I / 28

*Oczami Harry'ego* 

Pomimo zajęcia jakie mnie powierzono, czyli dekoracja cały czas myślałem o ślicznej blondynce. Mój wzrok co chwilę kierował się w stronę zegarka na telefonie czy na ścianie. Zacząłem się lekko denerwować kiedy wskazówki zegara poruszały się w wolnym tempie, czego chciałem za wszelką cenę uniknąć. Spragniony jakiegokolwiek napoju ruszyłem w stronę kuchni. W pomieszczeniu zastałem Liam'a, i Niall'a, z którymi pracowałem. Siedzieli na krzesłach przy stole i rozmawiali na jakiś temat. Postanowiłem im przerwać. Miałem ważne pytanie.
     - Macie już może pomysł na prezent?
   - Właśnie rozmawiamy o tym i się zastanawiamy co by jej się spodobało. Moglibyśmy się umówić co kto kupuje, żeby później nie było, że któryś z nas kupił to samo co drugi. W ogóle gdzie jest Zayn? Powinien nam pomóc. To w końcu jego dziewczyna i on z nią przebywa najwięcej czasu, więc mógłby nam coś podpowiedzieć, może wspomniała mu, że czegoś jej brakuje czy coś. 
     - Ja myślałem o aparacie. 
Powiedziałem siadają z puszką napoju przy stole.
    - No to masz pecha, bo Zayn coś o tym wspominał. Może lepiej będzie jak się umówicie, że ty jej kupisz aparat, a on coś z biżuterii? Tak będzie łatwiej. I przynajmniej dwóch z nas coś już będzie miało.
Obróciłem się na krześle i spojrzałem na Zayn'a.
     - Musisz szukać dalej, Harry.
     - W takim razie co mamy jej kupić?
   - Nie wiem, naprawdę. Może coś do nowego mieszkania? W końcu planuje przeprowadzkę albo kolaż przeróżnych zdjęć w ramce, który będzie mogła powiesić na ścianie? Wspominała coś też, że psuje jej się laptop. Proszę, pomogłem wam. 
Zayn zaczął się śmiać, kiedy razem z Liam'em i Niall'em zaczęliśmy się kłócić kto zabierze dany pomysł. W końcu wyszło na to, że Liam zabierze się za kolarz, bo w końcu on lubi takie rzeczy, a ja nawet nie miałabym do tego cierpliwości. Niall miał kupić jej laptopa, a ja zostałem z niczym. 
    - Miejmy nadzieję, że wszystko przyjmie. 
    - Jeśli nie, to zapakujemy jej to wszystko i wyślemy, proste. Ja się zbieram. Pojadę poszukać jej czegoś do mieszkania i przy okazji zadzwonię do Louis'a, bo nie wiem co on jej kupuje. 
Niall postanowił zabrać się ze mną, a ja nie miałem nic przeciwko. Oboje sobie doradzimy. Mam nadzieję, że podczas tego zajęcia szybko zleci czas i wybije dwudziesta. Wtedy będę mógł zadzwonić do Jennifer. 

