemy kupić. 
- Jennifer, daj mi spać. Jeszcze nie czas.
Rozłączyłam się szybko i odrzuciłam telefon koło siebie. Też mi coś. Wystarczyłoby, żebym wstała godzinę, powtarzam godzinę przed przyjazdem dziewczyn i spokojnie zdążyłabym zrobić wszystko. Oczywiście kochana Jennifer postanowiła mnie obudzić dwie, powtarzam dwie godziny przed przyjazdem dziewczyn. Kocham ją, ale czasami doprowadza mnie do szału. Przez nią teraz nie zasnę. Pocieram dłońmi zamknięte powieki i biorę telefon do ręki. Wchodzę w kontakty i przeciągam palcem od dołu do góry przeglądając listę kontaktów. Na samym końcu widzę imię, co powoduje mój uśmiech na twarzy. Przymykam lekko powieki i wyobrażam sobie, że właśnie leży obok mnie. Fajnie byłoby. Nieświadomie klikam zieloną słuchawkę. Udaje mi się rozłączyć. Mam nadzieję, że połączenie do niego nie dotrze. W sumie ciekawe co teraz robi. Zapewne śpi, więc na pewno go nie obudziłam. Moje serce zamiera na moment kiedy słyszę dźwięk dzwonka telefonu. Cholera. Niepewnie klikam ‘odbierz’.
- Cześć, Skarbie. Wyspałaś się?
- Hej, tak dobrze mi się spało.
- To chociaż tyle, bo mnie okropnie. Gdybyś spała ze mną na pewno byłoby inaczej. Liam cały czas truje mi dupę, abym wstał, kiedy ja nie chcę. Nie mam na to siły, ani ochoty, wiesz?
- Wiem, ale musisz Zayn. Idź i po uszczęśliwiaj trochę swoich fanów. Założę się, że już czekają. No dalej, wstawaj śpiochu.
- Chcę uszczęśliwiać tylko Ciebie.
- I doskonale sobie radzisz. Wstań, proszę.
Błagam, kiedy słyszę krzyk Liam’a. Śmieję się.
- W porządku, wstaję. Już siedzę na łóżku, zadowolona? Wiesz, że gdybyś była obok byłoby to o wiele trudniejsze? Nie mógłbym się oderwać od Twoich ust, od dotykania. Cholera. Tak bardzo chciałbym, abyś była w moim łóżku, teraz. Mam nadzieję, że się dzisiaj spotkamy. Co Ty na to?
- Zobaczymy czy nam czas pozwoli.
- Wystarczy, że zadzwonisz, a ja już będę.
Uśmiechnęłam się. Zayn zaśmiał się po chwili. To cudowny dźwięk, na który się rozpływam jak czekolada w słońcu. Rozmawiamy jeszcze chwilę, aż w końcu musimy się rozłączyć po pożegnaniu. Sprzeczamy się ze sobą, kto ma to zrobić. W końcu ja się rozłączam. Leżę jeszcze na łóżku przez chwilę, aby uspokoić bicie mojego serca i unormować oddech, po czym wstaję z łóżka i idę w stronę garderoby. Szukam pomiędzy wieszakami, a półkami czegoś fajnego, luźnego, a zarazem żeby tego było mało, gdyż za oknem ponownie świeci słońce. Wygrzebuję TEN zestaw. Do tego zwykłe czarne sandałki. Leniwym krokiem wchodzę do łazienki. Spojrzałam na swoje odbicie w lustrze i zaczęła się zastanawiać. Nad czym? Zadawałam sobie raczej pytania. Czy jestem ładna? Dlaczego spodobałam się Zayn’owi? Może powinnam zrobić coś z nosem? - zaczynałam dostawać chyba paranoi. Jednak jeden pomysł mi się spodobał. Jednym słowem: tatuaż. Tylko co ja bym miała sobie wytatuować? Może jakiś napis? Tak, to zadanie na najbliższy czas. Weszłam pod prysznic. Gąbkę polałam żelem kokosowym. Umyłam się dokładnie i po opłukaniu wyszłam z prysznica. Okryłam ręcznikiem swoje ciało i sięgnęłam po szampon do włosów o zapachu brzoskwini. Schyliłam się przy prysznicu - nie wchodziłam do niego i umyłam po prostu włosy. Po tym wycisnęłam z nich jak najwięcej wody się dało i oplotłam je drugim ręcznikiem. Teraz zrobiłam porządek ze swoimi ciałem, które po prostu nabalsamowałam i ubrałam we wcześniej wybrany strój. Włosy natomiast po rozczesaniu i wysuszeniu  po prostu wyprostowałam i pozwoliłam tak zostać. Wszystko zaakcentowałam perfumamiZeszłam na dół do kuchni, gdzie urzędowała już przyjaciółka. Miała na sobie TO i do tego beżowe baletki. Włosy upleciony w TEN sposób (po prawo). Razem zdecydowałyśmy, że zrobimy sobie po dwóch kanapkach, bo zapewne zjemy coś w jednej z wielu restauracji w centrum. Zdecydowałam zadać nurtujące pytanie Jennifer, po którym wzięłam kęs kanapki i zabrałam łyk soku pomarańczowego.
