środa, 13 marca 2013

I / 21

*Oczami Olivii*

- Tato, proszę powiedz to już.
Mówię błagalnym tonem, gdyż dłużej tego nie zniosę. Siedzimy już piątą minutę w ciszy, a ja nadal nic nie wiem. To frustrujące. Spoglądam na niego niecierpliwym wzrokiem. Moje serce przyśpiesza gwałtownie, kiedy otwiera usta, ale szybko je zamyka. Ciekawe czy dzisiaj się dowiem.
- Mama ma raka mózgu.
Odzywa się cichym głosem i przerywa nasz kontakt wzrokowy. Gdybym nie siedziała, moje nogi zrobiłyby się zbyt słabe i upadłabym na podłogę. Niepewnie przełykam ślinę. Kręcę szybko głową, kiedy jego słowa trafiają do mnie. Mówię cicho:
- To niemożliwe.
- A jednak się stało.
- Nie, nie. To jakiś chory żart z jej strony. Gdzie ona teraz jest, co? Założę się, że wszystko sobie zaplanowała, bo nie wiedziała co wymyśleć na swoją obronę, co z powodowałoby, że zmięknie nam serce i jej uwierzymy. Teraz pewnie siedzi ze swoim kochaniem!
- Olivia! Nie mów tak.
- A jak mam mówić? Wymyśliła sobie to wszystko, tą chorobę. Niezłe mi usprawiedliwienie. Ja matki już nie mam, a Ty jesteś naiwny, że jej w ogóle uwierzyłeś w te brednie.
Mówię z goryczą i niesmakiem w głosie. Biorę swoją torbę i szybko biegnę do siebie. Trzaskam drzwiami pokoju, po których zjeżdżam plecami siadając cała we łzach. Zakrywam dłońmi twarz. Tak bardzo chciałabym, żeby Zayn mnie teraz przytulił, był przy mnie. Moja matka ma raka, akurat. Nie wierzę w to. Chciała tylko być usprawiedliwiona. Po tylu latach to znaczy dlaczego teraz? A może ona naprawdę.. Szybko odganiam bezsensowne myśli. Ona kłamie. Wstaję z dywanu, rzucam torebkę na fotel. Idąc w kierunku łazienki ściągam z siebie jednocześnie ubrania. Muszę się umyć. Czuję się brudna, ale nie w dosłownym znaczeniu. Po wyjściu z kabiny, wycieram się, balsamuje, ubieram, rozczesuję włosy, które tak zostawiam i wychodząc z pomieszczenia gaszę światło i zamykam za sobą drzwi. Nie sprawdzam telefonu. Po prostu kładę się spać. Nie mam ochoty na nic. Moje myśli jednak nie pozwalają mi na sen. Całe szczęście, że są to te dobre. Dzisiejszy dzień był naprawdę dobry i mogę go takiego zaliczyć. Poznałam dwie fajne dziewczyny: Danielle i Eleanor, które wydają się być naprawdę w porządku. Razem z nimi i Jennifer umówiłam się na jutro, na zakupy. Szczerze mówiąc to nie jestem pewna tego czy się z nimi wybiorę. Nie chciałabym im popsuć dnia ani zabawy przez mój humor, który wątpię, że się tak szybko zmieni. Najwyżej umówię się z nimi na inny dzień. Moje myśli kierują się w kierunku Zayn’a. Nadal nie wierzę, że jesteśmy razem. Jest on moim pierwszym, prawdziwym chłopakiem. Miły, słodki, przystojny, z poczuciem humoru, wyrozumiały. Marzenie każdej dziewczyny. Martwię się tylko czy, aby nie za szybko zadecydowaliśmy o byciu ze sobą? Jeszcze przedwczoraj rozmawialiśmy to znaczy powiedział mi, że jestem dla niego przyjaciółką z dodatkami i ja przystałam na to. Wieczorem zmienił zdanie i chciał, abym została jego dziewczyną, tylko dlatego, że Connor miał przyjść. Teraz kiedy dogłębniej to analizuję to czuję się trochę jakbym była jego własnością. Szybko kręcę głową, aby ta myśl wyleciała z mojej głowy. Wiem, że mogłam mu odmówić, jeśli nie chciałam tego. Ja jednak tego nie zrobiłam, a powód jest strasznie głupi i dziwny. Zrobiłam to, ponieważ bałam się, że pozna kogoś innego, zainteresuje się, a ja.. W sumie nie wiem co ze mną byłoby. Zeszłabym na drugi plan, prawda? Wtedy nie spędzalibyśmy tyle czasu co teraz, razem. Dla niego ważniejsza byłaby dziewczyna, a nie przyjaciółka. Nie wiem co też sądzić o naszych wspólnych wypadach. Wiecie, poza cztery ściany, tam gdzie mogliby nas zobaczyć inni, a co najgorsze jego fanki. Przecież one mnie znienawidzą. Prawie każda z nich liczy na to, żeby chociażby być koło niego. Co ja gadam! One by już za niego wyszły za mąż. Jak można kogoś kochać, tak mu się oddawać nawet jeśli ta osoba nie wie o Twoim istnieniu czy nie znając go? Dla mnie to jest chore. O naszym związku wie tata, Jennifer i chłopaki. Mam nadzieję, że któremuś nie przyjdzie do głowy, aby zrobić zdjęcie mi i Zayn’owi, które szybko wyląduje na jakimś portalu. Przecież to będzie istne szaleństwo. Mogę wtedy nie wychodzić z domu. Muszę o tym pomyśleć, ale to nie teraz. Moje powieki są zbyt ciężki i zaczyna mnie ogarniać sen. Ułożyłam się wygodnie i nawet nie pamiętam kiedy zasnęłam.