*Oczami Zayn'a*

Zaśmiałem się widząc biegnącego blondyna za Harry'm. Umyłem ręce, które kleiły mi się od jabłka i dosiadłem się do Liam'a. Widziałem jak bazgrze coś na kartce. Mogę to nawet nazwać projektowaniem. Zapewne to miało coś wspólnego z prezentem dla mojej dziewczyny. Podsunąłem mu kilka pomysłów, przy okazji porozmawialiśmy ze sobą. Jak brat z bratem. Cieszyłem się, że udało mi się mu i reszcie trochę pomóc i również z tego, że to właśnie on zabrał pomysł z kolarzem, bo wiem, że jeśli zrobiłby go na przykład Harry to wystąpiło by tam zbyt dużo zboczonych ujęć. Liam spojrzał na mnie i po chwili wrócił wzrokiem na kartkę.
     - W końcu widzę Cię szczęśliwego. 
     - Co masz na myśli to mówiąc?
     - Nareszcie nie ma przy Tobie jej.
     - Mówisz o Perrie?
Postukałem palcami w blat stołu. 
     - Tak, o niej. Ten związek, jej osoba Cię tylko niszczyły i sprawiły, że prawie dotknąłeś dna, ale na całe szczęście, jesteś tu, siedzisz obok i cieszę się, że jesteś z Olivią. To naprawdę fajna dziewczyna. Wybacz, że wspominałem o.. o Perrie. Nie powinienem był, ale..
     - Nie ma problemu, Liam. Jest dobrze. Też się cieszę, że jej już nie ma i jej miejsce jest zastąpione inną i o wiele lepszą dziewczyną, na której naprawdę mi zależy. Nie będę Ci przeszkadzał, pójdę do siebie.
Uśmiechnąłem się do przyjaciele i poszedłem do siebie. Zamknąłem za sobą drzwi. Zdjąłem z siebie skórzaną kurtkę, którą rzuciłem na oparcie krzesła i podszedłem do szuflady, z której sięgnąłem papierosa z paczki i zapalniczkę. Wyszedłem na balkon, aby pooddychać powietrzem. Wiem, że złamałem obietnicę, którą złożyłem Olivii odnośnie tego, że ja i ona nigdy już nie weźmiemy papierosa do ust. Wymiękłem, ale tylko dlatego, ponieważ nie chciałem się denerwować. Czułem się o wiele lepiej, kiedy się zaciągnąłem i wypuściłem siwym dym ze swoich ust. Próbowałem za wszelką cenę uniknąć wspomnień, które zaczęły wracać do mojej głowy. Nie chciałem tego. Wyrzuciłem końcówkę papierosa, którą wcześniej zgniotłem i zacisnąłem dłonie na barierce tak, że moje kostki szybko stały się niemal białe. Przymknąłem lekko powieki wiedzą, że i tak nie wygram z obrazem, który buduje się w mojej głowie. 
Blondynka śmiała się cały czas uciekając przede mną, a ja ją goniłem po całym mieszkaniu, które razem wynajmowaliśmy. Przyśpieszyłem kroku i zauważyłem, że stoi i przygląda mi się uważnie nadal z uśmiechem na ustach. Pomiędzy nami znajdywał się stół, na którym zazwyczaj jedliśmy, gdy tylko mieliśmy na to ochotę i czas. Wiedziałem, że zaczniemy biegać w przeciwne strony, ale ostatecznie udało mi się ją przechwycić i złapać. Przerzuciłem ją sobie przez ramię trzymając, aby nic jej się nie stało. Ponownie usłyszałem głośny śmiech dziewczyny. Powędrowałem do łazienki. Tam posadziłem ją na blacie obok umywalki. Rozsunąłem lekko jej nogi i stanąłem pomiędzy jej udami. Szczerzyliśmy się do siebie nic nie mówiąc. W sumie nie potrzebowaliśmy nic mówić. Jesteśmy najszczęśliwszą parą na świecie.
     - I co teraz? Wygrałem, więc?
     - Więc?
     - Należy mi się nagroda, nie sądzisz?
Mruknąłem ustami jeżdżąc po jej szyi, a kiedy lekko przegryzłem skórę usłyszałem cichy jęk na co zwyczajnie się uśmiechnąłem. Perrie zaczęła palcami delikatnie głaskać mój kark. Oplotła nogami mnie w pasie przybliżając jeszcze bliżej siebie. 
     - Sądzę, że masz rację, więc co byś chciał zjeść na śniadanie? Dziś mam próbę trochę później, więc mogę Ci coś przygotować, hm? 
     - Nie jestem głodny, może nie w ten sposób.
Oznajmiłem ustami dotykając jej ramienia, szyi, obojczyków. Ciche westchnięcie wydostało się z jej ust. Perrie spojrzała na mnie trzymając moją twarz w swoich dłoniach, a po chwili przytuliła się do mojego ciała i szepnęła cicho, że mnie bardzo kocha. Uśmiechnąłem się mimowolnie.
     - Ja Ciebie też. 
Odszepnąłem przyciągając ją jeszcze bliżej siebie. 
Nie, nie mogę tego wspominać. To przecież nie właściwie i wiem, że nie będę czuł się z byt dobrze, kiedy pomyślę sobie o Olivii. Ja wolałbym, aby ona nie myślała o swoich poprzednich chłopakach, z którymi była szczęśliwa, więc ja również nie powinienem. Poza tym nie mam zamiaru wracać do Perrie. Nie chcę jeszcze raz przeżywać tego piekła. W końcu się ustatkowałem, jestem szczęśliwy. Mam przecież przyjaciół, rodzinę, przyszłość, którą wiążę z muzyką koncertowaniem, śpiewaniem, pieniądze i coś znacznie bardziej cenniejszego niż pieniądze. Dziewczynę, która daje mi wszystko czego potrzebuje. Jest moim aniołem. Niczego więcej mi nie potrzeba. Wzruszyłem ramionami, po czym założyłem dłonie za kark i zamknąłem powieki. 
Poczułem drobne ręce oplatające mój brzuch i ciepłe, pełne usta na swojej prawej łopatce. Uśmiechnąłem się zauważając, że moja dziewczyna właśnie wróciła do pokoju. Obróciłem się w jej stronę nie oddalając jej rąk od siebie. Założyłem je sobie za szyję, swoje umieściłem na jej udach. Dziewczyna podskoczyłam lekko i oplotła mnie swoimi nogami. 
     - Zrobiłam śniadanie. Idziesz?
Kiwnąłem lekko głową w potwierdzeniu przy tym przegryzając dolną wargę. Uśmiechnąłem się do dziewczyny i pomału opuściłem ją na ziemię. Razem udaliśmy się do jadalni, z której ostatnio rzadko korzystaliśmy. Gdy mnie nie było w domu, ona była i tak w drugą stronę cały czas. Na szczęście znajdywaliśmy trochę czasu dla siebie. Usiedliśmy obok siebie. Nalałem sobie soku do szklanki, który wypiłem szybko. Nakładają ser na kanapkę i pomidora, spytałem ciekawy:
     - Masz dziś wolny wieczór?
     - Dziś? Tak, czemu pytasz?
     - A mam niespodziankę. 
     - Hm.. Co to takiego?
     - Jeżeli powiem Ci teraz to wszystko zepsuję.
Odpowiedziałem i uśmiechnąłem się do niej.
     - Dowiesz się wszystkiego wieczorem.
Pamiętam, że wtedy zabrałem ją na dach wielkiego wieżowca i tam zjedliśmy kolację. Czy był jakiś powód ? Tak. Pierwszy to jej marzenie, a drugie nasza druga rocznica związku. Było naprawdę fajnie. Szkoda, że nie przewidziałem co stanie się później.. Przy niej czułem się dobrze, jakbyśmy byli sobie pisani, jednak się pomyliłem. Jak mogłem nie zauważyć, że nie jestem jedyny w jej życiu?
     - Zayn. 
Pokręciłem szybko głową słysząc swoje imię.
   - Chciałem Cię tylko poinformować, że jadę po Louis'a. Oczywiście wiem, że ty miałeś to zrobić, ale mam kilka spraw do załatwienia i po drodze zabiorę również Danielle, więc nie ma dla mnie problemu. 
Uśmiechnąłem się i wyszedł z mojego pokoju. Może nawet to i lepiej, bo w sumie nie miałem ochoty nigdzie jechać. Zamknąłem balkon i rozejrzałem się po pomieszczeniu. Nie miałem co ze sobą zrobić. Usiadłem więc na łóżku sięgając wcześniej z kurtki swój telefon, aby sprawdzić czy czasem Olivia nie dzwoniła albo pisała. Potarłem dłonią twarz, kiedy się zorientowałem, że mój wyświetlacz jest całkiem pusty. Uśmiechnąłem się mimowolnie widząc jej zdjęcie na tapecie. Postanowiłem jeszcze raz do niej zadzwonić. Jeśli nie odbierze, mam gdzieś jutrzejsze plany zespołu. Podaję do niej. Jest przed dwudziestą pierwszą, więc powinna być już w domu, prawda? Chcę się tylko upewnić, że jest cała zdrowa i bezpieczna. Uśmiechnąłem się lekko, kiedy sobie uświadomiłem, że włączyła telefon. Pierwszy sygnał, drugi, trzeci.. już myślałem, że się rozłączyła. Spojrzałem na telefon. Połączenie odebrano.
    - Cześć. 
Szepnąłem cicho. Naprawdę ode mnie odebrała.
    - Hej, Zayn. 
  - Mógłbym do Ciebie teraz wpaść, proszę? Chciałbym móc Cię zobaczyć, jeśli tylko się zgodzisz. Wiem która jest godzina i zapewne jesteś zmęczona, ale ja.. potrzebuję tego. 
Zapadła cisza. W myślach błagałem, aby się odezwała. W każdej chwili przecież może się rozłączyć, a ja.. Nie wiem co bym zrobił. Jestem na granicy załamania. Jeśli mi powie, że chce, abyśmy od siebie odpoczęli to tego nie wytrzymam. Dzięki niej odżyłem po Perrie. Pokazała mi, że mogę być szczęśliwy, ale jeśli nie z nią to już z nikim. Ktoś wchodzi do mojego pokoju, ale ignoruję tę osobę. Chcę być przygotowany, kiedy w końcu coś powie, a ja będę mógł zareagować odpowiednio. Dłonią przejechałem po swoich włosach, które pociągnąłem. Zmieniła mnie na lepszego człowieka, ale co mi po tym, kiedy mnie zostawi.. Spoglądając w dół dostrzegłem parę butów. Mój wzrok przesuwał się coraz wyżej. Olivia stała przede mną, kilka kroków. Odrzuciłem swój telefon i wstałem gwałtownie z łóżka. Podszedłem do niej i mocno się do niej przytuliłem obracając wokół własnej osi. Zacisnąłem mocno powieki. Nie chciałem się przy niej rozpłakać za żadne skarby. Muszę być silny. 