- Między Tobą, a Harrym coś jest?
- Dlaczego tak sądzisz?
- No nie wiem, zastanówmy się.. Wspólne wypady na basen, jazda samochodem, spacery, siedzenie tak blisko siebie, że nie długo któreś z was usiądzie na kolanach, a usta odpadną od uśmiechania się. W każdym bądź razie, pamiętaj, że zawsze jestem po Twojej stronie i wam kibicuję. Wiesz, że możesz mnie powiedzieć.
- Za pięć dni wyjeżdżam, więc nie ma sensu.
- Co? Jak to za pięć dni? Czemu?
O mało co bym nie spadła z krzesła.
- Pięć dni, tak. Wiesz dobrze, że muszę zacząć robić szkolne zakupy, odnowić znajomości, iść obejrzeć szkołę żeby miej więcej się orientować, bo jest takich kilka dni pod koniec wakacji, że można przyjść i pooglądać. Spędzić trochę czasu z rodziną, w ogóle planowali coś jechać na kilka dni pod namioty. Mnie też jest przykro. Umm.. Zaraz będę dziewczyny.
Jennifer poklepała mnie po ramieniu i wyszła z kuchni. Siedziałam dalej na krześle rozmyślając. Naprawdę jej za pięć dni tutaj nie będzie? Nawet się nie zorientowałam kiedy ten czas zleciał. Teraz czuję się tak, jakby dopiero co wczoraj przyjechała. Ona nie może przecież wyjechać. Nie dam sobie bez niej rady. To moja przyjaciółka. Znam ją od.. całe swoje życie! No i mam kolejną sprawę na najbliższy czas. W sumie muszę się nią zająć lada moment, bo ona wyjeżdża. Nie dokończyłam już śniadania. Wypiłam tylko sok. Z lodówki sięgnęłam małą wodę mineralną i z nią poszłam do pokoju. Włożyłam ją do torby (tej na zdjęciu). Do tego jeszcze tusz do rzęs, błyszczyk, telefon, klucze od domu, portfel - to najważniejsze i chusteczki, a no i grzebień do włosów. Zeszłam na dół i już usłyszałam klakson. Krzyknęłam 'Jennifer', aby schodziła na dół, ale nie odezwała się. Wzruszyłam ramionami i wyszłam z domu. Jeni stała z dziewczynami przed samochodem. Pokręciłam głową i zamknęłam dom. Tata zabrał dokądś Amelię, a matka pewnie polazła do swojego kochanka - dziwnie wymawia się to słowo. Poza tym przez pół dnia udało mi się o niej i tej sytuacji nie myśleć, więc jestem z siebie dumna. Podeszłam do dziewczyn i przywitałam się z dwoma z nich. Chwilkę obgadałyśmy czy któraś z nas kupuje coś co ma już zamierzone i takie tam. Usiadłam na miejsce pasażera, obok kierowcy - Danielle prowadziła. A Jennifer i Eleanor usiadły z tyłu. Wyjechałyśmy z podjazdu i ruszyłyśmy do centrum handlowego.  

