sobota, 22 lutego 2014

I / 42

*Oczami Harry'ego*

Za pół godziny mam samolot i nie mogę się spóźnić na niego. Na całe szczęście Paul i inne sprawy nie utrudniały mi tego, za co jestem cholernie wdzięczny. Za kilka godzin zobaczę się z Jennifer, która tak naprawdę nie wie, że niedługo u niej będę. Mam nadzieję, że zastanę ją w domu. To będzie drugi raz jak lecę do Polski, do niej, więc nie będę miał problemów z dotarciem. Poza tym na miejscu ma na mnie czekać kierowca - dobry znajomy naszego menadżera, który ma kontakty chyba wszędzie. I nie uwierzycie! Mówi po angielsku i po polsku. Nie będę przynajmniej miał problemu z nim się dogadać, co jest dla mnie ważne. Zabieram prezent jeszcze dla dziewczyny do torby bagażowej, którą zabieram na dół razem z tą podróżną, gdzie mam jakieś jedzenie, słuchawki, telefon, pieniądze. Takie pierdoły, najpotrzebniejsze. Jadę sam samochodem, który będzie po prostu stał sobie na parkingu, bo kiedy będę wracał nie będę musiał przeszkadzać innym, aby po mnie przyjechali czy też bym musiał czekać na głupią, żółtą taksówkę. Tak, próbuję być samowystarczalny w niektórych sprawach/sytuacjach. Po tym jak przeszedłem odprawę idę do samolotu i siadam na swoim miejscu. Po kilku minutach koło mnie pojawia się starsza pani, z którą zamieniam kilka słów. Jest bardzo miła. Mówi, że ma syna w moim wieku i właśnie leci, aby go odwiedzić, ponieważ ma za 2 dni urodziny i robi mu niespodziankę. Coś takiego, jak ja Jennifer. Z jedną małą różnicą, ona nie ma urodzin.. Prawda? To dziwne, ale piszę do Olivii, aby się dowiedzieć czy czasem nie popsuję jej planów na ten dzień. Nie chciałbym być intruzem na jej przyjęciu urodzinowym, jeśli takie wyprawia. Od momentu, kiedy wyjechała, bardzo mi jej brakuje. Tak, bardzo chciałbym porozmawiać z nią, przytulić, pośmiać, pocałować, czuć jej bliskość. Na naszej małej, wspólnej wycieczce niby nic do siebie nie czuliśmy, ale gdy tylko wróciliśmy wydało się. Naprawdę bardzo ją lubię i zależy mi na niej. Jest miła, słodka, piękna, utalentowana. Gdybym miał takie moce żeby ściągnąć ją do Londynu.. Mój telefon wibruje w kieszeni czarnych dżinsów, przerywając mi muzykę, której słucham na słuchawkach, dlatego sięgam po niego i czytam wiadomość.


   Cholera! Tak właśnie myślałem. Ma jutro urodziny. Gdyby nie ta kobieta.. Pocieszam się myślą, że mam dla niej prezent. Co prawda miał być to tylko taki podarunek ode mnie dla niej, ale wydaje mi się, że jest naprawdę fajny jak na urodziny. Czuję się trochę źle, że ona nie wiem iż pojawię się u niej. W sumie.. urodziny ma jutro, a z tego co wiem to ja powinienem być jakoś około 22-23 w Polsce. Hotel mam zarezerwowany. Wiem, wiem już co zrobię. Harry Styles zawsze daje radę, w każdej sytuacji. Uśmiecham się jak głupi z poprzedniego zdania i z tego, że naprawdę mam plan i jest naprawdę genialny. Muzyka zaczyna mnie ogarniać. Sprawdzam czy mam zapięty pas i postanawiam zdrzemnąć się trochę, ponieważ w nocy nie mogłem spać. Sam nie wiem dlaczego. W mojej głowie pojawia się Jennifer i moje ciało odpręża się. Niedługo.