Rano.

Leniwym ruchem przekręciłam się na łóżku. Niech ktoś uspokoi ten cholerny dźwięk. Po kilku chwilach uspokaja się, ale zaraz znowu zaczyna. Wzdycham ciężko i kładę dłonie pod poduszkę, gdyż leżę sobie na brzuchu i na oślep szukam telefonu. Wyciągam go i w ostatniej chwili naciskam zieloną słuchawkę nie sprawdzając nawet kto dzwoni. Mój głos jest strasznie senny kiedy się odzywam.
- Halo.
      - Ty śpiochu!
     To Jennifer, zapewne wstała. Wcześniej ode mnie?
- Dlaczego nie przyjdziesz i mi tego nie powiesz?
Spytałam kręcą głową z niedowierzania.
- Jest już jedenasta, a o trzynastej jesteśmy umówione z Danielle i Eleanor, że po nas przyjadą. Musisz już wstawać, Olivia. Mogłybyśmy się wyszykować, zjeść śniadanie i przy tym zaplanować co chcemy kupić. 
- Jennifer, daj mi spać. Jeszcze nie czas.
Rozłączyłam się szybko i odrzuciłam telefon koło siebie. Też mi coś. Wystarczyłoby, żebym wstała godzinę, powtarzam godzinę przed przyjazdem dziewczyn i spokojnie zdążyłabym zrobić wszystko. Oczywiście kochana Jennifer postanowiła mnie obudzić dwie, powtarzam dwie godziny przed przyjazdem dziewczyn. Kocham ją, ale czasami doprowadza mnie do szału. Przez nią teraz nie zasnę. Pocieram dłońmi zamknięte powieki i biorę telefon do ręki. Wchodzę w kontakty i przeciągam palcem od dołu do góry przeglądając listę kontaktów. Na samym końcu widzę imię, co powoduje mój uśmiech na twarzy. Przymykam lekko powieki i wyobrażam sobie, że właśnie leży obok mnie. Fajnie byłoby. Nieświadomie klikam zieloną słuchawkę. Udaje mi się rozłączyć. Mam nadzieję, że połączenie do niego nie dotrze. W sumie ciekawe co teraz robi. Zapewne śpi, więc na pewno go nie obudziłam. Moje serce zamiera na moment kiedy słyszę dźwięk dzwonka telefonu. Cholera. Niepewnie klikam ‘odbierz’.
- Cześć, Skarbie. Wyspałaś się?
- Hej, tak dobrze mi się spało.
- To chociaż tyle, bo mnie okropnie. Gdybyś spała ze mną na pewno byłoby inaczej. Liam cały czas truje mi dupę, abym wstał, kiedy ja nie chcę. Nie mam na to siły, ani ochoty, wiesz?
- Wiem, ale musisz Zayn. Idź i po uszczęśliwiaj trochę swoich fanów. Założę się, że już czekają. No dalej, wstawaj śpiochu.
- Chcę uszczęśliwiać tylko Ciebie.
- I doskonale sobie radzisz. Wstań, proszę.
Błagam, kiedy słyszę krzyk Liam’a. Śmieję się.
- W porządku, wstaję. Już siedzę na łóżku, zadowolona? Wiesz, że gdybyś była obok byłoby to o wiele trudniejsze? Nie mógłbym się oderwać od Twoich ust, od dotykania. Cholera. Tak bardzo chciałbym, abyś była w moim łóżku, teraz. Mam nadzieję, że się dzisiaj spotkamy. Co Ty na to?
- Zobaczymy czy nam czas pozwoli.
- Wystarczy, że zadzwonisz, a ja już będę.
Uśmiechnęłam się. Zayn zaśmiał się po chwili. To cudowny dźwięk, na który się rozpływam jak czekolada w słońcu. Rozmawiamy jeszcze chwilę, aż w końcu musimy się rozłączyć po pożegnaniu. Sprzeczamy się ze sobą, kto ma to zrobić. W końcu ja się rozłączam. Leżę jeszcze na łóżku przez chwilę, aby uspokoić bicie mojego serca i unormować oddech, po czym wstaję z łóżka i idę w stronę garderoby. Szukam pomiędzy wieszakami, a półkami czegoś fajnego, luźnego, a zarazem żeby tego było mało, gdyż za oknem ponownie świeci słońce. Wygrzebuję TEN zestaw. Do tego zwykłe czarne sandałki. Leniwym krokiem wchodzę do łazienki. Spojrzałam na swoje odbicie w lustrze i zaczęła się zastanawiać. Nad czym? Zadawałam sobie raczej pytania. Czy jestem ładna? Dlaczego spodobałam się Zayn’owi? Może powinnam zrobić coś z nosem? - zaczynałam dostawać chyba paranoi. Jednak