Dwie godziny później. 

- Która?
Danielle stała przede mną z dwoma wieszakami w dłoniach. Wahała się pomiędzy a  sukienką. Od razu wskazałam na tę pierwszą. Oczywiście na pewno wyglądałaby ślicznie w tej drugiej, ale moim zdaniem to nie nasz, ani jej poziom. Brunetka poszła do przymierzalni i kazała mi wybrać jeszcze dla niej jakąś spódniczkę. Wybrałam . Stałam i czekałam aż dziewczyna wyjdzie w swoich rzeczach. Wcześniej pokazała mi się w tym co ja jej wybrałam i sukience. Wyglądała świetnie. Po chwili wyszła z przymierzalni uśmiechnięta.
- Pomagasz mnie, a sobie nic nie wybrałaś.
Zanim się obejrzałam dziewczyna już mnie zaciągnęła do innych wieszaków. Sięgnęła jeden i przypasowała do mnie TO. Poinformowała, że znajdzie dla mnie jeszcze jakąś bluzkę. Tak ogólnie to z Eleanor i Jeni rozdzieliłyśmy się. One miały jakby inne poglądy, które się łączyły. Podobnie było ze mną i Danielle. W każdym razie za piętnaście minut mamy się spotkać w kawiarni. W końcu znalazłyśmy dla mnie też i koszulkę. Wybrałam też kilka innych ciuchów. Danielle stwierdziła, że mam świetny gust i będzie mnie zabierać na zakupy w sprawie porad. Zaśmiałam się. Na szybko jeszcze wskoczyłyśmy do sklepu z drobiazgami. Nie możemy przecież chłopaków zostawić bez niczego. 
- Niech on już przestanie dzwonić.
Powiedziałam. Nie miałam jak sięgnąć telefonu. Po chwili rozległ się dźwięk telefonu brunetki. Na szczęście ona miała jak sięgnąć swój.
- Chłopaki właśnie skończyli pracę i pytali się gdzie jesteśmy. Wpadną nam pomóc no i kupić tez coś sobie.
Dziewczyna uśmiechnęła się w moim kierunku, a za moment spojrzała na łańcuszek, który przed chwilą oglądała. Cholera, nie jest dobrze. Razem z Danielle wybrałyśmy się do kawiarni. Brunetka i blondynka już siedziały przy stoliku. Dan (Danielle) szybko powiedziała im o telefonie. Ucieszyły się. Czy tylko ja mam z tym problem? Cieszę się, oczywiście, ale to wszystko dla naszego dobra! Mojego i Zayn'a! Przerwałam zawziętą rozmowę dziewczyn o cenach w różnych sklepach.
- Wiecie ja pojadę do domu. Jakoś źle się czuję.
- Faktycznie wyglądasz blado na twarzy. Nie wytrzymasz jeszcze trochę? Chłopaki lada moment powinni być na miejscu i moglibyśmy od razu pojechać do domu, co? Te zakupy odbijemy sobie kiedy indziej.
Eleanor położyła mi dłoń na ramieniu.
- Wezmę taksówkę. Pozdrówcie ich.
Uśmiechnęłam się w ich kierunku. Byłam zła na siebie, że tak je potraktowałam. Przecież one sobie na to nie zasłużyły. Wiem to. Zabrałam swoje torby i wyszłam z kawiarni. Po kilku minutach wyszłam również z galerii. Rozejrzałam się i na moje szczęście zauważyłam wolną taksówkę. Popędziłam do niej i wskazałam kierowcy adres do domu. W momencie, w którym wyjeżdżaliśmy z parkingu dostrzegłam duży, czarny samochód i jestem przekonana, że to samochód chłopaków. O mały włos, a byśmy się spotkali. 

*Oczami Danielle* - W tym samym czasie 

- Mogłam z nią jechać.
- Danielle, wyluzuj. Nic jej nie będzie. Chciała wracać sama. Położy się weźmie tabletkę i jej przejdzie. Jutro zobaczymy ją jak nowo narodzoną.