* * *

   Pytanie czy wyspałem się. Nie, nie wyspałem. Tak, naprawdę gdyby nie kobieta, która siedziała obok mnie, spałbym dalej i poleciał nie wiadomo dokąd. Orientuję się, że uratowała mi już drugi raz tyłek. Niestety, nie mam okazji jej za to podziękować, bo szybko znika mi z oczu. Kiedy jestem już w hotelu, sięgam z mini lodówki puszkę coli i siadam na skraju wielkiego łóżka, a raczej łoża. Wyciągam swój telefon, na którym jest zdjęcie Jennifer i mimowolnie się uśmiecham. Zegarek wskazuje 23:02 i zastanawiam się czy realizować swój plan. Jest możliwość przecież, że śpi, wypoczywa przed jutrzejszym dniem. Zaraz, zaraz. Rozmawiałem z nią 3 dni temu - sam nie wiem dlaczego - umówiliśmy się na wtorek, że porozmawiamy na skype o 23, albo ja zadzwonię do niej na komórkę. Zakładam swoją czarną, skórzaną kurtkę i wychodzę z pokoju, który zamykam kartą i udaje się do pokoju kierowcy. Wiem, jest późno i powinien iść spać, ale w końcu jest tutaj dla mnie i obiecuję sobie, że dam mu jutro spokój, no może po południu go wyrwę czy coś. Po jego minie widzę, że nie jest zły, kiedy mu miej więcej mówię o co chodzi. Kiwa głową i wychodzimy z jego pokoju. Musicie wiedzieć, że gdybym tylko znał polskie przepisy, to wypożyczyłbym albo sprowadziłbym swoje auto tutaj i bym nikogo nie prosił o pomoc, ale że nie znam, to muszę poprosić. 
   Gdybym wiedział, że do domu Jennifer mam tak daleko - nie aż tak - to bym zameldował się w najbliższym hotelu koło niej. Ściskam w dłoni telefon, gdy orientuję się, że jest już 10 minut po 23 i dostałem od niej jedną wiadomość, czy będziemy dziś rozmawiać. Czuję się jak chuj nie odpisując jej, ale pocieszam się równocześnie myślą, że wynagrodzę jej to w lepszy sposób. W końcu widzę znajomą ulicę. Samochód parkuje idealnie na przeciwko jej domu. Wysiadam z auta, o które się opieram i wyszukuję w kontaktach jej numeru. Rozglądam się po rozświetlonej ulicy, ale gdy słyszę sygnały patrzę na jej dom.
    - Hej.
Jej głos jest cichy, co tylko potwierdza moje przypuszczenia, że u niej wszyscy niedawno zasnęli i nie chce ich obudzić. Moje oczy wpatrują się w okno, gdzie pali się mała lampka, dająca odbicie światła, na zewnątrz, które widzę.       
    - Cześć. Wiesz, kilka dni temu wysłałem coś Tobie i tak się zastanawiam czy może już to dostałaś?
    - O czym mówisz Harry? 
   - Hmm..o paczce, którą wysłałem kilka dni temu. Mogłabyś wyjść i sprawdzić czy może jest coś w skrzynce?
Kurczę, zgódź się. Jej skrzynka jest tak blisko furtki, że spokojnie mnie zobaczy, ale jeśli nie wyjdzie, to nie wiem co zrobię. Szczerze mówiąc, nie myślałem o planie B. Patrzę w dół i kopię przypadkowy kamyk i ponownie zerkam w jej okno.
    - Jest późno, a listonosze chodzą popołudniu, Harry.
Chichocze, na co się uśmiecham.
    - Zrób to dla mnie, Skarbie.
Odzywam się, a w słuchawce słyszę tylko jej oddech, ciężki oddech. Przegryzam wargę, aby nie powiedzieć niczego, ponieważ lubią ją w takim stanie, kiedy nie wie co powiedzieć i jeszcze innych.
    - Okej. Zaraz zadzwonię.
Rozłącza się, a ja uśmiecham się triumfalnie, ponieważ udało mi się i mój plan jest zrealizowany w 75%. Moje myśli są poplątane. Myślę o jednym, a zaraz o drugim i jeszcze chwilę później o czym innym. Słyszę skrzypiące drzwi i podchodzę bliżej furtki, tak cicho jak tylko się da. Jennifer przeklina cicho i orientuję się, że pewnie na coś wpadła, ale jest cała, ponieważ słyszę jej kroki coraz bliżej. Mój wzrost pozwala mi na to, aby ułożyć dłonie na furtce z przedramionami. Dziewczyna stoi z jakiś niecały metr ode mnie. Zastanawiam się czy mnie poznaje, ponieważ światło nie oświetla mojej twarzy. Zbliża się do mnie małymi krokami i już wiem, że wie kim jestem. Jej wzrok wpatruje się we mnie. Jest zszokowana. Uśmiecham się do niej ukazując rząd białych zębów. Unosi ręce, które za chwile opadają. Brak jej słów. Otwiera furtkę i stoi nadal patrząc na mnie. Robię dwa kroki, które pozwalają mi dotknąć swoim ciałem jej. Delikatnie gładzę jej policzek, który jest ciepły. Jej ręce oplatają moją szyję, ponieważ chce, abym pochylił się w jej stronę, co wykonuję. Chwilę później moje usta łączą się z jej. Nasz pocałunek jest dość szybki i sądzę, że przez to iż długo się nie widzieliśmy. Dłonie, które trzymam w dole jej pleców zniżają się w kierunku jej pupy. Ściskam jej lewy pośladek. Chce wydać jęk przez co otwiera usta, a ja wykorzystuję to i wsuwam swój język dotykając jej. Czuję, że uśmiecha się, zresztą ja też. Obejmują ją ramionami i okręcam. Chichocze cicho, a ja stawiam ją na ziemi. 
     - Cieszę się, że Cię widzę.
Szepcze.
     - Ja też. Stęskniłem się, wiesz?
Kiwa głową potwierdzając moje pytanie i ponownie łączy nasze usta w pocałunku. Mój telefon wibruje w kieszeni spodni i próbuję to zignorować, jednak Jennifer odsuwa się i kiwa głową na mnie, abym to załatwił. Mój telefon miał ustawiony alarm na 23:58 i sam nie wiem dlaczego. Moje myśli kierują się w kierunku słowa: urodziny i odchodzę od dziewczyny i kieruję się w stronę samochodu. Wyciągam małą torebkę tak, aby nie widziała i znajdują się przy niej z dłońmi z tyłu.
     - Harry, wszystko okej?
Pyta zdezorientowana.
     - Wszystkiego Najlepszego.
Mruczę jej do ust i łączę nasze wargi w pocałunku. Szczerze, nie tak to planowałem. Miało być bardziej..romantycznie. Chcę, żeby była ze mnie zadowolona. Jej dłonie ujmują moją twarz kiedy się odsuwamy i wiem, że chce zapytać skąd wiem. Przykładam jej swój palec wskazujący do ust, aby zasygnalizować, aby nie pytała, ponieważ i tak jej nie powiem. Podaję jej prezent, a ona kiwa głową przecząco. Schylam się po jej dłoń i układam sznureczki na jej dłoni i ściskam, aby torebka jej niewypadła.
     - Otwórz jak będziesz w domu, proszę.
Wpatruje się we mnie niedowierzająco, na co tylko się uśmiecham i wzruszam ramionami, mając dłonie w kieszeniach spodni.
     - Naprawdę chciałabym żebyś wszedł, ale moim rodzicom..
Zacina się, na co marszczę zdezorientowany brwi.
     - Możesz mi powiedzieć, przecież wiesz.
     - Chodzi o to, że moim rodzicom, może się to nie spodobać.
     - To znaczy co dokładnie? 
Przypominam sobie sytuacje, kiedy pierwszy raz byłem u Jennifer. Widziałem się z jej rodzicami tylko raz i wydawali się naprawdę w porządku.
     - Oni są inni, niż Ci się wydaję. Uwierz mi. Po prostu.. Zobaczymy się jutro, tak?
     - Wierzę Ci, Skarbie. Jeśli tak chcesz to dobrze. 
     - To nie zależy ode mnie.. 
     - Nie daleko Ciebie mam rezerwację w hotelu, więc możesz zabrać się teraz ze mną. Cholernie się za Tobą stęskniłem..
Mruczę ostatnie zdanie przybliżając się do niej. Byłem raczej myśli, że wejdziemy do niej i po prostu spędzimy noc na gadaniu, ponieważ naprawdę mam jej dużo do powiedzenia i nie wątpię, że ona również. I tak, przyznaję się. Nie mam na myśli jedynie rozmowy. Chciałbym jej dotknąć w inny sposób niż teraz, na jaki mogę sobie pozwolić, przytulić, pocałować. Od ostatniego razu z nią, nie całowałem się i Bóg mi świadkiem, że naprawdę mi tego brakuje. Jennifer jest osobą, której nie mógłbym zdradzić. Jest dla mnie za dobra. 
     - A jeśli oni..
     - Odwiozę Cię z samego rana. Nawet się nie zorientują.
Chce jeszcze coś powiedzieć, ale splatam nasze palce i wychodzimy z jej posesji. Zamykam furtkę i kierujemy się do samochodu. Wcale mi nie przeszkadza, że ma na sobie krótkie, dresowe spodenki i koszulkę cienką z długim rękawkiem. Moje serce - uwaga, bo dziwnie to zabrzmi - raduje się. W końcu mam ją koło siebie. Mogą ją dotknąć, przytulić, powiedzieć coś i mieć pewność, że na pewno to usłyszy i mi odpowie czy coś. Jak gadamy przez telefon bądź skypa wychodzi czasem coś takiego, że siebie nie słyszymy i to nie jest dobre, dlatego teraz tak się cieszę. Przytulam dziewczynę do swojej klatki piersiowej i delikatnie głaszczę jej długie blond włosy. Szczerze powiedziawszy to nie sądziłem, że kiedykolwiek się zakocham. Zawsze to było coś w rodzaju krótkotrwałej znajomości z seksem bądź bez. Po wszystkim rozchodziliśmy się i rzadko się zdarzało, abyśmy spotykali się ponownie. Dlatego jest też dla mnie to inna sytuacja. Taka.. no dziwna. Zawsze - jeszcze gdy nie było Jennifer - miałem jakiś wybór. A to dziewczyna z takim kolorem włosów, oczu, figurą, charakterem, a teraz.. Teraz mam jedną i.. i czuję się z tym dobrze, o wiele lepiej niż poprzednio. 
   Kiedy już dojechaliśmy razem z Jennifer idziemy do mojego pokoju, a kierowca przekazuje kluczki innemu facetowi, aby odstawił auto na jego miejsce. Tak, w sumie nie interesuje mnie to zbytnio. 
     - Na jak długo jesteś? 
Słyszę cichy, pytający głos dziewczyny kiedy tylko zamykają się za na nami drzwi sypialni. Zdejmuję swoją kurtkę, którą przewieszam przez oparcie krzesła i odwracam się w jej stronę. Jennifer siedzi na skraju łóżka, trzymając dłonie na kolanach i patrzy na mnie pytająco. 
     - Pojutrze mam lot powrotny.
Widzę, że robi jej się smutno, kiedy schyla głowę w dół. Dlatego podchodzę do niej, siadam obok i biorę ją sobie na kolana. 
     - Ale dopiero w nocy, ewentualnie nad ranem w piątek. 
Próbują ją pocieszyć. Jak na moją osobę to naprawdę dużo, tzn. na moją sytuację. Nasza kariera nabiera tempa. Szykuje się trasa 3-miesięczna, cały czas dostajemy zaproszenia do różnych programów telewizyjnych, na sesje zdjęciowe do znanych/lubianych magazynów, na wywiady radiowe. Jest naprawdę tego sporo i czasami - jak Paul nam wszystko organizuje, dzień po dniu - menadżerowi opadają ręce, bo sam nie wie gdzie ma je włożyć. To nie jest tak, że dostajemy propozycje i od razu z niej korzystamy. Paul i reszta mózgów, musi przejrzeć umowę, na jakiej podstawie nas zatrudniają, czego chcą, co będzie np. jak się wycofamy, a najczęściej płaci się niemałe odszkodowanie. To nie jest takie hop-siup, serio. Musze być już w piątek, ponieważ mamy wywiad radiowy, a późnym wieczorem mały występ w jednej z knajp Londynu. Paul i tak zrobił mi przysługę dając wolne w środku tygodnia i kocham go za to jeszcze bardziej. 
     - Dobre i to.
Jennifer cichutko wzdycha, na co śmieję się cicho. Spogląda na mnie i cmoka mnie w usta. 
     - Opowiadaj co słychać u wszystkich. 



*Oczami Olivii* 

Zasycha mi w gardle. Razem z Tom'em idziemy wolno po ścierze parku i nie odzywamy się do siebie, po tym jak powiedział, że jego rodzice rozwiedli się. Chciałabym się odezwać, ale nie wiem co powiedzieć. Poza tym sądzę, że powinien powiedzieć coś więcej.. 
    - Zaczynając od początku.. Kiedy jeszcze byłem w Polsce, jakoś z dwa miesiące przed moim wyjazdem, zaczęli się kłócić. Na początku myślałem, że to normalne, jak w małżeństwie, ale kiedy zaczynali kłócić się o pierdoły, to dało mi do myślenia. Obwiniali się tak naprawdę o nic. To robiło się chore. Nie dało się tego słuchać. Dlatego większość czasu spędzałem z Tobą, albo z chłopakami czy też imprezując. Byle tylko nie być w domu, nie słuchać tego wszystkiego. Miesiąc przed wyjazdem, jakoś tak, tata przyjechał do mnie do pracy, aby szczerze pogadać. Zgodziłem się i właśnie wtedy dowiedziałem się, że zamierzają się rozejść, że nie ma to sensu. Powodem było to, że ich uczucie wygasło, coś takiego mówił. Potem kłócili się o majątek, o mnie. Miałem już serdecznie dość i chciałem uciec.. Zapewne pamiętasz Sean'a. Poznałem Cię z nim jak byliśmy na jednej z imprez u niego. Przez przypadek powiedział, że wyjeżdża do Londynu, bo musi zaopiekować się chorą babcią i tak naprawdę decyzję podjąłem z dnia na dzień. Chciałem Ci powiedzieć.. ale nie wiedziałem jak. Zapewne byś mnie przekonywała, żebym został, ale ja pragnąłem zniknąć i stąd moje durne pożegnanie z Tobą. Wylecieliśmy z Sean'em i od tamtej pory do dziś nie widziałem się z rodzicami, ani nie kontaktowałem, bo zmieniłem numer. Mam też ten stary, ale używam nowego. Znalazłem tutaj prace, mieszkanie, znajomych.. Odnalazłem Ciebie, a tak w sumie to odnaleźliśmy siebie wspólnie..
Orientuję się, że Tom obejmuje mnie ramieniem i nadal idziemy ścieżką parkową. Słucham dokładnie tego co mówi. Spogląda na mnie i uśmiecha się kiedy mówi ostatnie zdanie, co odwzajemniam. Jego wypowiedź rozwiewa dużo moich pytań i jedno najważniejsze. Rozumiem go, naprawdę, ale jednak jestem zawiedziona, że po prostu nie przyszedł i nie powiedział mi prawdy. Oczywiście, że próbowałabym go zatrzymać, to w końcu mój przyjaciel, ale przecież to jasne, że jeśli naprawdę musiałby wyjechać to uszanowałabym jego wybór/decyzję.
     - Cieszę się, że mi powiedziałeś i również ciesze się, że spotkaliśmy się. To dla mnie trochę dziwna sytuacja, bo dawno Cię przy mnie nie było, a teraz.. od tych trzech dni widujemy się codziennie..
     - Jak za starych dobrych czasów, prawda?
Uśmiecha się, a ja kiwam głową na potwierdzenie, również się uśmiechając. Zaczyna grzmieć - no już kilka minut wcześniej zaczęło - po chwili spada na nas deszcz. Piszczę głośno, a Tom śmieje się ze mnie i biegniemy do jego samochodu, aby schronić przed ciężkimi kroplami deszczu. 