*Oczami Olivii*

Na wypadzie z siostrą i tatą było naprawdę fajnie i śmiesznie. Nie sądziłam, że będę się tak dobrze bawić. Liczyłam na to, że będę miała minę niezadowolonej, znudzonej 5-latki. Było zupełnie odwrotnie. Amelia była w siódmym niebie. Razem wygłupiałyśmy się w basenie, a później tata z nią został, gdzie ja w tym czasie poszłam się odprężyć do jacuzzi. Cały czas była uśmiechnięta. W zoo oglądała zwierzęta dokładnie. Niektóre można było nawet dotknąć albo je nakarmić. Tata chodził z nami. On też był zadowolony. Robiliśmy sobie zdjęcia przy różnych krajobrazach albo to inni ludzie, abyśmy mieli wspólne zdjęcia. Myślę, że jeszcze nieraz zabiorę się z nimi gdzieś. Po wszystkim udaliśmy się na kolację, gdzie znajdywał się plac zabaw. Amelia od razu po zjedzeniu poszła się bawić z innymi dziećmi, a ja zostałam sam na sam z ojcem. Widziałam jak myślał nad czymś intensywnie. Zapewne zaraz zacznie dokańczać naszą rozmowę, którą uznał za nieskończoną. Akurat. 
- Tato, proszę. Nie myśl o tym, dobrze? Przecież będę niedaleko was, nie wyjeżdżam przecież na drugi koniec kontynentu, będę was odwiedzać. Amelkę mogę nawet od czasu do czasu zabierać na noc. 
      - Olivia, ja się nawet nie zgodziłem.
     - Ale zgodzisz się, prawda? Inaczej po prostu to zrobię i nie będziesz miał nic do gadania, więc lepiej chyba żebyś po prostu mnie wspierał.
     - Dlaczego się tak zachowujesz? Nie dość, że nie ma Twojej matki to i Ty postanawiasz mnie zostawić samego? Myślałem, że jak skończysz osiemnaście lat to przepiszemy razem z mamą dom dla Ciebie
Złapałam jego dłoń leżącą na stole.
    - To nie jest wcale tak, tato. Podjęłam tę decyzję już wcześniej, zanim mama poszła do szpitala, zanim zacząłeś zwracać uwagę na mnie i na Amelię. Miałam dość, wiesz? Ciągle tylko praca i praca. Oczywiście, że was rozumiałam, chcieliście nam zapewnić przyszłość, ale czasami szczerze mówiąc przestawało mieć to dla mnie znaczenie. Wolałam byście spędzali z nami czas. Moglibyśmy być biedni, ale razem. Nieważne. Co do mieszkania, zdania nie zmienię. Zastanów się nad tym, proszę.
Zabrałam torebkę i kubek plastikowy z sokiem pomarańczowym. Wyszłam na zewnątrz i szybko wzrokiem odszukałam moją siostrę. Właśnie zjeżdżała ze zjeżdżalni. Cała była rozpromieniona. I właśnie chcę tego, aby była taka codziennie. Tata dołączył do nas kilka minut później. Wracając do domu wyskoczyliśmy jeszcze na duże zakupy takie żywnościowe, jakieś słodycze, owoce. Po rozpakowaniu ich, poszłam do siebie do pokoju. Nie wiedziałam co mam robić. Zadzwoniła do mnie niespodziewanie Avril czy czasem mam czas i może chciałabym wpaść obejrzeć film, posiedzieć razem, ponieważ jest sama. Zgodziłam się, ponieważ nie chciało mi się jeszcze spać. Wzięłam szybki prysznic i przebrałam się w czyste ciuchy. Zapakowałam trochę śmieciowego jedzenia, czyli niezdrowego i poszłam do dziewczyny wcześniej uprzedzając tatę. Kiedy miałam już zadzwonić dzwonkiem do jej drzwi, spojrzałam za siebie na dom chłopaków. Światło paliło się tylko w salonie. Nieważne. Zapukałam do drzwi. Avril przytuliła mnie i zaprosiła do środka. Muszę przyznać, że ma bardzo ładny dom, a w sumie to Connor, bo przecież ona tutaj wcześniej nie mieszkała. Obie udałyśmy się do salonu, razem wybrałyśmy film. W między czasie trochę porozmawiałyśmy. Powiedziałam jej o tym, że Jennifer wyjechała. Zasmuciła się, ponieważ nawet się z nią nie pożegnała. Wzruszyłam ramionami. Później opowiedziałyśmy co u nas miej więcej się działo.