jeden pomysł mi się spodobał. Jednym słowem: tatuaż. Tylko co ja bym miała sobie wytatuować? Może jakiś napis? Tak, to zadanie na najbliższy czas. Weszłam pod prysznic. Gąbkę polałam żelem kokosowym. Umyłam się dokładnie i po opłukaniu wyszłam z prysznica. Okryłam ręcznikiem swoje ciało i sięgnęłam po szampon do włosów o zapachu brzoskwini. Schyliłam się przy prysznicu - nie wchodziłam do niego i umyłam po prostu włosy. Po tym wycisnęłam z nich jak najwięcej wody się dało i oplotłam je drugim ręcznikiem. Teraz zrobiłam porządek ze swoimi ciałem, które po prostu nabalsamowałam i ubrałam we wcześniej wybrany strój. Włosy natomiast po rozczesaniu i wysuszeniu  po prostu wyprostowałam i pozwoliłam tak zostać. Wszystko zaakcentowałam perfumamiZeszłam na dół do kuchni, gdzie urzędowała już przyjaciółka. Miała na sobie TO i do tego beżowe baletki. Włosy upleciony w TEN sposób (po prawo). Razem zdecydowałyśmy, że zrobimy sobie po dwóch kanapkach, bo zapewne zjemy coś w jednej z wielu restauracji w centrum. Zdecydowałam zadać nurtujące pytanie Jennifer, po którym wzięłam kęs kanapki i zabrałam łyk soku pomarańczowego.
- Między Tobą, a Harrym coś jest?
- Dlaczego tak sądzisz?
- No nie wiem, zastanówmy się.. Wspólne wypady na basen, jazda samochodem, spacery, siedzenie tak blisko siebie, że nie długo któreś z was usiądzie na kolanach, a usta odpadną od uśmiechania się. W każdym bądź razie, pamiętaj, że zawsze jestem po Twojej stronie i wam kibicuję. Wiesz, że możesz mnie powiedzieć.
- Za pięć dni wyjeżdżam, więc nie ma sensu.
- Co? Jak to za pięć dni? Czemu?
O mało co bym nie spadła z krzesła.
- Pięć dni, tak. Wiesz dobrze, że muszę zacząć robić szkolne zakupy, odnowić znajomości, iść obejrzeć szkołę żeby miej więcej się orientować, bo jest takich kilka dni pod koniec wakacji, że można przyjść i pooglądać. Spędzić trochę czasu z rodziną, w ogóle planowali coś jechać na kilka dni pod namioty. Mnie też jest przykro. Umm.. Zaraz będę dziewczyny.
Jennifer poklepała mnie po ramieniu i wyszła z kuchni. Siedziałam dalej na krześle rozmyślając. Naprawdę jej za pięć dni tutaj nie będzie? Nawet się nie zorientowałam kiedy ten czas zleciał. Teraz czuję się tak, jakby dopiero co wczoraj przyjechała. Ona nie może przecież wyjechać. Nie dam sobie bez niej rady. To moja przyjaciółka. Znam ją od.. całe swoje życie! No i mam kolejną sprawę na najbliższy czas. W sumie muszę się nią zająć lada moment, bo ona wyjeżdża. Nie dokończyłam już śniadania. Wypiłam tylko sok. Z lodówki sięgnęłam małą wodę mineralną i z nią poszłam do pokoju. Włożyłam ją do torby (tej na zdjęciu). Do tego jeszcze tusz do rzęs, błyszczyk, telefon, klucze od domu, portfel - to najważniejsze i chusteczki, a no i grzebień do włosów. Zeszłam na dół i już usłyszałam klakson. Krzyknęłam 'Jennifer', aby schodziła na dół, ale nie odezwała się. Wzruszyłam ramionami i wyszłam z domu. Jeni stała z dziewczynami przed samochodem. Pokręciłam głową i zamknęłam dom. Tata zabrał dokądś Amelię, a matka pewnie polazła do swojego kochanka - dziwnie wymawia się to słowo. Poza tym przez pół dnia udało mi się o niej i tej sytuacji nie myśleć, więc jestem z siebie dumna. Podeszłam do dziewczyn i przywitałam się z dwoma z nich. Chwilkę obgadałyśmy czy któraś z nas kupuje coś co ma już zamierzone i takie tam. Usiadłam na miejsce pasażera, obok kierowcy - Danielle prowadziła. A Jennifer i Eleanor usiadły z tyłu. Wyjechałyśmy z podjazdu i ruszyłyśmy do centrum handlowego.  

Dwie godziny później. 