Piątek.

W pośpiechu chcę założyć na siebie szorty, ale nie udaje mi się, ponieważ piekarnik pika, aby wyjąć gotowy biszkopt z piekarnika. Szybko rzucam spodenki na blat kuchenny i sięgam z nad kuchenki rękawice żaroodporne i wyciągam blachę, którą stawiam na desce do krojenia. Dzwonek do drzwi dzwoni informując mnie, że ktoś przyszedł i zupełnie nie wiem kto. Jest 17 i mało osób wie, gdzie mieszkam, czyli: Tom, Avril - która pewnie powiedziała Connor'owi, chociaż tego nie wiem - Tata z Amelią, Zayn, a chłopaki mają tylko adres. Nie wiem. Wciągam na swoje nogi spodenki i otwieram drzwi. Orientuję się za późno, że wyglądam jak siedem nieszczęść, a przede mną stoi Tom, ubrany nienagannie w jasne, beżowe spodnie i białą koszulkę. Uśmiechamy się do siebie i robię mu miejsce, aby wszedł do środka. Podaje mi brązową torebkę, do której zaglądam, jak tylko zamykam drzwi. Spoglądam pytająco na chłopaka, który siada przy blacie kuchennym na stołku barowym. 
     - Wino?
Wzrusza obojętnie ramionami.
   - Chateau Cheval Blanc, 95 rocznik. Najlepszy. 
 - Nie wiedziałam, że znasz się na winach. Mamy jakąś szczególną okazję , o której nie wiem?
Przyznaję zaskoczona i wyjmuję z lodówki kilka produktów, aby zrobić coś do jedzenia, na teraz dla nas. Jak biszkopt ostygnie to się nim zajmę.
     - Niekoniecznie. Pomyślałem tylko o dzisiejszym wieczorze i doszedłem do wniosku, że moglibyśmy napić się trochę wina, zjeść coś dobrego i obejrzeć coś, bądź wybierzesz się ze mną do jednej z najlepszych knajp w Londynie. Dziś akurat ma wystąpić jakaś gwiazda specjalna. Mówili, że naprawdę będzie warto, więc co Ty na to, żeby pójść i sprawdzić? 
Patrzy na mnie pytającym wzorkiem, który mnie rozbawia i śmieję się. Tom porusza zabawnie brwiami i ponownie wybucham śmiechem. Dzięki niemu zapomniałam o całej sytuacji z Zayn'em.
     - A tak właściwie to co z twoim chłopakiem? 
     - Um.. Nie odzywa się już od prawie pięciu dni.
Przyznaję cicho spuszczając wzrok na swoje palce. Między mną, a Tom'em stoi blat kuchenny, ale to nie przeszkadza chłopakowi, aby dłonią objąć mój podbródek, który podnosi w górę, abym spojrzała w jego oczy.
     - Gdybym był na jego miejscu nie oderwałabym się od Ciebie, ani na chwilę. Wyjątkiem jest toaleta.
Śmieję się z ostatnich słów przyjaciela. On dobrze wie, jak mnie rozbawić. Sięgam z lodówki sok pomarańczowy, który leję do obydwóch szklanek i w tym samym czasie zastanawiam się co powiedzieć.
     - Byłam wobec niego fair, nie zrobiłam nic złego. Nie wiem dlaczego się tak zachowuje. Może coś się stało i teraz to go męczy. Szkoda, że po prostu nie może mi powiedzieć o jego problemie. Pomogłabym mu jak tylko bym mogła, ile by się dało, ale skoro on woli zachowywać się jak dupek.. Kocham go i potrzebuję. Nie wiem ile jeszcze wytrzymam bez niego. Wiem, że w końcu będę musiała się z nim skontaktować i wyjaśnić sytuację. Chcę wiedzieć na czym stoję.. 
Tom kiwa głową potwierdzając moje słowa, równocześnie wpatrując się w szklankę soku, którą obraca w dłoniach. Czuję, że mnie rozumie i wysłuchał mnie. Tak, opowiedziałam mu o całej sytuacji z Zayn'em i ogólnie o jakiś tam rzeczach/sprawach. Przez ten czas odkąd go widzę, jest taki jak kiedyś, więc nie mam podstaw do tego, aby mu nie wierzyć. On sam mi się zwierza, więc dlaczego ja miałabym tego nie robić?
     - O której powinniśmy być na miejscu?
Tom patrzy na mnie zdezorientowany, ale chwilę później wie o co mi chodzi i uśmiecha się szeroko.
     - O 19. Jednak podejrzewam, że będą korki, więc dobrze by było, żebyśmy wyjechali tak 18.30.
Biorę łyk chłodnego napoju ze szklanki, myśląc jeszcze raz czy dobrze robię idąc. 'Idź, rozerwiesz się! Zaraz będziesz siedzieć w książkach, wykorzystaj to!' - tym razem muszę podziękować mojemu drugiemu ja. Ma rację i to w 100%. Muszę wyjść, rozerwać się. Postanawiam, że w weekend też gdzieś wyjdę. Zabiorę tom'a, Avril, Connora, chłopaków razem z dziewczynami i gdzieś pójdziemy zaszaleć. Nie jestem pewna co do Zayn'a, bo może być zajęty, ale warto spróbować. Może wtedy sobie wszystko wyjaśnimy.
     - Idę wziąć kąpiel, przygotować się. Rozgość się.
     - Nie, wiesz pójdę. Też wezmę prysznic, przebiorę się i jeszcze muszę wpaść do Sean'a. Mówił, że nie działa mu telewizor. Będę jakoś tak po 18. 
Stajemy na przeciwko siebie. Tom całuje mnie w czoło. Odprowadzam go do drzwi. Ostatni raz żegnam się z nim i zamykam za nim drzwi. Przed pójściem do łazienki sprawdzam jeszcze telefon, ale nic nie ma. Żadnej wiadomości, nieodebranego połączenia.. Zabieram duży ręcznik i idę do łazienki. Zrelaksuję się i dzisiejszego wieczora będę się dobrze bawić.


 OD AUTORKI: Po prostu skomentuj.

~ Mała ♥

czwartek, 13 lutego 2014

I / 41

Przeczytaj notkę na dole, ważne.

Zmarszczyłam brwi. W mojej głowie wciąż dudnił ten sam dźwięk, który usłyszałam na samym początku. Ten śmiech.. Podniosłam wzrok i spojrzałam przez okno po mojej prawej stronie, wzięłam głęboki oddech. Na zewnątrz było już ciemno, ale nie aż tak bardzo. Jak to w centrum i obok niego kręciło się dużo osób. Moje palce bawiły się ze sobą, a ja na nie patrzyłam. To tak trochę jakbym była w teatrze i oglądała jakąś pacynkową scenę.
     - Olivia, wszystko okej?
Usłyszałam cichy głos Avril. Spojrzałam na zmartwioną twarz dziewczyny, która pochylała się nad stołem w moim kierunku. Posłałam jej słaby uśmiech i zaczęłam dziobać w talerzu widelcem. Znowu. Znowu ten sam śmiech. Nie, nie umiem się odwrócić i sprawdzić czy to naprawdę on tutaj jest, w tym samym pomieszczeniu. Szczerze? Nie wiem co zrobię, jeśli spojrzę i okażę się, że to on. 
     - Wiesz, jakiś koleś i to nawet niezły koleś spogląda w Twoją stronę. Jestem zazdrosna.
Spojrzałam ponownie na brunetkę, która - z mojego punktu widzenia - była odwrócona w lewą stronę i uśmiechała się tak, że było widać jej białe zęby. Jej ręka uniosła się i pomachała, a ja spojrzałam w tym samym kierunku co ona. Moje płuca zaczynały delikatnie palić, od braku tlenu. Nawet nie spodziewałam się, że go sobie nie dostarczam. Szybko się poprawiłam, kiedy mój wzrok skanował chłopaka niedaleko mnie. Na początku uśmiechnął się, ale za chwilę spoważniał. Odwróciłam wzrok i wyciągnęłam z portfela banknot i wstałam z kanapy. Posłałam Avril znaczące spojrzenie i szybkim krokiem ruszyłyśmy do wyjścia. Prawie, że biegłam. Kilka minut później spojrzałam za siebie, stałam w tłumie ludzi, których nigdy nie widziałam. Jedni chodzi w tą stronę, drudzy w inną. Przegryzłam dolną wargę ze zdenerwowania. Dlaczego nie trzymałyśmy się za ręce? Bez skojarzeń proszę, bo teraz nie miałabym problemu. Jak ja mam ją teraz znaleźć? Jęknęłam w myślach i wyjęłam swój telefon. Moje dłonie drżały, a zarazem przedmiot w nich. Próbowałam go uruchomić, ale zapewne jest rozładowany. Niech to szlag!
     - Użyj mojego, Oli.
Moje serce stanęło, przysięgam, kiedy tylko usłyszało te trzy słowa i to zdrobnienie, które..które było używane przez jedną osobę, tylko przez jedną. Mój wzrok powędrował z jego nóg, na tors, a za chwilę na szyję i twarz. Chłopak uśmiechał się ciepło, lecz jego oczy były, a raczej wyrażały niepewność. Jego dłonie schowane były w kieszenie spodni. Zmienił się. Wygląda zupełnie inaczej, poza kilka drobnymi szczegółami. Włosy mu urosły, zostały ułożone w odpowiedni sposób. Jego ciało - nigdy nie był gruby, zawsze był szczupłym chłopakiem - nabrało mięśni, biała koszulka idealnie opinała jego górną część ciała. Ogółem zmienił fryzurę, wygląd zewnętrzny, styl ubierania się. Ale co pozostało wewnątrz? Nadal jest taki jaki był kiedyś? Zanim mnie zostawił, bez słowa wyjaśnienia? Moje nogi poruszyły się i zorientowałam się, że zrobiłam dwa kroki w tył, kiedy wyciągnął rękę w moim kierunku, aby dotknąć mojego ramienia/ręki. Przełknęłam ślinę. Nie wiem jaki jest i..
     - Nie bój się mnie. Nie zrobię Ci krzywdy. Nie mógłbym..
     - Ja..
Za jąkałam się i nie wiedziałam co dalej. W sumie, co ja chciałam powiedzieć? Moje dłonie zaczęły się pocić. Rozejrzałam się wokół nas. 'Spokojnie, nic Ci nie zrobi. To twój przyjaciel!' - moje drugie ja motywowało mnie, a zarazem krzyczało na moją osobę. To jest..nie wiem. 
     - Wiem, że mnie pamiętasz, Oli. To ja Tom. Ja..Proszę, porozmawiaj ze mną. Wiem, że jest już późno, więc.. umówmy się na kawę, lunch, nie wiem na spacer. Cokolwiek. Chcę z Tobą porozmawiać, szczerze. Wyjaśnić, wytłumaczyć się.. Chcę, żebyś zrozumiała sytuację. 
Stałam jak słup soli. Nie potrafiłam z siebie niczego wydusić. 
     - Minęło tyle czasu..
I mimo wszystko, że byłam na niego cholernie zła, nie wiem nawet co mną kierowało, z mojego ramienia ześlizgnęła się torba, która upadła na podłogę, a moje nogi zrobiły kilka kroków zbliżających się do Tom'a. Moje ciało przytuliło się do niego, a on objął mnie mocno. Z moich oczu zaczęły wypływać łzy i sama nie wiem czy szczęścia, że go widzę, że mam pewność, że nic mu nie jest, czy ze wściekłości, że się nie odzywał. 