* * *

Pożegnałam się z Avril gdzieś kilka minut przed dwudziestą pierwszą. Prawdę mówiąc byłam jej wdzięczna, że do mnie zadzwoniła, bo skoro nie mogłabym spać to pewnie zaczęłabym wariować. Nie miałabym co ze sobą zrobić. Jennifer zawsze miała jakiś pomysł, ale teraz myślę, że to nie było istotne co robiłyśmy, a to, że byłyśmy razem i wspierałyśmy się, pocieszałyśmy w ciężkich chwilach i cieszyłyśmy jeśli miałyśmy powody. Mój telefon w kieszeni jeansów zaczął wibrować. Postanowiłam go włączyć jakoś dwie godziny wcześniej? Jakoś tak. Westchnęłam cicho patrząc na wyświetlacz. Oczywiście, że zakładałam iż Zayn dzisiejszego dnia jeszcze zadzwoni, ale też miałam nadzieję, że sobie odpuści. Postanowiłam odebrać i po prostu dowiedzieć się czego chce.
     - Cześć. 
Jego głos był strasznie cichy. Przełknęłam ślinę.
     - Hej, Zayn. 
   - Mógłbym do Ciebie teraz wpaść, proszę? Chciałbym móc Cię zobaczyć, jeśli tylko się zgodzisz. Wiem która jest godzina i zapewne jesteś zmęczona, ale ja.. potrzebuję tego. 
Zapadła między nami cisza. Ani ja ani on się nie odzywamy. Wiem, że czeka na odpowiedź, ale sama nie jestem jej pewna. Kopnęłam mały kamyczek leżący na chodniku gdzieś przed siebie i spojrzałam na ich dom. Był zupełnie ciemny. Czy Zayn jest w domu? Jego okno znajduje się z drugiej strony, więc nie mogę tego ocenić, ale w sumie mógłby równie dobrze siedzieć po ciemku. Westchnęłam cicho zbliżając się do bramy. Dobrze robię? Chciałabym tylko wejść, przytulić go i pójść do siebie. Z drugiej strony dobrze wiem, że zapewne mnie nie wypuści. Nawet nie wiem kiedy zdążyłam znaleźć się przed drzwiami jego pokoju. Wzięłam głęboki oddech i weszłam po cichu zamykając za sobą drzwi. 



Zayn siedzi na łóżku, pochylony i z telefonem w prawej dłoni. Nie widzi więc mnie. Co teraz? Mam do niego podejść a może oznajmić, że jestem? Staję kilka kroków od niego. Moje serce przyśpiesza, kiedy podnosi swój wzrok skanując od dołu do góry moją sylwetkę. Odrzuca swój telefon, wstaje szybko i patrzy na mnie. Chyba nie wierzy, że tu jestem. Już po chwili przytula mnie do siebie, a ja czuję jak się unoszę. Kiedy w końcu staje łapie moją twarz w swoje dłonie i wpatruje się w moje tęczówki. Zauważam w jego oczach delikatne szklanki. Odchyla na moment głowę i ponownie na mnie spogląda. 

     - Przepraszam. Wiem, że to nie wystarczy. Znowu Cię zraniłem, ale kiedy powiedziałaś, że nie będziemy mogli się spotkać i pomyślałem, że z każdym kolejnym dniem po prostu nie będziemy się widzieli to nie wiedziałem co mam ze sobą zrobić. Jesteś moim aniołem, przy Tobie czuję, że naprawdę żyję i wiem, że gdybyś mnie zostawiła..
     - Nie mam zamiaru Cię zostawiać. Przecież już Ci to mówiłam. Co mam zrobić, abyś mi uwierzył? Wystarczyło mi dać tylko jedną minutę, a wszystko byłoby dobrze.
     - Obiecuję Ci, że będę Cię słuchał uważniej. 
Patrzę na swoje dłonie, po czym spoglądam na niego i kiwam lekko głową. Uśmiecha się szeroko i ponownie się przytula do mnie. Kiedy się odsuwam mówię mu, że przyszłam tylko na chwilę i muszę iść. Zayn prosi mnie, abym z nim została. Widząc go po prostu mięknie mi serce i się zgadzam. Nie widziałam innego wyjścia. Rozglądam się nie pewnie po pokoju, ponieważ nie wiem co dalej. Zayn drapie się po karku i proponuje mi coś do jedzenia. Proszę go tylko o herbatę. Uśmiecha się po czym wychodzi, a ja siadam na łóżku. Czuję się strasznie dziwnie. Chyba nawet trochę tak jak na początku naszej znajomości, a przecież jesteśmy parą. Podchodzę do komody szafki, na której znajduje segregator. Zaglądam tylko na chwilę, ale jestem zbyt zachwycona tym co widzę i nie mogę przestać się patrzeć. To taki jakby jego zbiór wszystkich prac, szkiców. Cholera. Jest naprawdę świetny. Biorę w lewą dłoń segregator, a prawą przekładam koszulki i oglądam jego prace.