- Która?
Danielle stała przede mną z dwoma wieszakami w dłoniach. Wahała się pomiędzy a  sukienką. Od razu wskazałam na tę pierwszą. Oczywiście na pewno wyglądałaby ślicznie w tej drugiej, ale moim zdaniem to nie nasz, ani jej poziom. Brunetka poszła do przymierzalni i kazała mi wybrać jeszcze dla niej jakąś spódniczkę. Wybrałam . Stałam i czekałam aż dziewczyna wyjdzie w swoich rzeczach. Wcześniej pokazała mi się w tym co ja jej wybrałam i sukience. Wyglądała świetnie. Po chwili wyszła z przymierzalni uśmiechnięta.
- Pomagasz mnie, a sobie nic nie wybrałaś.
Zanim się obejrzałam dziewczyna już mnie zaciągnęła do innych wieszaków. Sięgnęła jeden i przypasowała do mnie TO. Poinformowała, że znajdzie dla mnie jeszcze jakąś bluzkę. Tak ogólnie to z Eleanor i Jeni rozdzieliłyśmy się. One miały jakby inne poglądy, które się łączyły. Podobnie było ze mną i Danielle. W każdym razie za piętnaście minut mamy się spotkać w kawiarni. W końcu znalazłyśmy dla mnie też i koszulkę. Wybrałam też kilka innych ciuchów. Danielle stwierdziła, że mam świetny gust i będzie mnie zabierać na zakupy w sprawie porad. Zaśmiałam się. Na szybko jeszcze wskoczyłyśmy do sklepu z drobiazgami. Nie możemy przecież chłopaków zostawić bez niczego. 
- Niech on już przestanie dzwonić.
Powiedziałam. Nie miałam jak sięgnąć telefonu. Po chwili rozległ się dźwięk telefonu brunetki. Na szczęście ona miała jak sięgnąć swój.
- Chłopaki właśnie skończyli pracę i pytali się gdzie jesteśmy. Wpadną nam pomóc no i kupić tez coś sobie.
Dziewczyna uśmiechnęła się w moim kierunku, a za moment spojrzała na łańcuszek, który przed chwilą oglądała. Cholera, nie jest dobrze. Razem z Danielle wybrałyśmy się do kawiarni. Brunetka i blondynka już siedziały przy stoliku. Dan (Danielle) szybko powiedziała im o telefonie. Ucieszyły się. Czy tylko ja mam z tym problem? Cieszę się, oczywiście, ale to wszystko dla naszego dobra! Mojego i Zayn'a! Przerwałam zawziętą rozmowę dziewczyn o cenach w różnych sklepach.
- Wiecie ja pojadę do domu. Jakoś źle się czuję.
- Faktycznie wyglądasz blado na twarzy. Nie wytrzymasz jeszcze trochę? Chłopaki lada moment powinni być na miejscu i moglibyśmy od razu pojechać do domu, co? Te zakupy odbijemy sobie kiedy indziej.
Eleanor położyła mi dłoń na ramieniu.
- Wezmę taksówkę. Pozdrówcie ich.
Uśmiechnęłam się w ich kierunku. Byłam zła na siebie, że tak je potraktowałam. Przecież one sobie na to nie zasłużyły. Wiem to. Zabrałam swoje torby i wyszłam z kawiarni. Po kilku minutach wyszłam również z galerii. Rozejrzałam się i na moje szczęście zauważyłam wolną taksówkę. Popędziłam do niej i wskazałam kierowcy adres do domu. W momencie, w którym wyjeżdżaliśmy z parkingu dostrzegłam duży, czarny samochód i jestem przekonana, że to samochód chłopaków. O mały włos, a byśmy się spotkali. 

*Oczami Danielle* - W tym samym czasie 

- Mogłam z nią jechać.
- Danielle, wyluzuj. Nic jej nie będzie. Chciała wracać sama. Położy się weźmie tabletkę i jej przejdzie. Jutro zobaczymy ją jak nowo narodzoną.
Jennifer uśmiechnęła się, a ja to odwzajemniłam. Dostałem wiadomość od Liam’a. Pyta się gdzie jesteśmy. Szybko wystukałam na klawiaturze telefonu miejsce. Razem z dziewczynami siedziałyśmy i czekałyśmy na nich. Postanowiłyśmy też, że dopiero, gdy się koło nas znajdą zamówimy coś dla wszystkich. O, właśnie idą. Jak zwykle wielki ruch w tych restauracjach. Fanki chłopaków zaczęły podchodzić do nich i prosić o autografy. Uśmiechnęłam się na ten widok. Kilka minut minęło i chłopaki dosiedli się do nas.
- Zamówiłyście już coś?
Liam pocałował mnie w czoło.
- Czekałyśmy na was.
Odezwała się Jennifer, przy której usiadł Harry. Nowa para się szykuje - uśmiechnęłam się wewnętrznie. Wyjęłam kartkę i długopis z torebki - dlaczego to noszę? No naprzykład do takich sytuacji jak ta, albo żeby coś zanotować, aby nie zapomnieć - i zaczęłam zapisywać to co kto chce. Razem z głodomorem podeszłam do kasjerki. Blondynek nie mógł się zdecydować jakie ciastko chce przy stoliku i musiał to zobaczyć na własne oczy. Zabawny jest.