Kiedy odsunęłam się od niego, chciałam wytrzeć łzy, ale on powstrzymał mnie i złapał moją twarz w obie dłonie, a kciuki wytarły moje mokre policzki. Tak, to naprawdę on. Stoi przede mną, dotyka mnie i..Boże.
     - Nie wierzę, po prostu nie wierzę.
Pokiwałam głową przecząco. Tom uśmiechnął się do mnie ciepło co odwzajemniłam. Pochylił się do przodu i podniósł moją torbę, którą sam przełożył mi przez głowę, tak, że miałam pasek na prawym ramieniu. Ponownie moje kąciki ust uniosły się ku górze.
    - Podasz mi do siebie numer? Zadzwoniłbym jutro i umówilibyśmy się, dobrze?
Pokiwałam głową twierdząco i złapałam urządzenie, które było wyciągnięte w jego dłoni, ku mojej osobie. Szybko zapisałam cyferki i oddałam mu z powrotem. Mój wzrok napotkał wzrok Avril, która podeszła do naszej dwójki. Uściskałam ją, gdyż myślałam, że jej nie znajdę. Uśmiechnęła się do mnie, ale za chwilę jej wzrok powędrował na osobę przeciwko nas. 
     - Avril, to jest Tom, mój przyjaciel. Tom to jest moja dobra koleżanka, Avril.
Przedstawiłam ich sobie, na co uśmiechnęli się do siebie i uścisnęli dłoń. 
    - Jestem samochodem, więc odwiozę was. 
Zaproponował. 
     - Damy sobie radę.
     - A ja jestem innego zdania. 
Wtrąciła się Avril. Spojrzałam na dziewczynę, której wzrok był wpatrzony w bruneta. "Przecież masz już chłopaka" - powiedziałam w myślach. Tom zaśmiał się, zapewne widząc jak moja twarz wykrzywiła się. On zawsze śmiał się z moich dziwnych min. Ja czasami też, kiedy oczywiście je widziałam np. w lustrze. Chłopak pokazał nam dłonią, abyśmy szły pierwsze. Około dziesięciu minut później znalazłyśmy się w jego samochodzie. Musi naprawdę dobrze zarabiać, to ten samochód na bank jest z salonu samochodowego. Jutro się muszę tego dowiedzieć. Tom odwiózł najpierw Avril i nie wiem zupełnie dlaczego, bo ja miałam pięć minut i ze mną było by szybciej i od dziewczyny mógłby pojechać w swoim kierunku, a tak to musi się niepotrzebnie wracać. Zegarek wybił godzinę 23, kiedy zaparkował na nowym parkingu. Wysiadł z samochodu i pomógł mi - to naprawdę było nie potrzebne, nie mam na sobie szpilek przecież, ale doceniam to. Tom odprowadził mnie pod same drzwi klatki.
     - Mam nadzieję, że spotkamy się jutro. Mam Ci tyle do powiedzenia.
Przyznał.
     - Oczekuję wyjaśnień.
     - Wiem i dostaniesz je.
Pokiwałam głową, a Tom przytulił mnie do siebie. Zamknęłam oczy. Dobrze było czuć go obok siebie, tak blisko. Jest dla mnie jak brat. Cieszę się, że żyje, że nic mu nie jest. Jego usta cmoknęły moje czoło i po chwili wycofał się w stronę swojego samochodu, wcześniej szepcząc "Śpij dobrze. Do jutra". Pomachałam mu jeszcze dłonią i wpisałam kod, po czym weszłam do klatki. Przyznam szczerze, że po takim ciężkim dniu, nie cieszy mnie wpisywanie numerków na klawiaturze windy i mimo to, że jest to dopiero po raz, um.. czwarty? Tak, czwarty. Cieszę się, że nie włożyłam szpilek, bo moje stopy są trochę obolałe. Otworzyłam drzwi i szybko zapaliłam światło w przedpokoju. Ponownie zamknęłam drzwi na górny i dolny zamek. Torby z zakupami, którymi Tom się zajął, znalazły miejsce w mojej kuchni razem z torbą, jak na razie. W kuchni zapaliłam światło, a zgasiłam w korytarzu. Moje oczy wytrzeszczyły wzrok na osobę siedzącą przy stole. Zayn obracał telefon w dłoni, na stole. Szczerze? Nie spodziewałam się go tutaj, tym bardziej, że kilka godzin temu wysłał mi wiadomość, dość dziwną wiadomość. Postanowiłam jednak zabrać torby do garderoby. Wzięłam piżamę i poszłam się umyć, nadal mając w głowie obraz siedzącego Zayn'a. 

20 minut później.

W chwili, w której weszłam do sypialni Mulat zdejmował z siebie czarną koszulkę, którą niedbale rzucił na fotel. Sięgnęłam z regału balsam i posmarowałam nim sobie dłonie. Ta cisza jest taka dziwna. Odwracam się w stronę chłopaka i widzę, że siedzi na brzegu łóżka i ma na sobie jedynie bokserki. Gryzę wewnętrzną stronę prawego polika, orientując się, że patrzy na mnie, a raczej obserwuje. Naprawdę nie wiem co powiedzieć. Czuję się dziwnie. Ogółem ta cała sytuacja, odkąd wyszedł z tego mieszkania jest dziwna. Postanawiam, że nie będę teraz o tym myśleć i kładę się do łóżka, gasząc lampkę nocną po swojej stronie. Chwilę później słyszę jak Zayn gasi swoją i w pokoju jest ciemno. Łóżko lekko kołysze się pod jego ciężarem. Wspomniałam, że to dziwna sytuacja? Jeszcze nigdy nie było tak, że gdy się widzimy po jakimś tam czasie, nic do siebie nie mówiliśmy, zawsze któreś z nas zaczynało. Może to zmęczenie? W chwili, w której ogarnia mnie sen, czuję jak jego ręka sunie po moim biodrze, brzuchu i przyciąga mnie do swojego ciepłego torsu. Przytula mnie do siebie, muska ramię i odpływam. 

* * *

Dotknęłam dłonią miejsca po swojej prawej stronie. Puste. Moje powieki uniosły się do góry, dając mi możliwość sprawdzenia czy aby na pewno tak jest. Niestety, ale taka była prawda. A więc wyszedł bez pożegnania. Czy ja zrobiłam coś nie tak? To drugi dzień i jeśli pójdzie tak dalej..nie wiem ile wytrzymam. Westchnęłam cicho i zwlokłam się z łóżka, po czym rozejrzałam się po pokoju. Czarna koszulka nadal była tam, gdzie zostawił ją wczoraj. To dało mi nadzieję, że jednak jest jeszcze..gdzieś, w którymś z pomieszczeń mieszkania. Nie wiem dlaczego, ale zdjęłam swoją koszulkę, która była moją piżamą i założyłam na siebie koszulkę Zayn'a, która pachniała cudownie, nim. Na palcach u stóp skradałam się do salonu połączonego z kuchnią, gdzie siedział chłopak przy stole i popijał kawę. Kiedy nasz wzrok się spotkał uśmiechnęłam się do niego nieśmiało i przegryzłam dolną wargę. Zbliżałam się w jego stronę małymi krokami, dając mu tym samym więcej czasu, gdyż może chciał coś powiedzieć, ale nic takiego się nie stało. Dzięki temu, że nie siedział zbyt blisko stołu, usiadłam mu na kolanach i wtuliłam w jego ciepły, nagi tors. Poczułam jak mnie obejmuje na co moje kąciki ust leniwie uniosły się ku górze, ponieważ nie spodziewałam się tego z jego strony. Nie wiem ile tak siedzieliśmy..5, 10, 15 minut? Nie mam zielonego pojęcia. Spojrzałam na chłopaka, który przypatrywał mi się, a ja jemu.