Jest tutaj jeszcze ich mnóstwo. Myślę, że mógłby założyć może jakąś stronę ze swoimi rysunkami albo zrobić jakąś wystawę? Wiem, że jego fani i inni ludzie będą nimi zachwyceni tak samo jak ja. Przy okazji może pochwalić się swoim nowym talentem, który z pewnością ma. Słyszę znaczące chrząknięcie. Odwracam się w stronę Zayn'a i uśmiecham przepraszająco po czym wracam do oglądania. Czuję go za sobą.
    - To nic nie warte bazgroły. Nie patrz, proszę.
    - Słucham? Czy Ty nazwałeś te cudowne rysunki bazgrołami? W tej chwili musisz to odwołać, wiesz? One są zachwycające, Zayn! Musisz je komuś pokazać koniecznie. Może zorganizowalibyśmy wystawę, co? Albo wystawę, gdzie będzie można je kupić a pieniądze przeznaczyć na szczytny cel. Co Ty na to? Naprawdę, powinieneś to zrobić. Nie wiedziałam, że mam takiego zdolnego chłopaka, naprawdę. 
Cmokam go w brodę i przeglądam resztę szkiców. 
     - Myślę, że zostawię to tak jak jest. 
Odzywa się, a po chwili zabiera mi z rąk segregator. Patrzę na niego zła. Chciałam obejrzeć do końca. Zayn przegląda sam szybko, wyjmuje jedną kartkę, odkłada teczkę z rysunkami i spogląda na mnie. Gryzie dolną wargę i wiem, że się denerwuje. Spoglądam na niego nic nie rozumiejąc, a on pokazuje mi.. mój portret. O mój Boże! 