*Oczami Zayn’a* 

- A gdzie jest moja dziewczyna?
- Źle się poczuła i pojechała do domu.
- Pozwoliłyście jej wracać samej?
- Danielle chciała jechać z nią, ale zabroniła.
Westchnąłem cicho. Cała Olivia. Jednak to nie zmienia faktu, że któraś z nich mogła pojechać z nią. Nie chcę snuć domysłów, ale przecież mogło jej się coś stać, skoro źle się czuła. Zawsze na zakupy mogliśmy jechać innego dnia. To nie jest najważniejsze. Odsunąłem się od stolika i wstałem.
- Chcesz teraz do niej jechać?
- Martwię się o nią, jest moją dziewczyną.
- Jak zwykle nic nie wiem. Wczoraj przy obiedzie tylko widziałam, że macie się ku sobie. Gratuluję, Zayn i życzę szczęścia. Zostań z nami. Na pewno jej nic nie jest. Niech odpocznie, skoro źle się czuła. Weźmie tabletkę, poleży i jej przejdzie. Wiem po sobie.
Uśmiechnęła się szczerze, a ja po chwili zastanowienie usiadłem z powrotem. Mam tylko nadzieję, że to nic poważnego, że się nie rozchoruje. Dziś z chłopakami, gdy jechaliśmy do centrum myśleliśmy o jakimś wypadzie. Harry poskarżył się, że Jennifer jedzie za niecały tydzień i chce to jakoś wykorzystać. Dokładniej mówiąc, chce aby została jego dziewczyną. Nie interesuje go nawet odległość. Dobry chłopak, w końcu się ustatkuje i nie będzie skakał z kwiatka na kwiatek. Po chwili zabrałem się za swój kawałek ciasta i kawę, która musi postawić mnie na nogi. Prawdopodobnie byliśmy najbardziej głośnym stolikiem w tej restauracji. Nam to nie przeszkadzało, a obsługa cieszyła się, że ma dzięki nam taki ruch. No bo, który właściciel by się nie cieszył? Sam coś o tym wiem.
- Razem z chłopakami mamy pomysł. A więc myśleliśmy nad kilkodniowym wyjazdem, gdzieś poza Londyn. Moglibyśmy odpocząć od całej tej cholernej rzeczywistości i rozerwać się w swoim towarzystwie.
Odezwał się Liam. Pokiwałem głową twierdząco tym samym przyznając mu rację. Każdy z nas rozglądał się po dziewczynach, które cicho jadły, ale po chwili również wykazały swój entuzjazm. Przysunąłem się w stronę Niall’a, który o dziwo nie miał pełnej buzi ciasta.
- Chciałbyś pojechać do Mullingar?
- Oczywiście, że tak!
- Do czego zmierzasz, Zayn?
- Niech każdy z nas zabierze swoją dziewczynę gdzieś, co wy na to? My z chłopakami chętnie byśmy od siebie odpoczęli, a zajęli się swoimi dziewczynami. Chcielibyście tak czy wolicie wybrać się wszyscy razem?
Zaproponowałem to z myślą o Harry’m, który chciał spędzić ostatnie dni z Jennifer. Oczywiście to nie wyklucza, ża chciałbym pobyć sam na sam z Olivią. W naszym kalendarzu robi się tłoczno i chcielibyśmy to w jakiś sposób wykorzystać. Chłopaki zaczęli podnosić dłonie za odpowiedzią pierwszą, czyli zabrać dziewczyny i sam na sam. Spojrzałem na Louis’a, który nie podniósł ręki i w ogóle był cichy dzisiaj. Złapałem z nim kontakt wzrokowy. Jego odpowiedź mnie zdziwiła. Sądziłem, że chce pobyć z Eleanor sam na sam, ale najwidoczniej się myliłem. Może mają jakiś kryzys? Nie wiem. Zapytam jak będziemy sami.
- Pojadę do Doncaster.