Jennifer uśmiechnęła się, a ja to odwzajemniłam. Dostałem wiadomość od Liam’a. Pyta się gdzie jesteśmy. Szybko wystukałam na klawiaturze telefonu miejsce. Razem z dziewczynami siedziałyśmy i czekałyśmy na nich. Postanowiłyśmy też, że dopiero, gdy się koło nas znajdą zamówimy coś dla wszystkich. O, właśnie idą. Jak zwykle wielki ruch w tych restauracjach. Fanki chłopaków zaczęły podchodzić do nich i prosić o autografy. Uśmiechnęłam się na ten widok. Kilka minut minęło i chłopaki dosiedli się do nas.
- Zamówiłyście już coś?
Liam pocałował mnie w czoło.
- Czekałyśmy na was.
Odezwała się Jennifer, przy której usiadł Harry. Nowa para się szykuje - uśmiechnęłam się wewnętrznie. Wyjęłam kartkę i długopis z torebki - dlaczego to noszę? No naprzykład do takich sytuacji jak ta, albo żeby coś zanotować, aby nie zapomnieć - i zaczęłam zapisywać to co kto chce. Razem z głodomorem podeszłam do kasjerki. Blondynek nie mógł się zdecydować jakie ciastko chce przy stoliku i musiał to zobaczyć na własne oczy. Zabawny jest.

*Oczami Zayn’a* 

- A gdzie jest moja dziewczyna?
- Źle się poczuła i pojechała do domu.
- Pozwoliłyście jej wracać samej?
- Danielle chciała jechać z nią, ale zabroniła.
Westchnąłem cicho. Cała Olivia. Jednak to nie zmienia faktu, że któraś z nich mogła pojechać z nią. Nie chcę snuć domysłów, ale przecież mogło jej się coś stać, skoro źle się czuła. Zawsze na zakupy mogliśmy jechać innego dnia. To nie jest najważniejsze. Odsunąłem się od stolika i wstałem.
- Chcesz teraz do niej jechać?
- Martwię się o nią, jest moją dziewczyną.
- Jak zwykle nic nie wiem. Wczoraj przy obiedzie tylko widziałam, że macie się ku sobie. Gratuluję, Zayn i życzę szczęścia. Zostań z nami. Na pewno jej nic nie jest. Niech odpocznie, skoro źle się czuła. Weźmie tabletkę, poleży i jej przejdzie. Wiem po sobie.
Uśmiechnęła się szczerze, a ja po chwili zastanowienie usiadłem z powrotem. Mam tylko nadzieję, że to nic poważnego, że się nie rozchoruje. Dziś z chłopakami, gdy jechaliśmy do centrum myśleliśmy o jakimś wypadzie. Harry poskarżył się, że Jennifer jedzie za niecały tydzień i chce to jakoś wykorzystać. Dokładniej mówiąc, chce aby została jego dziewczyną. Nie interesuje go nawet odległość. Dobry chłopak, w końcu się ustatkuje i nie będzie skakał z kwiatka na kwiatek. Po chwili zabrałem się za swój kawałek ciasta i kawę, która musi postawić mnie na nogi. Prawdopodobnie byliśmy najbardziej głośnym stolikiem w tej restauracji. Nam to nie przeszkadzało, a obsługa cieszyła się, że ma dzięki nam taki ruch. No bo, który właściciel by się nie cieszył? Sam coś o tym wiem.
- Razem z chłopakami mamy pomysł. A więc myśleliśmy nad kilkodniowym wyjazdem, gdzieś poza Londyn. Moglibyśmy odpocząć od całej tej cholernej rzeczywistości i rozerwać się w swoim towarzystwie.
Odezwał się Liam. Pokiwałem głową twierdząco tym samym przyznając mu rację. Każdy z nas rozglądał się po dziewczynach, które cicho jadły, ale po chwili również wykazały swój entuzjazm. Przysunąłem się w stronę Niall’a, który o dziwo nie miał pełnej buzi ciasta.
- Chciałbyś pojechać do Mullingar?
- Oczywiście, że tak!
- Do czego zmierzasz, Zayn?
- Niech każdy z nas zabierze swoją dziewczynę gdzieś, co wy na to? My z chłopakami chętnie byśmy od siebie odpoczęli, a zajęli się swoimi dziewczynami. Chcielibyście tak czy wolicie wybrać się wszyscy razem?
Zaproponowałem to z myślą o Harry’m, który chciał spędzić ostatnie dni z Jennifer. Oczywiście to nie wyklucza, ża chciałbym pobyć sam na sam z Olivią. W naszym kalendarzu robi się tłoczno i chcielibyśmy to w jakiś sposób wykorzystać. Chłopaki zaczęli podnosić dłonie za odpowiedzią pierwszą, czyli zabrać dziewczyny i sam na sam. Spojrzałem na Louis’a, który nie podniósł ręki i w ogóle był cichy dzisiaj. Złapałem z nim kontakt wzrokowy. Jego odpowiedź mnie zdziwiła. Sądziłem, że chce pobyć z Eleanor sam na sam, ale najwidoczniej się myliłem. Może mają jakiś kryzys? Nie wiem. Zapytam jak będziemy sami.
- Pojadę do Doncaster.

*Oczami Olivii* - W tym samym czasie

Wszystkie rzeczy z torby wyjęłam i poustawiałam na ich miejsce. Ciuchy i drobiazgi, które kupiłam również odnalazły swoje miejsce w garderobie i na regale. Przebrałam się w coś luźniejszego i zeszłam na dół. Zdziwiłam się słysząc dzwonek do drzwi. Tata nie wrócił z siostrą, a mama zawsze klucze nosi przy sobie. Mam nadzieję, że to nie żaden z chłopaków, tym bardziej oby nie był to Zayn - z taką myślą otworzyłam drzwi. Nie mogłam uwierzyć kogo za nimi widziałam. We własnej osobie zobaczyłam Connor'a. Stał z rękoma włożonymi w kieszenie spodni. Ciekawa byłam po co przyszedł. Po ostatnim naszym spotkaniu myślałam, że się już nigdy nie spotkamy. No chyba, że przelotnie gdzieś, coś. Wykrztusiłam z siebie ciche:
- Cześć.
- Hej. Mogę? Nie będę Ci, wam przeszkadzał?
- Nie, jestem sama, wejdź.
Ruchem ręki wskazałam mu salon.
- Coś do picia czy coś?
- Może sok albo woda. Cokolwiek.
Poszłam do kuchni i nalałam sobie soku pomarańczowego. Tak naprawdę bałam się tam z powrotem iść. Nie wiedziałam co on mi powie i w ogóle czego ode mnie chciał. W końcu go wpuściłam to muszę tam iść. Nie lubię za to swojego rozumu. Westchnęłam jedynie i ze szklankami w ręku poszłam do pomieszczenia, gdzie znajdywał się chłopak. Usiadłam na fotelu, wcześniej podając mu szklankę. Usiadłam na przeciwko niego.
- A gdzie reszta domowników?  
- Nie przyszedłeś tutaj, aby pytać o to. 
- Masz rację. Nie w tej sprawie.
- W jakim celu przyszedłeś? Ostatnio jakoś nie tryskałeś radością i rozmową w moim towarzystwie. Avril chyba zaciągnęła Cię tu siłą. Teraz siedzisz tutaj i jestem tym skołowana.
- Wiem i w sumie przyszedłem Cię za to przeprosić. Masz rację. Avril powiedziała, żebym z Tobą pogadał, pogodził się i takie tam. Szczerze tego nie chciałem, ale to było wtedy. Ochłonąłem trochę i przemyślałem sobie wszystko.
- To znaczy co sobie przemyślałeś?
Spojrzałam na niego pytająco marszcząc czoło 
- Zamieszkałaś tutaj, my się znamy. Głupio będzie mieć takie relacje, nie mówić 'Cześć', 'Co u Ciebie' i takie tam. Poza tym zrozumiałem. On jest lepszy ode mnie. Życzę wam szczęścia.
Uśmiechnął się. Zastanawiałam się czy ten gest był szczery czy udawany i w duchu czy sobie nie pomyślał 'Oby stała im się krzywda', czy coś. Martwiło mnie też to czy on wie, że ja jestem Zayn'em i teraz mi gratuluje czy to jego założenie, albo to jest jakiś haczyk.
- Ja jestem z Zayn'em? 
- A nie? Widziałem jak Cię odprowadzał do domu, jak gdzieś szliście. Widać, że dobrze się bawicie, czujecie w swoim towarzystwie. No i też widziałem wczoraj jak się pocałowaliście. To był zupełny przypadek. Wyszedłem z psem na spacer, a że koło Ciebie jest park..
- Przyszedłeś tutaj mnie przeprosić i się pogodzić? 
- Tak. Chciałbym się z Tobą spotykać, jeśli tylko będziesz chciała od czasu do czasu. Jakiś film obejrzeć, moglibyśmy wyskoczyć na jakieś zakupy, jakbyś potrzebowała pomocy to ja bardzo chętnie. Po prostu chciałbym pełnić funkcję twojego przyjaciela.
Powiedział cicho, a ja zastygłam. Nie wiedziałam co mam mu odpowiedzieć. To znaczy albo się zgodzę albo nie. Coś ostatnio dużo mam wyborów. Mam nadzieję tylko, że wybieram te właściwe. 
- Powiem Ci, że zaskoczyłeś mnie tym. Nie sądziłam, że do tego dojdzie, do tej rozmowy i jeśli Ci tak na tym zależy to możemy się kolegować. Na taką przyjaźń między nami trzeba jednak zasłużyć. Nie zrozum mnie źle.. 
- Rozumiem. Cieszę się, że między nami jest to wyjaśnione i w końcu zasnę. Mogę Cię przytulić?
Spytał i wyciągnął dłonie w moją stronę. Potwierdziłam kiwając głową. Wstałam, on też i po prostu mnie do siebie przytulił. Dziwne było dla mnie to. Dlaczego? Bo kiedy przytuliłam się do niego usłyszałam szybkie bicie jego serca. I on mi proponował przyjaźń? W sumie innego wyjścia nie ma. Postanowiłam nie poruszać tematu o tym co dostrzegłam. Może po prostu się denerwował tak jak ja. Oddaliłam się od niego i poszłam w stronę kuchni. Słyszałam odgłos jego kroków, więc zapytałam przez ramię:
- Dobra. Jesteś głodny ? Bo ja bardzo. 
- To może wyskoczmy do restauracji. Jakieś dziesięć minut drogi stąd jest taka dobra knajpa. Moglibyśmy usiąść, zjeść i pogadać. Oczywiście, jeśli będziesz chciała.
- Innym razem, dobrze? Zamówmy coś.
- W takim razie, pizza?
- A może chińszczyznę, co?
Kiwnął głową potwierdzając pytanie. Chwilę sprzeczaliśmy się kto zadzwoni i zapłaci. Connor w końcu poinformował, że zamówi i zapłaci. Sprzeczałam się z nim, ale nie dał się ugiąć. Uśmiechnęłam się i poszliśmy do salonu gdzie włączyłam telewizor. Oboje mieliśmy ochotę na obejrzenie jakiegoś filmu. Jednak zanim coś włączyliśmy, chcieliśmy ogółem zobaczyć co leci. I już wiedziałam, że nie włączymy żadnego filmu! Dlaczego? Bo na MTV jest 'Marzenia Chelsea' - uwielbiam ten program. Ta dziewczyna jest świetna! Kocham ją! Chciałbym ją kiedyś spotkać. W każdym razie Connor nie miał wyjścia. No w sumie miał. Mógł sobie iść do domu, zaprzeczył. Sam to lubi - tak mi powiedział. Na potwierdzenie odpowiedział mi na dwa pytania. To był odcinek siódmy i ogółem był to maraton, więc po cichutku marzyłam, że pokażą najnowszy, czyli dziewiąty. Szkoda, że nie oglądałam od początku, dziś. Gdybym tylko wiedziała.. Właśnie dostarczono nam jedzenie. Oboje usiedliśmy na kanapie, nie daleko siebie. Cieszę się, że przyszedł i wyjaśniliśmy sobie całą sytuację. 

*Oczami Zayn'a* - Półtorej godziny później

- Dziewczyny, nie macie już dość czasami?
Spytałem ich już po raz setny. Po kawiarni Jennifer, Danielle i Eleanor wyciągnęły nas na zakupy. Niby 'dla nas'. Nie mieliśmy z chłopakami nawet czasu na zdecydowanie się, bo one robiły to za nas.  Lubię zakupy, nic do nich nie mam, ale jeśli po każdym sklepie twoje ręce są obciążane nowymi torbami to masz dość. Z Olivią na pewno by tak nie było. Chociaż.. Na wszelki wypadek wezmę ochroniarza i to on będzie to nosił. Będzie zadowolony. Co do mojej dziewczyny. Mam nadzieję, że jest jej już lepiej. Chciałbym się teraz koło niej znaleźć, przytulić i powiedzieć, że wszystko będzie dobrze.
- Ja mam dość! Kto chce niech zostaje.
Stanąłem przy kanapach, na których pozostawiałem wszystkie torby. No oprócz jednej. Kupiłem coś mojej kochanej brunetce. Nie mogłem już znieść tego chodzenia po sklepach. Miałem serdecznie dość jak na jeden dzień. Odwróciłem się i po prostu szedłem do wyjścia. Po kilku minutach dołączyła do mnie reszta. Uśmiechnąłem się triumfalnie. Wcześniej już napisałem wiadomość do Paula, aby nam zostawił pod galerią dwa samochody - zrobił to, za co byłem mu wdzięczny.
- Kto z was prowadzi drugi samochód?
- Ja mogę.
Louis uśmiechnął się do mnie znacząco. Wsiadłem do samochodu razem z Niallem, Jennifer i Hazzą. Do Louisa poszła Eleanor, Liam i Danielle. Wyjechałem z parkingu i udałem się w dobrze znanym kierunku. W lusterku od czasu do czasu zerkałem czy chłopak jedzie za mną - tak też było. W pewnej chwili mnie wyprzedził i wiedziałem już, że to oznacza wojnę. Jednak nie dałem się. Zbyt dużo samochodów jest na drodze. Nie chcę aby ktoś wylądował w szpitalu dlatego posłusznie pojechałem za Lou. Do domu dotarliśmy w przeciągu dziesięciu minut. Kiedy wszyscy się 'wyładowali' razem z zakupami powiedziałem, że jadę do dziewczyny - nie miałem ochoty na spacerek. Jennifer chciała zabrać się ze mną, ale Harry szybko się zaoferował, że ją odwiezie później. Uśmiechnąłem się tylko i pojechałem do Olivii. Zaparkowałem koło jej domu. Poszedłem do drzwi. Zadzwoniłem dzwonkiem, który działał. Nie to co u nas - trzeba zgłosić to menadżerowi i kogoś przyśle. Czekałem kilka sekund aż ktoś mi otworzy.
__________________  
OD AUTORKI: Coś wam nie idą te komentarze. Jestem po prostu w szoku. Nie wiem czy to ze mną coś nie tak czy z tym opowiadaniem w jaki sposób je piszę. Naprawdę nie mam zielonego pojęcia. Może mi to wytłumaczycie, zresztą. Jestem załamana, brak słów.  Nie, nie napiszę nic już więcej w tej notce. Trzymajcie się, cześć. 
+ Pamiętajcie o zasadzie: osoby, które piszą z funkcji 'anonima' wpisują na sam koniec komentarza nazwę swojego Twitter’a, a jeśli masz konto komentujesz z blogera to nie musisz wpisywać nazwy.  Inaczej komentarze się nie liczą, przykro mi.

II / 01

     Kursywa  to wspomnienia ;)   Przekręciłam się i dłonią wyszukałam telefonu. Cicho westchnęłam pocierając ręką twarz. Nie mogę zasnąć...