    - Nie jest jeszcze skończony. 
   - Narysowałeś mnie zbyt dobrze. To znaczy podoba mi się, jest bardzo piękny, ale jakby za dużo tu.. dobrego. Nie wyglądam tak jak na tym obrazie, a przecież to portret, odzwierciedlenie, prawda?
     - Tak, masz rację i dokładnie tak wyglądasz. 
Cóż, skoro on tak uważa to w porządku. Pytam go czy mogłabym go zatrzymać, ale Zayn zaprzecza, gdyż nie jest jeszcze dokończony i postanowił narysować dla mnie coś specjalnego. Uśmiecham się w odpowiedzi i zabieram z biurka kubek ciepłego płynu, który zdążył trochę wystygnąć. Zayn siada na skraju łóżka, a ja opieram się biodrem o mebel i przypatruję się mu. 
     - Zostaniesz na noc, prawda?
Pyta. Kiwam na potwierdzenie jego pytania. Odstawiam kubek na jego miejsce i unoszę najpierw jedną nogę, a później drugą w celu ściągnięcia butów i skarpetek, które wkładam w obuwie. Idę wolnym krokiem w jego kierunku. Zayn prostuje plecy i przygląda mi się uważnie. Usadawiam się na jego kolanach i przytulam do jego ciała. Chłopak zamknął mnie w uścisku, a ja oplotłam dłońmi jego szyję, po czym cmoknęłam go w brodę. Spoglądam na malinkę, którą mu zrobiłam. Zaczęła blaknąć, ale pomału, więc nie martwię się tym. Przeszedł mnie dreszcz, kiedy opuszkami palców przejechał po moim kręgosłupie. Zbliżył swoje usta do mojej szyi.
     - Obiecałem, że się odwdzięczę.
Mówi cicho w moją skórę, a ja nabieram dużo powietrza i oblizuję górną wargę. Jego usta stykając się z moją szyją i składa na niej całusa, po czym zasysa skórę potęgując co chwilę nacisk. Wzdycham zaciskając dłonie na jego ramionach. Zayn odsuwa się z głośnym cmoknięciem. Palcem zaczyna dotykać miejsca, od którego się odsunął. Jego usta wyginają się w uśmiechu. Patrzę na niego niepewnie, po czym schodzę z jego kolan. Wchodzę do łazienki i odgarniam włosy, aby zobaczyć jak duże jest zaczerwienienie. Cholera jasna. Jęczę cicho, kiedy widzę, że jest naprawdę duże. Zayn niespodziewanie pojawia się za moimi plecami. Przytula się do mnie wkradając swoje splecione dłonie na mój brzuch.
     - Podoba mi się. 
Mówi patrząc na mnie w lustrze, a ja tak naprawdę nie jestem jej pewna, chociaż i tak jest już za późno. Dopiero za jakieś kilka dni, tydzień zejdzie. Obracam się w stronę chłopaka i uśmiecham lekko. Informuję go, że chciałabym wziąć teraz prysznic, ale sama a później moglibyśmy obejrzeć film albo porobić coś ciekawego. Mulat oczywiście się ze mną droczy, że chciałby wziąć kąpiel razem ze mną, ale wyganiam go z łazienki kiedy tylko przynosi mi swoją koszulkę i ręcznik. Zaszywam się w pomieszczeniu na jakieś dwadzieścia minut. Uśmiecham się do siebie w lustrze jednocześnie rozczesując mokre włosy. Może powinnam je wysuszyć? Nie, same wyschną.. A może jednak? Ostatecznie decyduję się zostawić je po prostu wyszczotkowane i po tym jak odkładam grzebień rozglądam się za jakąś bielizną. Zakładam czyste, szare bokserki Zayn'a. Postanawiam nie zakładać stanika, ponieważ chcę czuć się wygodnie. Składam swoje ubrania w kostkę i zostawiam je na blacie obok umywalki. Cicho wychodzę z pomieszczenia. W pokoju nikogo nie ma. Może to i lepiej? Kładę się na łóżku i częściowo przykrywam kołdrą. Bawię się Zayn'a bransoletką na moim nadgarstku przypominając sobie tym samym jaką kupił mi kilka dni temu. Dał za nią prawie dwa tysiące. Rozumiecie to? Dwa tysiące, tak po prostu. Przecież większość ludzi tyle zarabia na miesiąc. Kręcę głową. Jest taki uparty. Słyszę jak wchodzi cicho do pokoju, a po chwili jak ściąga buty, które głośno trafiają o podłogę. Kładzie się za moimi plecami, a ja odwracam się w jego kierunku. Zayn przyciąga mnie do siebie tak, że stykamy się klatkami piersiowymi. Momentalnie czerwienię się na policzkach, kiedy mruczy do moich ust. Wiem, że on wie iż nie założyłam górnej części bielizny. Delikatnie i czule gładzi mnie palcem po rozpalonym policzku patrząc w moje oczy, po czym składa na moich ustach długi pocałunek. Całowanie z nim jest naprawdę wspaniałe. Ma takie pełne, słodkie, idealnie wykrojone usta. Mulat przyszpila mnie do materaca swoimi biodrami, po czym unosi się lekko, aby zdjąć swoją koszulkę. Nie mogę się powstrzymać, dlatego kładę swoje dłonie na jego torsie i delikatnie dotykam ciemnej skóry. Paznokciami przejeżdżam od szyi do linii jego bokserek, które wystają zza spodni. Zayn mruczy cicho na mój gest. Wraca do moich ust, aby ponownie je złączyć. Zsuwa się niżej utrzymując ciężar ciała na łokciach a ja nie odczuwam jego wagi na sobie. Zayn patrzy na mnie uważnie dotykając moich ramion. Po chwili jedną z dłoni przesuwa i niespodziewanie przykrywa wypukłość pod moją bluzką. Czuję się niepewnie w tej sytuacji. Obejmuje moją pierś, a kciuk pieści sutek. Przymykam lekko powieki i próbuję się rozluźnić. 
     - Chcesz się poprzytulać, Skarbie?
Pyta zachrypniętym głosem, a ja kiwam lekko głową.
     - To dobrze, ale jeszcze nie czas.
Jęczę cicho kiedy jego usta oplatają mój sutek przez cienki materiał koszulki. To uczucie jest takie.. przyjemne. Tym bardziej, że nie mam na sobie stanika. Zayn atakuje drugą pierś wolną ręką. Oblizuję suche usta językiem i gryzę szybko dolną wargę, aby nie krzyknąć, kiedy ustami ciągnie sutek w górę, a drugi skręca pomiędzy palcami. Mogę odetchnąć z ulgą kiedy przestaje kończąc na krótkim pocałunku jednej piersi i drugiej. Uśmiecha się do mnie głupkowato, a ja oddycham nierówno. Zayn całuje moje podbrzusze. Nawet nie poczułam jak się zsunął i podciągnął moją koszulkę lekko do góry. Bierze moją prawą nogę i opiera ją sobie na ramieniu, a ja odchylam głowę do tyłu. Nie chcę widzieć co mi robi. To takie.. intymne. Jego palec przesuwa się z góry na dół na materiale bokserek. Moje policzki płoną.
     - Zwilgotniałaś, Skarbie. 
Szepcze cicho, a ja jęczę i kręcę się na boki.
     - Spokojnie, zajmę się Tobą.
Klęczy na kolanach pomiędzy moimi nogami. Patrząc mi w oczy ściąga swoją bieliznę ze mnie, ale nie do końca. Przysuwa się w moją stronę i uśmiecha lekko. Jedną ręką pieści moją pierś, a drugą porusza delikatnie TAM. Moje dłonie zaciskają się na prześcieradle. Cholera. Może ze mną zrobić co chce. Zayn toruje sobie drogę w dół składając pocałunki na mojej skórze. Jego kciuk pociera łechtaczkę, a ja czuję jak robię się coraz bardziej mokra. To uczucie jest naprawdę dobre. Już rozumiem ten cały szum wokół tego - myślę z trudem, kiedy przypomina mi się jak jedna z koleżanek w szkolnej ubikacji opowiadała kilku dziewczynom, a w tym mnie jak to jakiś koleś zrobił jej dobrze i była zachwycona. Moje biodra unoszą się do góry. Próbuję dostosować się do rytmu palców Zayn'a, które co chwila gdzieś znikają.
     - Chcę Cię słyszeć, Kochanie. 
Moje serce tak szybko bije, że jestem pewna, że je słyszy tak samo jak mój przyśpieszony oddech. Mulat spogląda na mnie, ale nie interesuje mnie to. Potrzebuję tarcia. Jestem już tak blisko. Chcę to w końcu poczuć. Czuję jego usta na moim udzie od wewnątrz. Nieśmiało podnoszę się na łokciu, a drugą dłonią chwytam jego wolną dłoń i nakierowuję na pulsujące miejsce. 