     - Pocałuj mnie.
Wypowiadając te słowa, zauważyłam jaki mój głos był błagalny. Zazwyczaj nie musiałam prosić, ponieważ Zayn sam zaczynał, ale teraz to ja musiałam być pierwsza. Moje usta ułożyły formę dzióbka i czekały, aż moje usta połączą się z jego. Chłopak cmoknął moje usta swoimi i nawet nie miałam czasu, aby jakoś zareagować, jakkolwiek, ponieważ poczułam, że się unoszę. Po chwili mój prawie goły tyłek, ponieważ koszulka podniosła się, a miałam na sobie tylko dolną bieliznę dotknął wygrzanego przez Zayn'a miejsca. Mój wzrok obserwował jego ruchy. Stanął przy blacie kuchennym, tak, że go widziałam. W ręku trzymał telefon, w który się wpatrywał jakąś minutę. Na początku uśmiechnął się, pokręcił głową, a potem spojrzał na mnie. Uniosłam brwi do góry, trzymając podbródek na kolanach. Byłam zdezorientowana. Woli uśmiechać się do telefonu niż do mnie? "A może po prostu dostał miłą wiadomość.." - podpowiedziało moje drugie ja, na co się skrzywiłam, ale w myślach potwierdziłam, chociaż niechętnie, taką ewentualność. 
     - Chciałbym odzyskać koszulkę. Muszę już iść.
Jego słowa mnie zmroziły. Zawsze pozwalał mi nosić swoje koszulki, a nawet sam tego chciał, namawiał mnie. Teraz tak po prostu chce, abym ją mu oddała i gdzie musi iść? Jest dopiero 10, a z tego co wiem to mają dziś wywiad, ale na 13, więc gdzie się mu tak śpieszy?
     - Porozmawiajmy.
     - Olivia, nie teraz, naprawdę się śpieszę.
     - Dokąd?
     - Mam coś do załatwienia.
     - Ma to związek z wiadomością, którą dostałeś?
Fuknęłam. 
     - Okej, zostaw ją. 
To się nazywa ignorowanie. Zayn wyszedł z pomieszczenia, ale zaraz wrócił. Miał na sobie buty trzymał w dłoni bluzę. Spojrzał na mnie i pokierował się w stronę drzwi. Znowu nie żegnając się. Szybko wstałam z miejsca i pobiegłam w jego kierunku, ale drzwi się zamknęły, a ja stałam bezradnie patrząc na nie. Spóźniłam się. Co się z nim dzieje? Co ja takiego zrobiłam, że zasłużyłam na takie traktowanie z jego strony? Przecież wszystko było dobrze, rozmawialiśmy, śmialiśmy się, żartowaliśmy, całowaliśmy i tak dalej, zanim nadeszło..to coś. Szczerze, naprawdę się tego nie spodziewałam. Myślałam, że oboje jesteśmy zmęczeni i po prostu rano jak wstaniemy, zjemy śniadanie porozmawiamy i tak jak zawsze, ale najwyraźniej przeliczyłam się, niestety.



* * *

Dotarłam do szpitala autobusem, w którym na całe szczęście nie było dużo osób. Starałam się nie myśleć o dość nieprzyjemnym poranku, ale to było trudne, serio. Przed pójściem do mamy zrobiłam jej zakupy i dopiero wtedy się u niej zjawiłam, wcześniej rozmawiając z doktorem, który pozwolił mi wejść jedynie na 10 minut, ponieważ jej stan nie należy do najlepszych i musi dużo odpoczywać. Pocieszam się chociaż i tym. Niekiedy w ogóle nie wpuszczają.
Mama leżała bezwładnie na łóżku, przykryta białą pościelą aż do szyi. Jej głowa była zdobiona przez czerwoną chustę z różnymi wzorkami. Po jej obydwóch stronach leżały inne panie, z którymi przywitałam się cichym 'Dzień Dobry", co zwróciło uwagę mamy, ponieważ wydawało mi się, że spała. Uśmiechnęła się na mój widok, co odwzajemniłam i przysunęłam sobie taboret, na którym usiadłam jak tylko wypakowałam i schowałam jej zakupy, na co stwierdziła, że nie potrzebnie się trudziłam. Zignorowałam to grzecznie i zajęłam miejsce.
     - Jak się dziś czujesz?
     - Jest dobrze.
     - Mamo..
Przeciągnęłam słowo znacząco, na co ona się zaśmiała. Nie często miałam okazję słyszeć jej śmiech, który jest naprawdę bardzo ładny.
     - Naprawdę czuję się dobrze. Opowiadaj co u Ciebie, jaką szkołę wybrałaś, co u Jennifer, Zayn'a.
Uśmiechnęła się, a ja swój wymusiłam i to wszystko przez jego imię, ponieważ skupiłam się na mamie i zapomniałam.
     - Od poniedziałku będzie koniec wakacji i zacznę chodzić do Liceum Fotograficznego. Szczerzę to trochę się boję, bo nie będę tam nikogo znała i w ogóle. Jennifer już jakiś czas temu wyjechała do Polski i tam będzie się uczyć, ponieważ jej mama nie pozwoliła, aby została u nas. Ma wpaść na święta do nas.. Nie wiem czy tata Ci wspominał, ale ja..wyprowadziłam się od was..Znalazłam mieszkanie, naprawdę bardzo ładne. Ten budynek jest dopiero od roku. Wprowadziłam się wczoraj.. Ogólnie jest dobrze.
Spojrzałam na mamę, która przypatrywała mi się dokładnie.
     - Nie, nic mi nie mówił, chociaż widziałam, że miał coś powiedzieć, ale odpuścił, a ja nie naciskałam. Wiesz..jeśli czujesz się dobrze w tym mieszkaniu, odpowiada Ci to, to w porządku, chociaż wolałabym, abyście mieszkali razem, we trójkę, trzymali się. 
Nie odpowiedziałam. Po prostu skinęłam głową dając znak mamie, że rozumiem co chciała mi przekazać. Jej dłoń wysunęła się spod kołdry i rozchyliła się tak, że widziałam jej wnętrze. Ułożyłam swoją na jej i splotłam. Mama uśmiechnęła się.
     - A co z Zayn'em? 
Uśmiechnęła się ciepło, ponownie, a ja szczerze miałam nadzieję, że zapomni o nim, o tym, że ma o niego zapytać.
     - Umm..Wszystko dobrze. Niedługo powinnam się z nim zobaczyć...
..aby się pokłócić - dokończyłam w myślach. Wiem, nie powinnam okłamywać mamy, ale..naprawdę chciałam powiedzieć jej prawdę, jednak w ostatniej chwili zrezygnowałam, ponieważ kiedy pomyślałam o tym, że jest chora i męczy się.. Po prostu nie chciałam obarczać jej dodatkowymi zmartwieniami, moim problemami. 
Porozmawiałam jeszcze z mamą na inne różne, mniej stresujące tematy. Żartowałyśmy ze sobą, a nawet i z innymi, dwoma starszymi kobietami na sali, które opowiadały różne historie ze swojego życia. Dużo się uśmiechałam i to naprawdę szczerze.

* * *

Po tym jak wyszłam od mamy - tak jak miałam w planach - udałam się do domu.. Amelii i taty, który za pewne jest jeszcze w pracy, a mała jest z tą jego znajomą-opiekunką. Mam nadzieję, że nie jest to kobieta, która wrzeszczy na dzieci, których nie znosi, która kradnie, serio. Ostatnio oglądałam taki program w telewizji, gdzie pokazywali jak para szuka niani. Jeśli się im spodobała to zapraszają ją następnego dnia, aby pobyła z dziećmi, pod ich nieobecność, ale uwaga! W mieszkaniu, w każdym pomieszczeniu są kamery, a oni wszystko kontrolują, że gdyby coś im się nie spodobało to mogą wrócić szybko. Niezłe, prawda? Okazywało się, że kradły, wmawiały głupoty dzieciom, poniżały je. Naprawdę różne sytuacje były, ale zdarzył mi się taki odcinek gdzie, mężczyzna był naprawdę w porządku, był normalny, rozumiecie? Mężczyzna, a nie kobieta! Nie to, że ja mam coś do tego, ale myślałam, że to kobieta zawsze lepiej zajmie się dzieckiem niż facet. Wyszło jak wyszło.
Gdy weszłam do domu, było zadziwiająco cicho. Pokierowałam się w stronę salonu gdzie spotkałam swoją siostrę i starszą Panią, która miała około 40 lat. Siostra, gdy tylko mnie zobaczyła, pisnęła moje imię i przybiegła do mnie, mocno mnie ściskając. Chwilę później dostrzegłam jak trzecia osoba w pomieszczeniu staje na nogi. Chyba coś rysowały na kartonie.
     - Dzień dobry.
Odezwała się, na co spojrzałam na nią. 
     - Dzień dobry.
Odpowiedziałam i wróciłam wzrokiem na małą.
     - Wszystko w porządku, skarbie? 
Dziewczynka pokiwała główką, a ja ją pogłaskałam przytulając do siebie. Niespodziewanie do domu przyszedł tata. Zdziwiłam się na jego widok. 
     - Olivia? Coś się stało?
     - Nie, wpadłam tylko zobaczyć jak mała się trzyma, a Ty nie w pracy?
     - Mam za godzinę spotkanie z klientem, a teraz mam przerwę, a potrzebuję kilku papierów, więc dlatego wpadłem. Sonia wszystko okej?
     - Tak, wszystko dobrze. Amelka jest naprawdę cudowna.
Ojciec uśmiechnął się na słowa kobiety i zaraz spojrzał na mnie. Po chwili nie było go przy mnie, ponieważ zapewne uciekł szukać dokumentów, które są mu potrzebne. 
     - Wpadnę do Ciebie za kilka dni. Trzymaj się, słoneczko.
Ucałowałam czółko siostry, a ona pomachała mi dłonią, na co uśmiechnęłam się i wyszłam z domu. Idąc chodnikiem wyjęłam z torebki słuchawki i telefon. Kiedy miałam już włożyć słuchawki do uszu zobaczyłam dwie biegnące w moją stronę dziewczyny, które w sumie rzuciły się na mnie obściskując. O co chodzi? Nagle zaczęły piszczeć wokół mnie.
    - Mogę wam jakoś pomóc? 
Spytałam. Mój głos uspokoił je i złapałyśmy kontakt wzrokowy.
     - Twoja piosenka z One Direction, jest niesamowita! Jesteśmy waszymi fankami. Nigdy nie przypuszczałyśmy, że spotkamy Ciebie, albo któregoś z chłopaków, ale kurczę udało nam się i to w biały dzień! 
Zaśmiałam się razem z dziewczynami. 
     - Cieszę się, że podoba się wam.
     - Nam? Macie prawie 10 milionów wyświetleń, więc nie tylko nam! 
Prawie, że zakrztusiłam się własną śliną. ILE?!
     - Jeśli to dla Ciebie nie problem mogłybyśmy zrobić sobie z Tobą zdjęcie i dałabyś nam swój autograf tyle, że nie mamy kartek, ani długopisu, markera.
     - Znajdę coś w torbie.
Dziewczyny uśmiechnęły się ucieszone moją odpowiedzią. Zrobiłam sobie zdjęcie z każdą osobna i jedno wspólne przez jakiegoś przechodnia. Na całe szczęście w torbie miałam notes i długopis. Napisałam swoje imię i nazwisko, ale zaraz mi coś wpadło do głowy.
     - Jak macie na imię?
     - Jessica i Jordan.
Napisałam na karteczce, oczywiście w dwóch egzemplarzach "Dla najukochańszej fanki Jess/Jordan, Olivia Hooper ♥" - coś miej więcej takiego. Wspaniale było widać ich uśmiechy, jak każda z osobna czyta to co napisałam. Pożegnałam się z nimi i udałam się w stronę przystanku autobusowego. Nagle przy nim zatrzymał się samochód. Na początku go nie kojarzyłam, ale kiedy szyba została zsunięta na dół i zobaczyłam Tom'a, ucieszyłam się.
     - Chodź.
Zawołał radośnie, na co wykonałam jego prośbę.
     - Spadłeś mi z nieba, wiesz?
     - Wiem.
Oboje się zaśmialiśmy.
     - Dzwoniłem do Ciebie, ale nie odbierałaś.
     - O, przepraszam. Miałam wyciszony telefon i byłam tak zajęta, że nawet go nie sprawdzałam, wybacz.
     - Tylko jeśli pojedziemy coś zjeść.
     - Zgadzam się!
Tom wybuchł śmiechem, na mój ton głosu, a ja dołączyłam do niego. Dużo rzeczy zaczęło być dla mnie dziwnych, bo na przykład ta sytuacja. Siedzę teraz sobie obok najlepszego przyjaciela, którego jeszcze - nie licząc wczoraj - nie widziałam od tak długiego czasu. Śmiejemy się, gadamy, tak ja zawsze. 
Tom złapał moją rękę w swoją i uśmiechnął się do mnie, co odwzajemniłam. Nie zabrałam ręki. To znak, że oboje cieszymy się, że się widzimy. Nie mogę doczekać się, aż mi wszystko wyjawi. Przyznaje, zapewne nie będzie tak wesoło jak przed chwilą..


Razem z Tom'em siedzimy naprzeciwko siebie w nowej restauracji i czekamy na nasze już złożone kilka minut temu zamówienie. W lokalu jest spokojnie. Nie ma dużego ruchu, z głośników leci spokojna muzyka. Spoglądam za szybę i orientuję się, że na dworze jest jeszcze widno, a zegarek wskazuje godzinę 17. Nie daleko nas po chodniku idzie para, która trzyma się za dłonie. Wyglądają na szczęśliwych i bardzo w sobie zakochanych. Chłopak szepcze coś do ucha blondynce, a ona się śmieje. Całuje ją we włosy i idą dalej, a w moich myślach przewija się ten samym scenariusz. Chciałabym teraz zadzwonić do Zayn'a i powiedzieć mu, że za nim tęsknię, jak bardzo go kocham i może moglibyśmy się umówić i wyszlibyśmy gdzieś.. Jest mi smutno, ponieważ wiem, że pewnie nawet by nie odebrał, a nawet jeśli by to zrobił, to nasza rozmowa zapewne zakończyłaby się kłótnią. Naprawdę nie rozumiem jego zachowania. Czuję na dłoni dotyk kogoś innego, wzdrygam się i patrzę na chłopaka przede mną. 
     - Wszystko dobrze?
Posyłam mu wymuszony uśmiech. Nie jestem pewna czy na pewno jest taki jak kiedyś i nadal mogę mu wszystko, ale to wszystko powiedzieć i mieć pewność, że nikt o tym się nie dowie. Sprawy Zayn'a i moje są naszymi i nie chcę, aby ktoś się w nie wtrącał, chyba, że naprawdę będę potrzebowała pomocy/rady. 
     - Tak, pewnie. Opowiadaj co u Ciebie.
W jego oczach widzę niepewność, jakby chciał kontynuować temat dalej, ale słyszę ciche westchnięcie z jego strony. Okręcam wokół widelca makaron z sosem, czyli spaghetti i biorę do buzi. Przeżuwam i przyglądam mu się jednocześnie, jak walczy z myślami. Potrafię jeszcze odczytywać jego znaki/migi. Po chwili zabiera się za jedzenie patrząc na talerz, a ja uznaję, że najlepiej zjeść i porozmawiać. Mówię mu o tym na co kiwa głową potwierdzając. Między nami panuje cisza i mogę ją nawet nazwać niezręczną. Jeszcze trochę.

* * *

Spacerujemy po Londynie razem. Widać, że zwiedził go trochę. Szczerze powiedziawszy nie sądziłam, że go tutaj spotkam. Serio. Londyn? Dlaczego akurat Londyn, a nie na przykład..Berlin? Pocieszam się myślą, że za chwilę będę mogła się go spytać i dostanę odpowiedzieć, a przynajmniej tak sądzę. Obiecał. Po wszystkim zamierzam wrócić do domu, wziąć prysznic, może coś przekąsić i obejrzeć coś, może poczytam. Jutro jednak idę do szkoły, ponieważ dzisiaj było zamknięte i od jutra można przychodzić. Zadzwonię do Avril, a może Connor'a z propozycją przejścia się po sklepach, ponieważ muszę kupić trochę akcesoriów, typu: talerze, kubki, ścierki, różnego rodzaju płyny i tak dalej. Mój telefon wibruje w małej kieszonce szortów, a ja jestem zbyt zszokowana, aby go wyjąć i przeczytać/spojrzeć kto napisał/dzwonił, ponieważ w tym samym momencie słyszę Tom'a. 
     - Moi rodzice rozwiedli się. 
Mój lekki uśmiech znika z twarzy.
 _________
OD AUTORKI: Co sądzicie? [Nie sprawdziłam błędów. Zrobię to jutro]
Jeśli wy nie komentujecie, ja nie piszę i nie dodaję. 
Trzymajcie się.

~ Mała ♥

wtorek, 4 lutego 2014

I / 40

Zmieniłam wygląd bohaterów.

*Oczami Olivii* - Następnego dnia rano.

Leżałam swobodnie w swoim domu, w swoim pokoju, w swoim łóżku, nad ciepłą kołdrą i to w dodatku sama. Dużo tego zwrotu 'w swoim', prawda? Wybaczcie, najlepiej pasuje. Obudziłam się około godziny 10, a teraz zegarek wskazuje 11. Tak bardzo nie chce mi się wstać. Kiedy pomyślę o dzisiejszym dniu, o tym ile mam do roboty.. No ale cóż, sama tego chciałam. Poza tym na pewno, wręcz jestem przekonana, że z efektu będę zadowolona.


Po spacerze wróciliśmy z Zayn'em do jego i chłopaków domu, ale tylko na chwilę, żebym mogła zabrać swoje rzeczy, których naprawdę potrzebuję, a później odprowadził mnie pod same drzwi domu, w którym spotkałam siedzącego ojca w salonie. Nie, nie czekał na mnie. Był ciekawy gdzie jestem całymi dniami, co robię, z kim. Chciał pogadać, zapytać co u mnie, jak się czuję i takie tam. Pogadaliśmy też na temat mamy.. Podobno pogorszyło się jej. Gdy tylko to usłyszałam to obiecałam sobie, że jak najszybciej jak tylko mogę do niej wpadnę, czyli jutro: poniedziałek. Dziś czeka mnie pakowanie wszystkich tych rzeczy do nowego mieszkania. Po spakowaniu do pudełek różnych przedmiotów, ciuchów - muszę pamiętać, aby podpisać każdy karton, żeby później nie mieć problemów, ponieważ nie chcę się pomylić, będę np. chciała ubrania, a wezmę coś innego - wszystko przewieziemy samochodem. Będę musiała wszystko rozpakować u siebie i jechać po jeszcze inne rzeczy np. do kuchni, łazienki, lodówki. Ze względu na to, że mam mieszkać tam sama dużo roboty nie będzie. Tym bardziej, że mieszkanie jest urządzone. Wszystko mi się podoba. Tylko wydaje mi się, że chciałam coś zmienić, ale nie pamiętam co dokładnie. Jak wejdę tam to się jeszcze raz rozejrzę i wtedy podejmę decyzję. Tata, oczywiście nie może pogodzić się z myślą, że nie będę już z nimi - nim i Amelią - mieszkać. Siostrze już wcześniej wytłumaczyłam o co chodzi, nie mówiąc wszystkiego. Nie zabieram jej ze sobą, ponieważ widzę, że tata się stara, jest lepiej, bawi się z nią, rozmawia, rysuje. Amelia nie płacze, cały czas się uśmiecha. To dobry znak. Jutro niestety on wraca do pracy, ale wspominał coś, że będzie wpadać opiekunka. Kobieta, którą znał już wcześniej, jest naprawdę miła i nieszkodliwa - tak ją przedstawił. Oczywiście jutro ma już przyjść. Ja też wpadnę, żeby zobaczyć kto to. Najpierw oczywiście pojadę do mamy, później do szkoły - podobno tata już mi załatwił szkołę do której mam uczęszczać, a później zajrzę tutaj. I pozwalając wrócić sobie do tematu szkoły. To nie jest tak, że: poszedł tam, wyłożył pieniądze i oni mnie przyjęli i to w dodatku po terminach zgłoszeń. NIE! To było tak, że poszedł tam i pogadał szczerze na spokojnie, z moimi papierami, w których były moje dane, oceny, zachowanie. Wicedyrektor szkoły przyjęła mnie tylko dlatego, że spodobałam jej się. Moje oceny były genialne tak jak zachowanie i inne rzeczy. Dodatkowo znalazło się dla mnie miejsce. A więc nie przedłużając dalej, wszystko odbyło się legalnie. Ta szkoła jest jednak płatna,  jednak nie stanowi to dla mojej rodziny problemów. Wybrałam Liceum Fotograficzne, ponieważ kocham robić zdjęcia i uważam, że są naprawdę dobre. Kilka prac oczywiście ojciec pokazał w szkole i również one się przyjęły. Jedno z nich podobno ma się znaleźć na głównej tablicy szkoły, gdzie są wszystkie informacje i takie tam. Pojawię się tam jutro, ponieważ chcę na żywo zobaczyć cały budynek, aby miej więcej - liczę oczywiście, że więcej - będę się orientowała gdzie jaka sala. Niestety, Jennifer przy mnie nie będzie i jest mi z tego powodu smutno. Miałyśmy iść dalej: przedszkole, podstawówka, gimnazjum, szkoła średnia. Ostatnie: misja niezakończona pomyślnie. Trudno, będziemy musiały sobie jakoś poradzić, osobno. Pocieszam się jednak myślą, że na święta wpada do mnie i spędzimy kilka dni razem. Jestem pewna, że spędzimy miło czas. Zacznę robić listę o czym mam jej opowiedzieć - wiem, że umówiłyśmy się już z tym na skypa, ale jednak to coś innego, będziemy twarzą w twarz - i może zaproponuję jej to samo ? Nie wiem, zobaczę. Usłyszałam pukanie do drzwi, które wyrwało mnie z moich myśli. Spojrzałam w kierunku drzwi podnosząc się na łokciach. Nie przeszkadzało mi, że miałam na sobie nadal bokserki Zayn'a i swoją koszulkę. Owszem, w domu byli wszyscy, ale z tego co wiem, to na tarasie. Amelia bawiła się w ogrodzie, a tata czytał książkę i przy okazji jej pilnował. Noc była naprawdę ciepła, w porównaniu z dniem. Niedługo przyjdzie deszcz jak październik, więc trzeba z tego korzystać. Do pomieszczenia wszedł Zayn. Uśmiechnął się do mnie, co odwzajemniłam i opadłam z powrotem na łóżko, które chwilę później zakołysało się pod ciężarem chłopaka. Pachniał cudownie. Prysznic, perfumy i on. Ta mieszanka nigdy nie wypadnie mi z głowy. Nie powinnam czasem pomyśleć 'z nosa' ? Zaśmiałam się ze swoich myśli, a chłopak, który był nade mną również się uśmiechnął. 
     - Leżąc na łóżku nic nie zdziałamy. Chyba, że chodzi Ci o..
Przyłożyłam palec wskazujący do jego ust, powodując uciszenie go i brak kontynuacji dalszej jego wypowiedzi. Zapewne sprośnej wypowiedzi, która spowodowałaby kolor czerwony na moich policzkach. Jego wargi cmoknęły mój palec, a w moich myślach pojawiły się przebłyski - ponieważ starałam się je schować najgłębiej w mojej głowie jak się dało - wczorajszej/dzisiejszej nocy. Zayn odsunął moją dłoń ze swoich ust, które przybliżył do tych moich i złączył w pocałunku. Mruknęłam przez pocałunek i uśmiechnęłam się. 
     - Ubierz coś luźnego. Daję Ci kilka minut.
Oznajmił, po czym ostatni raz cmoknął mnie w usta i ułożył się obok mnie. Pokręciłam głową z uśmiechem na ustach i wstałam z łóżka. Chłopak gwizdną na mój wygląd, na co ja się odwróciłam w jego kierunku. Przegryzł dolną wargę spoglądając na moje ciało, a ja uciekłam do łazienki, co skwitował głośnym śmiechem. Zdjęłam z siebie wszytko, a włosy rozpuściłam. Wzięłam szybki prysznic, po którym się ubrałam - na całe szczęście miałam w tym samym pomieszczeniu czyste ubrania. Włosów nie suszyłam, ponieważ uznałam, że i tak na słońcu mi wyschną. Gdy tylko byłam gotowa wyszłam z łazienki. Zayn siedział na łóżku i w sumie dobrze, ponieważ chcę sama to zrobić. W garderobie mam mnóstwo ubrań, których już nie chcę, mogę je oddać potrzebującym, bądź wyrzucić - dlatego on nie może tego zrobić. W biurku i inych takich też nie może mi pomóc, bo zapewne tam tez są rzeczy, które chciałabym zachować, a niektóre wyrzucić. Jednak chłopak przyda mi się na pewno, chociażby do towarzystwa. Z nim szybciej zleci. 
     
* * *

Około godziny 15 mój pokój był pusty, poza łóżkiem, biurkiem, szafką na ubrania, szafką nocną, ogółem meblami. Było tutaj tak czysto jak nigdy. Zamknęłam za sobą drzwi, biorąc swoją torbę i przełożyłam ją przez ramię. Poszłam w kierunku kuchni, gdzie tata specjalnie urwał się z pracy, aby pożegnać się, co niestety nie było łatwe. 
     - Będę za Tobą tęsknić, córeczko. 
Tata przytulił się do mnie kiedy tylko znalazłam się w danym pomieszczeniu. Amelia również mnie przytulała. 
     - Przecież nie umieram. Będę zaledwie 20 minut od was. Zawsze możecie przyjechać, odwiedzić mnie. 
Powiedziałam. Starałam się być optymistyczna, ale naprawdę trudno było mi opuszczać ten dom. Spędziłam w nim kilka miesięcy i teraz się znowu przeprowadzam. Pocieszam się jednak myślą, że będę już na swoim. 
     - Będzie dobrze.
Potarłam plecy taty, będąc z nim w uścisku jeszcze chwilę. Później przytuliłam Amelię, która podarowała mi rysunek. Obiecałam, że na pewno go gdzieś powieszę. Cała nasza trójka wyszła na dwór. Moje pudełka stały już w mieszkaniu i czekały tylko, aby je odpakować. Pożegnałam się jeszcze raz z tą dwójką. Tata przypomniał mi jeszcze, że sam się zajmie załatwianiem prawem jazdy, bo przynajmniej będzie miał pretekst, aby mnie odwiedzić. Zaśmiałam się z jego komentarza. Wsiadłam do samochodu Zayn'a, który miał mnie zawieść pod mój nowy adres. Pomachałam przez uchyloną szybę tacie i siostrze dłonią dopóki nie zniknęli mi z oczu. Odetchnęłam cicho, opierając głowę o zagłówek. Głupio i w sumie trudno się przyznać, ale chciałam znaleźć się już w swoim mieszkaniu, sama. Zająć się tym wszystkim, a później skoczyć na zakupy. Na razie tylko spożywcze, bo wiem, że jak uporam się z rozpakowywaniem i tego typu rzeczami, to dużo czasu minie, a takie sklepy z artykułami do kuchni, łazienki i tym podobne nie są otwarte do wieczora. Zjadłabym jakąś kolacja, obejrzała przy tym coś w telewizji i wzięła prysznic. Później może coś bym przeczytała, zależy czy miałabym.. Moje myśli dzisiejszego ranka już drugi raz zostały zakłócone i to przez tą samą osobę. Zayn dotknął mojej ręki, która leżała na kolanie, a opuszki palców wystukiwały jakiś rytm z radia, które cicho grało. Uśmiechnęłam się tylko i oczywiście poczułam jak robi mi się gorąco, bardziej gorąco.
     - Chcesz coś zjeść na mieście?
Spytał cichym głosem wpatrując się przed siebie w drogę. Pokiwałam przecząco głową, kiedy zdałam sobie sprawę, że na mnie patrzy, gdyż czekaliśmy na zielone światło. Widziałam, że chciał coś powiedzieć, jednak ponowna zmiana świateł mu przeszkodziła. Kilkanaście minut później jego samochód został przez niego zaparkowany na nowym parkingu, blisko wejścia do mojej klatki. Wysiadłam z samochodu i powiedziałam w jego stronę 'Dziękuję za podwiezienie' i idąc w stronę budynku szukałam kluczy do nowego lokum. Poczułam szarpnięcie w tył za łokieć i niemal pisnęłam. Zorientowałam się, że to Zayn, a samochód, który właśnie koło nas przejechał, pojechał dalej. 
     - Umm.. Dzięki.
Bąknęłam nieśmiało, kiedy zdałam sobie sprawę, że uratował mi przed sekundą życie. Kiedy upewniłam się, że droga wolna ruszyłam dalej rozglądając się. Ciężkie kroki chłopaka świadczyły o tym, że idzie za mną, z rękoma włożonymi w kieszenie czarnych spodni. Oboje wsiedliśmy do windy, a kiedy jej drzwi się zamknęły, uśmiechnęłam się na widok cyferek i kliknęłam '20'. Rzadko kiedy miałam okazję tak się 'pobawić', ale teraz..teraz będę robić to niemal codziennie. Usłyszałam cichy chichot ze strony Zayn'a na co się lekko zaczerwieniłam. Na pewno musiał widzieć moją reakcję.
     - Zamontuję windę wszędzie, byleby tylko widzieć twój uśmiech. 
Jego twarz wyrażała powagę, na co ja się pohamowałam od zaśmiania, z jego żartu. Oblizałam wargi końcem języka i oparłam się o jedną z czterech ścian windy, wpatrując się w małe okienko, które pokazywało na którym piętrze jesteśmy i ile jeszcze zostało, '7 pięter'.Uśmiechnęłam się przypominając sobie wcześniejsze słowa Zayn'a, i trwałam tak do momentu - z uśmiechem na twarzy - w którym winda nie wydała z siebie głośnego piknięcia. Jej drzwi rozsunęły się, a ja wyszłam, po czym usłyszałam kroki chłopaka za mną. Szybko otworzyłam drzwi mieszkania, nowym kluczem. Mieszkanie wyglądało dokładnie tak jak je widziałam po raz pierwszy. Wszystko było na swoim miejscu, oprócz tego, że zauważyłam kosz na blacie kuchennym z różnymi owocami. Podeszłam bliżej i obejrzałam kosz owoców z bliska. Przy nim znajdywała się mała karteczka z życzeniami, aby się dobrze mieszkało czy coś w tym stylu. Pudełka stały w salonie (salon jest połączony z kuchnią | wygląd mieszkania jest w rozdziale 30). Odłożyłam klucze na stół, gdzie można było jeść posiłki, na cztery osoby. Zdjęłam przez głowę torebkę i złapałam pierwsze pudełko, które było podpisane jako 'ubrania'. Zabrałam je i wyniosłam do sypialni. Kiedy chciałam je otworzyć zorientowałam się, że Zayn nadal czeka w mieszkaniu. Pokierowałam się w tamtym kierunku. Chłopak stał do mnie tyłem i rozglądał się po wnętrzu. Odchrząknęłam znacznie, na co się odwrócił.
     - Cóż, ja dam sobie już radę, Zayn więc możesz iść. Dziękuję Ci za pomoc, naprawdę. Jesteś kochany. 
Mulat pokiwał głową twierdząco z małym uśmiechem.
     - Szczerze miałem taką nadzieję, bo mam do załatwienia kilka spraw. Jakbyś czegoś jeszcze potrzebowała, to znasz mój numer. 
Uśmiechnął się do mnie i przeszedł przez korytarz/przedpokój po czym wyszedł. Zamknęłam za nim drzwi, a moje brwi się zmarszczyły w dezorientacji. Tak, naprawdę to chciałam żeby został. Chociażby po to, aby mi potowarzyszyć, jak wcześniej przy pakowaniu. Po wszystkim moglibyśmy zjeść kolację czy coś. Wiem jestem zmienna, bo jeszcze kilkanaście minut temu chciałam być sama. Nawet się nie pożegnał, a zawsze to robi. Jest mi przykro.

* * *

Moje mieszkanie wygląda lepiej. Jest wypełnione moimi rzeczami. Właśnie wróciłam z supermarketu. Kupiłam najpotrzebniejsze rzeczy typu: szczotka do włosów, zębów, jakieś ściereczki i coś do jedzenie. Muszę wziąć prysznic, bo jestem zmęczona. Wypakowałam swoje rzeczy, odkurzyłam wszędzie, ogółem uporządkowałam łazienkę. Nie to, że było w niej brudno. Po prostu nie wiem kto ostatni z niej korzystał, jeśli wiecie o co mi chodzi. Po prysznicu postanowiłam sobie zrobić herbatę i kanapki, takie naprawdę wypasione: masło, sałata, kiełbasa, ser, pomidor, ogórek, po dwa plastry cebuli i sos czosnkowy. Uwielbiam je! Jennifer kiedyś mi je zrobiła u siebie i od tej pory wariuję na ich punkcie. Mój telefon dał o sobie znać. Sięgnęłam go z blatu kiedy zalewałam wrzątkiem herbatę. 

result-thumb

Odłożyłam czajnik na jego miejsce, aby nie wywołać niepotrzebnego wypadku. Moje oczy skanowały jeszcze kilka razy tą samą wiadomość od Zayn'a, którą otrzymałam dosłownie kilka minut temu. Co to ma znaczyć? To znaczy rozumiem jego wiadomość, ale jest jakoś dziwnie napisana, jakaś taka..prosta? On zawsze w wiadomościach - poza jedną, kiedy beznamiętnie poinformował mnie, że już jest pod moim domem, przed tym jak do niego zadzwoniłam, aby się zjawił - pisał buziaki, żegnał się jakimś zwrotem typu: "Kotku", "Skarbie" i tak dalej. Trzymając telefon w prawej dłoni, spojrzałam przed siebie na ścianę, a zaraz na kanapę i na okno/balkon. Mój wzrok ponownie wrócił na telefon. Wiem, pewnie niektóre z was powiedziałby, że dramatyzuję, ale..Zayn to Zayn. Po prostu przyzwyczaiłam się do tego czego sam mnie nauczył, a teraz on to zmienia. I jeszcze przypomina mi się jego pożegnanie, które nie mogę nazwać pożegnaniem i wy na pewno też. No bo jaki chłopak żegna się ze swoją dziewczyną w taki sposób? Chyba, że się pokłócili, są w trakcie pogodzenia się. Nie wiem. Postanawiam nie odpisywać, ponieważ tak naprawdę nie wiem co miałabym mu odpowiedzieć. Zostawiam komórkę na blacie kuchennym kiedy tylko ścieram z niego okruszki i z talerzem kanapek i parującą herbatą z kubka udaję się na kanapę. "Zobaczycie się jutro" - szepcze cicho moje drugie ja, kiedy biorę łyk ciepłego płynu. Kiedy kończę jeść, sięgam swój telefon i postanawiam napisać do Avril. Nie widziałyśmy się przez pewien czas i to jest tylko moja wina, ponieważ kiedy miałam się z nią zobaczyć cały czas coś mi wypadało. Również dawno nie widziałam Connora i jest to dla mnie dziwna sytuacja. 

result-thumb

result-thumb

result-thumb

result-thumb

Postanawiam już nic nie odpisywać. Zostawiam wszystko i uciekam do sypialni. Z nowej garderoby wyciągam TEN zestaw. Muszę przyznać, że miałam sporo rzeczy, których nawet nie nosiłam, ale znalazłam dla nich miejsce, więc spokojnie. Te bardziej poniszczone wyrzuciłam do kosza. Nie idę pod prysznic, po prostu zakładam na siebie to co wybrałam, maluję rzęsy i usta. Łapię torebkę, w której znajdę telefon, portfel, błyszczyk, gumy do żucia i grzebień. Więcej mi nie potrzeba. Moje stopy zdobią zwykłe czarne japonki. Włosy wiążę w szybki kok. Wychodzę z mieszkania pamiętając, aby je zamknąć. Chowam klucze do torebki i spieszę się do windy, która się zamyka. Na szczęście starszy pan zatrzymuje je dla mnie, kiedy mnie widzi. Uśmiecham się do niego w geście wdzięczności i jedziemy na sam dół. No nie tak bardzo, ponieważ jest jeszcze podziemny parking, na którym nie chcę się znaleźć. Do centrum handlowego mam 5 minut, więc jestem pewna, że spokojnie zdążę. 
  Gdy już dochodzę, Avril czeka na mnie przed wejściem wpatrując się w ekran telefonu. Chwilę później unosi głowę i rozgląda się. Łapiemy się wzrokiem, na co obie się uśmiechamy. Dziewczyna chowa telefon i przytulamy się kołysząc. 
     - Cieszę się, że w końcu znalazłaś dla mnie czas. Dziś sobie to odbijemy!
     - I będę znajdywać go częściej, obiecuję. 
Przysięgam i łapiemy się za najmniejsze palce, po czym obie się śmiejemy. Z uwagi na to, że Avril jest wysoką i szczupłą dziewczyną, obejmuje mnie ramieniem i obie kierujemy się w stronę wejścia. Postanawiamy, że najpierw połazimy po sklepach, kupimy coś, a później pójdziemy na kolację. Szkoda, że nie ma z nami Jennifer.

* * *

Wspomniałam wam o mojej nowej garderobie, prawda? Prawda. W związku z tym, że już za kilka dni, dokładnie tydzień - jutro poniedziałek - idę do szkoły, kupiłam sobie 3 pary dżinsów, buty po i do szkoły, kilka koszulek/bokserek, bluzę i sweterek. Nie, nie jestem szalona. Te rzeczy są mi naprawdę potrzebne. Poza tym nie należę do biednej rodziny, ale też się tym nie chwale. Uważam, że powinnam z tego korzystać, a skoro jestem rozważną nastolatką to mogę. Proste. 
Około godziny 21 siedzimy z Avril - centrum jest do północny, chociaż czasem całą noc, ale to jakieś takie wyjątkowe okazje - w restauracji. Obie już złożyłyśmy zamówienie. Biorę kilka łyków soku pomarańczowego i uważnie słucham co działo się u Avril. Podobno poznała fajnego chłopaka, z czego się cieszę. Dochodzi do wniosku, że powinnyśmy umówić się na podwójną randkę, czyli ja i Zayn, ona i jej chłopak. Kiwam głową, ponieważ nie wiem czy Zayn się zgodzi i kiedy będę miała okazję mu o tym powiedzieć, ponieważ przeczuwam, że jutro nic z tego nie wyjdzie. 
Nagle słyszę znajomy śmiech, za bardzo znajomy. Próbuję go zignorować, ale on tak jakby się nie ucisza. Proszę dziewczynę, aby mnie uszczypnęła, na co się śmieje, ale za chwilę poważnieje i wykonuje moją prośbę. Sycze cicho i jęczę w myśli, że to nie sen i jestem tu naprawdę i ON tutaj też jest.
_______
OD AUTORKI: Podejrzewacie kto to może być? Przepraszam za opóźnienie. Następny postaram się dodać szybciej.
HARSH <-- Zapraszam. 

~ Mała ♥

II / 01

     Kursywa  to wspomnienia ;)   Przekręciłam się i dłonią wyszukałam telefonu. Cicho westchnęłam pocierając ręką twarz. Nie mogę zasnąć...