*Oczami Olivii* - W tym samym czasie

Wszystkie rzeczy z torby wyjęłam i poustawiałam na ich miejsce. Ciuchy i drobiazgi, które kupiłam również odnalazły swoje miejsce w garderobie i na regale. Przebrałam się w coś luźniejszego i zeszłam na dół. Zdziwiłam się słysząc dzwonek do drzwi. Tata nie wrócił z siostrą, a mama zawsze klucze nosi przy sobie. Mam nadzieję, że to nie żaden z chłopaków, tym bardziej oby nie był to Zayn - z taką myślą otworzyłam drzwi. Nie mogłam uwierzyć kogo za nimi widziałam. We własnej osobie zobaczyłam Connor'a. Stał z rękoma włożonymi w kieszenie spodni. Ciekawa byłam po co przyszedł. Po ostatnim naszym spotkaniu myślałam, że się już nigdy nie spotkamy. No chyba, że przelotnie gdzieś, coś. Wykrztusiłam z siebie ciche:
- Cześć.
- Hej. Mogę? Nie będę Ci, wam przeszkadzał?
- Nie, jestem sama, wejdź.
Ruchem ręki wskazałam mu salon.
- Coś do picia czy coś?
- Może sok albo woda. Cokolwiek.
Poszłam do kuchni i nalałam sobie soku pomarańczowego. Tak naprawdę bałam się tam z powrotem iść. Nie wiedziałam co on mi powie i w ogóle czego ode mnie chciał. W końcu go wpuściłam to muszę tam iść. Nie lubię za to swojego rozumu. Westchnęłam jedynie i ze szklankami w ręku poszłam do pomieszczenia, gdzie znajdywał się chłopak. Usiadłam na fotelu, wcześniej podając mu szklankę. Usiadłam na przeciwko niego.
- A gdzie reszta domowników?  
- Nie przyszedłeś tutaj, aby pytać o to. 
- Masz rację. Nie w tej sprawie.
- W jakim celu przyszedłeś? Ostatnio jakoś nie tryskałeś radością i rozmową w moim towarzystwie. Avril chyba zaciągnęła Cię tu siłą. Teraz siedzisz tutaj i jestem tym skołowana.
- Wiem i w sumie przyszedłem Cię za to przeprosić. Masz rację. Avril powiedziała, żebym z Tobą pogadał, pogodził się i takie tam. Szczerze tego nie chciałem, ale to było wtedy. Ochłonąłem trochę i przemyślałem sobie wszystko.
- To znaczy co sobie przemyślałeś?
Spojrzałam na niego pytająco marszcząc czoło 
- Zamieszkałaś tutaj, my się znamy. Głupio będzie mieć takie relacje, nie mówić 'Cześć', 'Co u Ciebie' i takie tam. Poza tym zrozumiałem. On jest lepszy ode mnie. Życzę wam szczęścia.
Uśmiechnął się. Zastanawiałam się czy ten gest był szczery czy udawany i w duchu czy sobie nie pomyślał 'Oby stała im się krzywda', czy coś. Martwiło mnie też to czy on wie, że ja jestem Zayn'em i teraz mi gratuluje czy to jego założenie, albo to jest jakiś haczyk.
- Ja jestem z Zayn'em? 
- A nie? Widziałem jak Cię odprowadzał do domu, jak gdzieś szliście. Widać, że dobrze się bawicie, czujecie w swoim towarzystwie. No i też widziałem wczoraj jak się pocałowaliście. To był zupełny przypadek. Wyszedłem z psem na spacer, a że koło Ciebie jest park..
- Przyszedłeś tutaj mnie przeprosić i się pogodzić? 
- Tak. Chciałbym się z Tobą spotykać, jeśli tylko będziesz chciała od czasu do czasu. Jakiś film obejrzeć, moglibyśmy wyskoczyć na jakieś zakupy, jakbyś potrzebowała pomocy to ja bardzo chętnie. Po prostu chciałbym pełnić funkcję twojego przyjaciela.
Powiedział cicho, a ja zastygłam. Nie wiedziałam co mam mu odpowiedzieć. To znaczy albo się zgodzę albo nie. Coś ostatnio dużo mam wyborów. Mam nadzieję tylko, że wybieram te właściwe. 
- Powiem Ci, że zaskoczyłeś mnie tym. Nie sądziłam, że do tego dojdzie, do tej rozmowy i jeśli Ci tak na tym zależy to możemy się kolegować. Na taką przyjaźń między nami trzeba jednak zasłużyć. Nie zrozum mnie źle.. 
- Rozumiem. Cieszę się, że między nami jest to wyjaśnione i w końcu zasnę. Mogę Cię przytulić?
Spytał i wyciągnął dłonie w moją stronę. Potwierdziłam kiwając głową. Wstałam, on też i po prostu mnie do siebie przytulił. Dziwne było dla mnie to. Dlaczego? Bo kiedy przytuliłam się do niego usłyszałam szybkie bicie jego serca. I on mi proponował przyjaźń? W sumie innego wyjścia nie ma. Postanowiłam nie poruszać tematu o tym co dostrzegłam. Może po prostu się denerwował tak jak ja. Oddaliłam się od niego i poszłam w stronę kuchni. Słyszałam odgłos jego kroków, więc zapytałam przez ramię:
- Dobra. Jesteś głodny ? Bo ja bardzo. 
- To może wyskoczmy do restauracji. Jakieś dziesięć minut drogi stąd jest taka dobra knajpa. Moglibyśmy usiąść, zjeść i pogadać. Oczywiście, jeśli będziesz chciała.
- Innym razem, dobrze? Zamówmy coś.
- W takim razie, pizza?
- A może chińszczyznę, co?
Kiwnął głową potwierdzając pytanie. Chwilę sprzeczaliśmy się kto zadzwoni i zapłaci. Connor w końcu poinformował, że zamówi i zapłaci. Sprzeczałam się z nim, ale nie dał się ugiąć. Uśmiechnęłam się i poszliśmy do salonu gdzie włączyłam telewizor. Oboje mieliśmy ochotę na obejrzenie jakiegoś filmu. Jednak zanim coś włączyliśmy, chcieliśmy ogółem zobaczyć co leci. I już wiedziałam, że nie włączymy żadnego filmu! Dlaczego? Bo na MTV jest 'Marzenia Chelsea' - uwielbiam ten program. Ta dziewczyna jest świetna! Kocham ją! Chciałbym ją kiedyś spotkać. W każdym razie Connor nie miał wyjścia. No w sumie miał. Mógł sobie iść do domu, zaprzeczył. Sam to lubi - tak mi powiedział. Na potwierdzenie odpowiedział mi na dwa pytania. To był odcinek siódmy i ogółem był to maraton, więc po cichutku marzyłam, że pokażą najnowszy, czyli dziewiąty. Szkoda, że nie oglądałam od początku, dziś. Gdybym tylko wiedziała.. Właśnie dostarczono nam jedzenie. Oboje usiedliśmy na kanapie, nie daleko siebie. Cieszę się, że przyszedł i wyjaśniliśmy sobie całą sytuację. 

*Oczami Zayn'a* - Półtorej godziny później

- Dziewczyny, nie macie już dość czasami?
Spytałem ich już po raz setny. Po kawiarni Jennifer, Danielle i Eleanor wyciągnęły nas na zakupy. Niby 'dla nas'. Nie mieliśmy z chłopakami nawet czasu na zdecydowanie się, bo one robiły to za nas.  Lubię zakupy, nic do nich nie mam, ale jeśli po każdym sklepie twoje ręce są obciążane nowymi torbami to masz dość. Z Olivią na pewno by tak nie było. Chociaż.. Na wszelki wypadek wezmę ochroniarza i to on będzie to nosił. Będzie zadowolony. Co do mojej dziewczyny. Mam nadzieję, że jest jej już lepiej. Chciałbym się teraz koło niej znaleźć, przytulić i powiedzieć, że wszystko będzie dobrze.
- Ja mam dość! Kto chce niech zostaje.
Stanąłem przy kanapach, na których pozostawiałem wszystkie torby. No oprócz jednej. Kupiłem coś mojej kochanej brunetce. Nie mogłem już znieść tego chodzenia po sklepach. Miałem serdecznie dość jak na jeden dzień. Odwróciłem się i po prostu szedłem do wyjścia. Po kilku minutach dołączyła do mnie reszta. Uśmiechnąłem się triumfalnie. Wcześniej już napisałem wiadomość do Paula, aby nam zostawił pod galerią dwa samochody - zrobił to, za co byłem mu wdzięczny.
- Kto z was prowadzi drugi samochód?
- Ja mogę.
Louis uśmiechnął się do mnie znacząco. Wsiadłem do samochodu razem z Niallem, Jennifer i Hazzą. Do Louisa poszła Eleanor, Liam i Danielle. Wyjechałem z parkingu i udałem się w dobrze znanym kierunku. W lusterku od czasu do czasu zerkałem czy chłopak jedzie za mną - tak też było. W pewnej chwili mnie wyprzedził i wiedziałem już, że to oznacza wojnę. Jednak nie dałem się. Zbyt dużo samochodów jest na drodze. Nie chcę aby ktoś wylądował w szpitalu dlatego posłusznie pojechałem za Lou. Do domu dotarliśmy w przeciągu dziesięciu minut. Kiedy wszyscy się 'wyładowali' razem z zakupami powiedziałem, że jadę do dziewczyny - nie miałem ochoty na spacerek. Jennifer chciała zabrać się ze mną, ale Harry szybko się zaoferował, że ją odwiezie później. Uśmiechnąłem się tylko i pojechałem do Olivii. Zaparkowałem koło jej domu. Poszedłem do drzwi. Zadzwoniłem dzwonkiem, który działał. Nie to co u nas - trzeba zgłosić to menadżerowi i kogoś przyśle. Czekałem kilka sekund aż ktoś mi otworzy.
__________________  
OD AUTORKI: Coś wam nie idą te komentarze. Jestem po prostu w szoku. Nie wiem czy to ze mną coś nie tak czy z tym opowiadaniem w jaki sposób je piszę. Naprawdę nie mam zielonego pojęcia. Może mi to wytłumaczycie, zresztą. Jestem załamana, brak słów.  Nie, nie napiszę nic już więcej w tej notce. Trzymajcie się, cześć. 
+ Pamiętajcie o zasadzie: osoby, które piszą z funkcji 'anonima' wpisują na sam koniec komentarza nazwę swojego Twitter’a, a jeśli masz konto komentujesz z blogera to nie musisz wpisywać nazwy.  Inaczej komentarze się nie liczą, przykro mi.

14 komentarzy:

  1. Nie mam ani Twittera i nie komentuję z blogera. Kurde i co nie liczy się? Dobra to chociaż go przeczytaj. Opowiadanie jest świetne, ale co z tego skoro i tak ten komentarz nie będzie zaliczony i będę musiała czekać wieczność na nowy rozdział. Czytam inny blog i tam dziewczyna która go prowadzi jest zadowolona gdy będzie chociaż 5 komentarzy, a nie wymaga 30 ! Jej rozdziały są nawet dłuższe niż twoje. Ja nie rozumiem czegoś, no ale okej. Czekaj na te komentarze nie wiadomo ile. Powodzenia, zastanawiam się nawet czy nie przestać czytać twojego bloga bo to nie ma sensu czekać wieki !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawa jestem jak ty byś się czuła, gdybyś pisała bloga, poświęcała nie wiadomo ile czasu na niego i nie dostawała w zamian nic. Zrobiłam ankietę, w której zdeklarowało się 110 osób, że to czytają, więc moim zdaniem powinno chociaż te 25 osób stać na komentarz typu 'świetne' i koniec kropka.
      Okej, czytaj tej dziewczyny bloga, która jest zadowolona. No właśnie ONA jest zadowolona.
      Szkoda, że prawdopodobnie przestaniesz czytać moje opowiadanie. Mam jednak nadzieję, że będziesz tu wpadać.
      Poza tym każdy komentarz przeze mnie jest czytany. Specjalnie ustawiłam taką funkcję a nie inną..
      Pozdrawiam.

      Usuń
    2. Ale przecież nie musisz poświęcać nie wiadomo ile czasu. Rozumiem na napisanie rozdziału potrzebny jest czas, no ale nie musisz od razu pisać całego. Ja do każdego rozdziału piszę komentarz, muszę anonimowo, innego wyjścia nie mam. Ale on i tak nie będzie zaliczony. No szkoda, bo wychodzi na to że moje zdanie się nie liczy, pomimo tego że w komentarzu jest napisane świetne opowiadanie czy coś w tym stylu. Jeśli chcesz wiedzieć to codziennie wchodzę na twojego bloga i patrzę czy jest nowy rozdział, bo ten blog jest naprawdę GENIALNY ! tylko to jest trochę denerwujące że dopiero nowy rozdział pojawia się po naprawdę długim czasie i gdy już go przeczytam jestem ciekawa co będzie dalej, ale nie wiem kiedy się dowiem co będzie, bo te rozdziały są naprawdę rzadko. To jest moje zdanie, ale postaw się w sytuacji takiej gdy nie masz innej opcji tylko piszesz komentarz i musisz wybrać anonimowy. Mam nadzieję że zmienisz zdanie i te anonimowe komentarze też będą uznawane ;)

      Usuń
    3. Dziękuję, że wchodzisz tu codziennie i wyczekujesz nowego rozdziału. Tak, tak wiem. Sporo mnie nie było, ale miałam po prostu problemy prywatne i musiałam odłożyć tę przyjemność - że tak nazwę pisanie opowiadań i zająć się tym co jest ważniejsze. Przecież wróciłam, jestem , piszę - dodałam już 3 rozdziały odkąd mnie nie było ? Od czasu do czasu zdarzy mi się dodać coś z 'długim terminem'. Jeśli chcesz to możesz pisać do mnie na GG. Informuję każdego z listy (kto chce) o nowym rozdziale. Możesz pisać i pytać się kiedy będzie nowy, co się wydarzy. Wszystko można załatwić, naprawdę ; )

      Usuń
    4. Wiem, wiem przepraszam ale mnie poniosło ;< Tylko szkoda że anonimowe głosy się nie liczą ;< Mimo wszystko i tak tutaj codziennie zaglądam i wyczekuję nowego rozdziału ;) O nowym rozdziale informować mnie nie trzeba :D skoro codziennie tu jestem, to na bieżąco czytam ;) Pozdrawiam ;)

      Usuń
    5. Nie jestem zła ; )
      I w sumie racja.

      Usuń
  2. Ja lubie twoje opowiadanie i będę je czytała do końca:)
    komentarze to nie wszystko... Piszesz bo lubisz a jeśli inni nie są w stanie docenić tego to tylko i wyłącznie ich sprawa.:)
    satysfakcję powinno ci dawać nawet te kilka osób które czyta... Wiem że 5 osób to nie to samo co 30 ale to jednak coś!
    Nie chcą komentować, wstydzą się? Nie wiem... Ale w końcu większość ludzi na blogerze jest anonimowa więc! -,-
    Co do rozdział to jest bardzo fajny! ;D
    liczę że kolejny pojawi się niedlugo!:)
    ja czekam na powiadomienia od Ciebie o kolejnym rozdziale! :)
    pozdrawiam Olcirek! :*

    P.S zapraszam do mnie na 9 rozdział http://fuckingmuscleinmychestdictatemeterms.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację :)
      Rozdział oczywiście świetny. :)

      Usuń
  3. Świetny :** Czekam na następny :**

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo fajny rozdział:). Ps: niestety nie posiadam Twittera i nie pisze z blogera. No ale trudno. Choć to przykre, że moje słowa się nie liczą. Mimo wszystko będę tu co jakiś czas zaglądać.

    OdpowiedzUsuń
  5. zajebisty:)) moj twit. podam przez gg:PPPP

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak zwykle świetne <3 / @zuo_1

    OdpowiedzUsuń
  7. BO wogóle co mamy pisać jak zawsze jest świetny???
    PS Ja też nie posiadam twitera,ale na facebooka link
    https://www.facebook.com/profile.php?id=100004560607892

    OdpowiedzUsuń

II / 01

     Kursywa  to wspomnienia ;)   Przekręciłam się i dłonią wyszukałam telefonu. Cicho westchnęłam pocierając ręką twarz. Nie mogę zasnąć...