     - Proszę, dokończ.
Mój głos jest taki cichy i inny, więc go nie poznaje. 
     - Chcę, żebyś patrzyła. 
Kiwam głową niepewnie. Przysuwam się w górę łóżka, aby oprzeć się plecami o wezgłowie łóżka i mogła widzieć go. Zginam nogi w kolanach rozsuwając je. Zayn kładzie się na brzuchu. Oplata dłońmi moje uda, aby trzymać mnie tak jak chce. Wydaję z siebie krzyk, kiedy jego język dotyka mojej łechtaczki i zaczyna się poruszać, a ja to wszystko widzę. Jest mi tak dobrze. Jego usta delikatnie ssą mój czuły punkt, a ja mam ochotę wybuchnąć. Moje nogi zaczynają drżeć niebezpiecznie. Zayn zwiększa tempo natarć, a ja wyginam się zaciskając powieki i dochodzę z przeciągłym jękiem. Nie wiem ile mija chwil zanim otwieram powieki i spoglądam spod półprzymkniętych powiek na chłopaka, który oblizuje swoje usta językiem. 
     - Smakujesz tak dobrze. 
Zakrywam dłońmi twarz. Mimo, że te słowa nie były jakoś bardzo wyuzdane to i tak czuję skrępowanie. Zachłysnęłam się powietrzem, kiedy w okolicach mojej kobiecości czuję coś mokrego. Spoglądam w tamtym kierunku i widzę jak Zayn delikatnie wyciera mnie nawilżoną chusteczką. Cholera. To takie.. krępujące. Składa pocałunek na moich płatkach i zasuwa bokserki z powrotem. Leżę z zamkniętymi oczami i próbuję dojść do siebie. Czuję się taka rozluźniona i uspokojona. Mruczę cicho, gdyż jestem zadowolona. Mulat kładzie się koło mnie w samych bokserkach. 
     - Sprawiłem Ci dziś przyjemność, Skarbie?
Zayn delikatnie głaszcze moje włosy, kiedy jestem do niego przytulona. Moje policzki się czerwienią delikatnie. Kiwam głową na potwierdzenie. To było bardzo przyjemne doświadczenie i muszę przyznać, że chciałabym je powtórzyć. Oczywiście nie teraz, ale w najbliższym czasie i jeśli Zayn się zgodzi. Oboje leżymy przytuleni do siebie na dużym łóżku. Wsłuchuję się w miarowe bicie serca mojego chłopaka. Mój palec kreśli jakieś dziwne wzory na odkrytej skórze jego torsu. Cisza jaka nas otacza jest bardzo przyjemna. W całym domu.. Cholera. A co jeśli reszta wszystko słyszała? To znaczy mnie słyszeli? Jak ja się im pokażę? Wzdycham ciężko. Nie miałam głowy, aby o tym myśleć. Teraz jest za późno. Mam tylko nadzieję, że nie byłam aż taka głośna. Spoglądam na Zayn'a.
     - O czym myślisz?
     - O wszystkim. O Tobie, o Louis'ie, o mojej rodzinie. 
     - Chciałbyś do nich pojechać, prawda?
     - Oczywiście, że tak. Dawno ich nie widziałem. 
     - Przepraszam. 
Mulat odwraca się do mnie i podnosi mój podbródek.
     - Nie masz za co mnie przepraszać.
    - Oczywiście, że mam. Czuję się winna, ponieważ harowaliście tak ciężko, aby zdobyć te kilka dni wolnego i zamiast pojechać gdzieś wypocząć albo do rodziny, Ty byłeś ze mną. 
     - Kochanie, nie mam do Ciebie o to żalu. Wolałem być przy Tobie, w tych trudnych chwilach, naprawdę. Gdybym pojechał do rodziny na pewno bym nie odpoczął, bo cały czas myślałbym o Tobie czy sobie radzisz, a możesz chcesz się przytulić. Nie myśl o tym, proszę. Wybiorę się do nich niedługo i zamierza Cię ze sobą zabrać, wiesz? Chcę, żeby Cię poznali. 
Kiwam głową rozumiejąc, ale nic się nie odzywam. Jestem tym faktem zaskoczona. On naprawdę chcę przedstawić mnie swojej rodzinie? Prawdę mówiąc już zaczynam się bać tego spotkania, chociaż nawet nie jest zaplanowane, ale sam fakt, że Zayn ma taki pomysł w planach mnie trochę przeraża. Upycham tę myśl gdzieś w głowie i nie myślę o tym. Zamiast tego wspominam to co działo się kilka minut temu. Naprawdę nie mogę uwierzyć w to co przed chwilą się stało. Teraz wiem, że warto było czekać. Nigdy sobie nie wyobrażałam nawet jak będzie wyglądało moje pierwsze zbliżenie fizyczne z chłopakiem, takie jak to, ale wiem, że nawet jeśli bym sobie to ułożyła to i tak lepiej nie mogłoby być. Zayn przypatruje mi się uważnym wzrokiem, a ja się zastanawiam czy wie o czym przed momentem myślałam. Oby nie. Kiedy się odzywa, oddycham z ulgą. 
     - Jak dziś spędziłaś dzień?
    - Całkiem aktywnie i na świeżym powietrzu. Odwiedziliśmy w szpitalu mamę, pojechaliśmy na basen, aby się trochę ochłodzić a później do zoo. Zrobiliśmy jeszcze zakupy, a później zadzwoniła Avril i obejrzałyśmy u niej film. A Ty co robiłeś?
     - No cóż.. może nie miałem tylu atrakcji co Ty, ale musieliśmy powtórzyć sesję zdjęciową, później byliśmy w studiu, a następnie pojawiliśmy się na spotkaniu z fanami i to chyba wszystko. 
   - Rozmawiałam dziś z tatą. Chce, abym zrobiła prawo jazdy i też powiedziałam mu o przeprowadzce. Prawdę mówiąc był zaskoczony, ale też i zły. Uznał, że najpierw zostawiła go mama, a teraz ja. Przecież nie wyjeżdżam na drugi koniec świata, prawda? Poza tym nie zmienię zdania.
Zayn żartobliwie potargał mi włosy. Zaśmiałam się.
   - Uparciuch z Ciebie, Skarbie. A postawiłaś się na jego miejscu? Jesteś przecież jego córką, więc to jest pewne, że będzie się o Ciebie martwił i nie chce, abyś się wyprowadzała. Dla niego nadal jesteś mała i wcale tu nie chodzi o Twój wzrost. 
Wiedziałam, że Zayn ma rację. Oczywiście, że nie spojrzałam na to z perspektywy taty i owszem jest mi go szkoda, ale wiem, że nie będzie tak źle i sobie poradzi. Zawsze może na mnie liczyć. Ułożyłam swoją nogę, którą wyprostowałam na brzuchu Zayn'a i przytuliłam się do niego mocniej. Zaczęłam się lekko wiercić, kiedy jego palce miziały moją łydkę. Tam również mam gilgotki. 
     - Gimnastykujesz się, Skarbie?
Przekręca się i moja noga teraz oplata go w pasie.
     - Mógłbym Ci bardzo pomóc. 
Cholera. Nie miałam nawet tego w planach. Zayn trzyma moje nadgarstki, które uwiązał w swoich dłoniach, a jego ciało przylega do mojego. Powoli przybliża swoją twarz w moim kierunku. W momencie, w którym mamy się pocałować słyszę jak ktoś wpada do pokoju. Piszczę głośno, gdyż moja koszulka już trochę wcześniej się podwinęła i teraz jest pod piersiami i może za chwilę jeszcze bardziej się przesunąć. Poza tym mam bokserki Zayn'a. Przytulam się do jego ciała chowając jednocześnie swoją twarz w jego szyi. Zayn naciąga kołdrę na swoje plecy przez co nas okrywa. 
     - Nie umiesz pukać?
     - Wybacz, Stary. 
To Harry. Mówi do Mulata iż przyszedł coś zabrać i już go nie ma. Cholera. Ma idealnie wyczucie czasu. Kiedy słyszę zamykane drzwi oddycham z ulgą. Chłopak uśmiecha się do mnie lekko i gładzi mój policzek palcem wskazującym. 
     - Miał szczęście, że byłaś dostatecznie ubrana. 
Mówi. Posyłam mu uśmiech. Jego słowa interpretuję jasno i bez żadnych ale. Nie chce, aby oprócz niego ktoś mnie widział nago. To dobry znak. Poza tym ja również tego nie chcę. Jeśli już mam się pokazać to tylko jemu. Zayn układa się obok mnie i przytula moje plecy do swojego torsu. Oboje razem cicho rozmawiamy o jutrzejszym dniu, co będziemy robić. Wzruszam ramionami w odpowiedzi. Nie mam pojęcia, więc pewnie umówię się na spotkania z właścicielami mieszkań, aby w końcu mieć to za sobą. Ziewam sennie i mruczę ciche 'Dobranoc', a Zayn całuje mnie w ramię i zasypiam przytulona do poduszki. 

*Oczami Harry'ego*

Do domu z blondynem wróciliśmy po godzinie 20. Prezenty moim zdaniem były naprawdę interesujące, przydatne i fajne. Mam nadzieję, że Olivii się spodoba. Poszedłem do siebie do pokoju, aby je schować. Odłożyłem torby do garderoby. Jutro się zajmę pakowaniem. Wziąłem szybki prysznic, założyłem bokserki i szary dół od dresu. Złapałem za telefon i wyszedłem z nim na balkon po drodze wyszukując numer Jennifer. Uśmiechnąłem się i zanim zdążyłem przywitać dziewczyna się odezwała pierwsza. 
- Raczej nie powinnam od Ciebie odbierać.
- Czy coś się stało?
     - Spóźniłeś się, Harry!
     - Wybacz mi, ale byłem na zakupach i szukałem..
- Tylko się z Tobą drażnię. Nie tłumacz się.
Usłyszałem jej wybuch śmiechu. Pokręciłem głową zdezorientowany i mówię jej, że prawie bym dostał zawału. Jennifer chichocze dalej, a ja zaczynam się śmiać. Naprawdę myślałem, że zaraz się rozłączy. Blondynka prosi, abym opowiedział jej co dziś robiłem, więc zaczynam od tego, że w ogóle odkąd wyjechała i nie dawała znaku życia to moje życie było strasznie nudne i bezsensowne i zmieniło się wszystko dopiero kiedy się ze mną skontaktowała. Skończyłem na dzisiejszym dniu. Poradziłem się jej w sprawie prezentu dla Olivii i stwierdziła, że lepiej nie mogłem trafić, więc byłem z siebie zadowolony. 
     - Chciałbym się teraz do Ciebie przytulić.
Wzdycham cicho opierając się o barierkę.
     - Przytulić, tak? A może coś więcej?
     - Hm.. Całusa byś chciała, Skarbie?
     - Myślę, że chciałabym nie jednego. 
Śmieję się. Mam ochotę naprawdę wsiąść w samolot i do niej polecieć. Mam nadzieję, że niedługo się nadarzy taka okazja. Pytam Jennifer jak minął jej dzień. Odpowiada, że dość dobrze i w sumie dziś nie robiła nic konkretnego poza szukaniem sukienki i spędzaniu czasu z przyjaciółmi. Wspomina, że szkoda iż nie było Olivii. Przytakuje sobie zgodnie. Wiem jak to jest. Zostawiłem swoich przyjaciół w moim rodzinnym mieście i nie widuję się z nimi za często. Zaśmiałem się, kiedy opowiedziała mi rozmowę starszych pań, których nie dało się nie usłyszeć. W końcu się uspokoiłem i mogliśmy porozmawiać na inne, różne tematy. Nie interesowało mnie to ile wyniesie mnie rachunek telefoniczny. Ważne, że ją usłyszę. Szkoda, że nie może być obok. 
_______________
OD AUTORKI: Przepraszam bardzo mocno za opóźnienie. Nie wiem kiedy będzie następny, więc nie piszę i nie obiecuję. Piszcie co myślicie.

~ Mała ♥

Komentarze

  1. Warto było tyle czekać na nowy rozdział ;) super jest ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Po tak długim czekaniu nie pamiętam co się ostatnio działo.. ale spokojnie zaraz przeczytam od nowa, ponieważ strasznie się za tym opowiadaniem stęskniłam i szczerz stwierdzam, że warto było tyle czekać, bo rozdział jest cudowny ♥

    OdpowiedzUsuń
  3. Codziennie sprawdzalam twojego bloga. Nie moglam sie doczekac kolejnego rozdzialu. Jednak teraz twierdze, ze bylo warto. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Podoba mi się <3

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz