czwartek, 13 lutego 2014

I / 41

Przeczytaj notkę na dole, ważne.

Zmarszczyłam brwi. W mojej głowie wciąż dudnił ten sam dźwięk, który usłyszałam na samym początku. Ten śmiech.. Podniosłam wzrok i spojrzałam przez okno po mojej prawej stronie, wzięłam głęboki oddech. Na zewnątrz było już ciemno, ale nie aż tak bardzo. Jak to w centrum i obok niego kręciło się dużo osób. Moje palce bawiły się ze sobą, a ja na nie patrzyłam. To tak trochę jakbym była w teatrze i oglądała jakąś pacynkową scenę.
     - Olivia, wszystko okej?
Usłyszałam cichy głos Avril. Spojrzałam na zmartwioną twarz dziewczyny, która pochylała się nad stołem w moim kierunku. Posłałam jej słaby uśmiech i zaczęłam dziobać w talerzu widelcem. Znowu. Znowu ten sam śmiech. Nie, nie umiem się odwrócić i sprawdzić czy to naprawdę on tutaj jest, w tym samym pomieszczeniu. Szczerze? Nie wiem co zrobię, jeśli spojrzę i okażę się, że to on. 
     - Wiesz, jakiś koleś i to nawet niezły koleś spogląda w Twoją stronę. Jestem zazdrosna.
Spojrzałam ponownie na brunetkę, która - z mojego punktu widzenia - była odwrócona w lewą stronę i uśmiechała się tak, że było widać jej białe zęby. Jej ręka uniosła się i pomachała, a ja spojrzałam w tym samym kierunku co ona. Moje płuca zaczynały delikatnie palić, od braku tlenu. Nawet nie spodziewałam się, że go sobie nie dostarczam. Szybko się poprawiłam, kiedy mój wzrok skanował chłopaka niedaleko mnie. Na początku uśmiechnął się, ale za chwilę spoważniał. Odwróciłam wzrok i wyciągnęłam z portfela banknot i wstałam z kanapy. Posłałam Avril znaczące spojrzenie i szybkim krokiem ruszyłyśmy do wyjścia. Prawie, że biegłam. Kilka minut później spojrzałam za siebie, stałam w tłumie ludzi, których nigdy nie widziałam. Jedni chodzi w tą stronę, drudzy w inną. Przegryzłam dolną wargę ze zdenerwowania. Dlaczego nie trzymałyśmy się za ręce? Bez skojarzeń proszę, bo teraz nie miałabym problemu. Jak ja mam ją teraz znaleźć? Jęknęłam w myślach i wyjęłam swój telefon. Moje dłonie drżały, a zarazem przedmiot w nich. Próbowałam go uruchomić, ale zapewne jest rozładowany. Niech to szlag!
     - Użyj mojego, Oli.
Moje serce stanęło, przysięgam, kiedy tylko usłyszało te trzy słowa i to zdrobnienie, które..które było używane przez jedną osobę, tylko przez jedną. Mój wzrok powędrował z jego nóg, na tors, a za chwilę na szyję i twarz. Chłopak uśmiechał się ciepło, lecz jego oczy były, a raczej wyrażały niepewność. Jego dłonie schowane były w kieszenie spodni. Zmienił się. Wygląda zupełnie inaczej, poza kilka drobnymi szczegółami. Włosy mu urosły, zostały ułożone w odpowiedni sposób. Jego ciało - nigdy nie był gruby, zawsze był szczupłym chłopakiem - nabrało mięśni, biała koszulka idealnie opinała jego górną część ciała. Ogółem zmienił fryzurę, wygląd zewnętrzny, styl ubierania się. Ale co pozostało wewnątrz? Nadal jest taki jaki był kiedyś? Zanim mnie zostawił, bez słowa wyjaśnienia? Moje nogi poruszyły się i zorientowałam się, że zrobiłam dwa kroki w tył, kiedy wyciągnął rękę w moim kierunku, aby dotknąć mojego ramienia/ręki. Przełknęłam ślinę. Nie wiem jaki jest i..
     - Nie bój się mnie. Nie zrobię Ci krzywdy. Nie mógłbym..
     - Ja..
Za jąkałam się i nie wiedziałam co dalej. W sumie, co ja chciałam powiedzieć? Moje dłonie zaczęły się pocić. Rozejrzałam się wokół nas. 'Spokojnie, nic Ci nie zrobi. To twój przyjaciel!' - moje drugie ja motywowało mnie, a zarazem krzyczało na moją osobę. To jest..nie wiem. 
     - Wiem, że mnie pamiętasz, Oli. To ja Tom. Ja..Proszę, porozmawiaj ze mną. Wiem, że jest już późno, więc.. umówmy się na kawę, lunch, nie wiem na spacer. Cokolwiek. Chcę z Tobą porozmawiać, szczerze. Wyjaśnić, wytłumaczyć się.. Chcę, żebyś zrozumiała sytuację. 
Stałam jak słup soli. Nie potrafiłam z siebie niczego wydusić. 
     - Minęło tyle czasu..
I mimo wszystko, że byłam na niego cholernie zła, nie wiem nawet co mną kierowało, z mojego ramienia ześlizgnęła się torba, która upadła na podłogę, a moje nogi zrobiły kilka kroków zbliżających się do Tom'a. Moje ciało przytuliło się do niego, a on objął mnie mocno. Z moich oczu zaczęły wypływać łzy i sama nie wiem czy szczęścia, że go widzę, że mam pewność, że nic mu nie jest, czy ze wściekłości, że się nie odzywał. 


Kiedy odsunęłam się od niego, chciałam wytrzeć łzy, ale on powstrzymał mnie i złapał moją twarz w obie dłonie, a kciuki wytarły moje mokre policzki. Tak, to naprawdę on. Stoi przede mną, dotyka mnie i..Boże.
     - Nie wierzę, po prostu nie wierzę.
Pokiwałam głową przecząco. Tom uśmiechnął się do mnie ciepło co odwzajemniłam. Pochylił się do przodu i podniósł moją torbę, którą sam przełożył mi przez głowę, tak, że miałam pasek na prawym ramieniu. Ponownie moje kąciki ust uniosły się ku górze.
    - Podasz mi do siebie numer? Zadzwoniłbym jutro i umówilibyśmy się, dobrze?
Pokiwałam głową twierdząco i złapałam urządzenie, które było wyciągnięte w jego dłoni, ku mojej osobie. Szybko zapisałam cyferki i oddałam mu z powrotem. Mój wzrok napotkał wzrok Avril, która podeszła do naszej dwójki. Uściskałam ją, gdyż myślałam, że jej nie znajdę. Uśmiechnęła się do mnie, ale za chwilę jej wzrok powędrował na osobę przeciwko nas. 
     - Avril, to jest Tom, mój przyjaciel. Tom to jest moja dobra koleżanka, Avril.
Przedstawiłam ich sobie, na co uśmiechnęli się do siebie i uścisnęli dłoń. 
    - Jestem samochodem, więc odwiozę was. 
Zaproponował. 
     - Damy sobie radę.
     - A ja jestem innego zdania. 
Wtrąciła się Avril. Spojrzałam na dziewczynę, której wzrok był wpatrzony w bruneta. "Przecież masz już chłopaka" - powiedziałam w myślach. Tom zaśmiał się, zapewne widząc jak moja twarz wykrzywiła się. On zawsze śmiał się z moich dziwnych min. Ja czasami też, kiedy oczywiście je widziałam np. w lustrze. Chłopak pokazał nam dłonią, abyśmy szły pierwsze. Około dziesięciu minut później znalazłyśmy się w jego samochodzie. Musi naprawdę dobrze zarabiać, to ten samochód na bank jest z salonu samochodowego. Jutro się muszę tego dowiedzieć. Tom odwiózł najpierw Avril i nie wiem zupełnie dlaczego, bo ja miałam pięć minut i ze mną było by szybciej i od dziewczyny mógłby pojechać w swoim kierunku, a tak to musi się niepotrzebnie wracać. Zegarek wybił godzinę 23, kiedy zaparkował na nowym parkingu. Wysiadł z samochodu i pomógł mi - to naprawdę było nie potrzebne, nie mam na sobie szpilek przecież, ale doceniam to. Tom odprowadził mnie pod same drzwi klatki.
     - Mam nadzieję, że spotkamy się jutro. Mam Ci tyle do powiedzenia.
Przyznał.
     - Oczekuję wyjaśnień.
     - Wiem i dostaniesz je.
Pokiwałam głową, a Tom przytulił mnie do siebie. Zamknęłam oczy. Dobrze było czuć go obok siebie, tak blisko. Jest dla mnie jak brat. Cieszę się, że żyje, że nic mu nie jest. Jego usta cmoknęły moje czoło i po chwili wycofał się w stronę swojego samochodu, wcześniej szepcząc "Śpij dobrze. Do jutra". Pomachałam mu jeszcze dłonią i wpisałam kod, po czym weszłam do klatki. Przyznam szczerze, że po takim ciężkim dniu, nie cieszy mnie wpisywanie numerków na klawiaturze windy i mimo to, że jest to dopiero po raz, um.. czwarty? Tak, czwarty. Cieszę się, że nie włożyłam szpilek, bo moje stopy są trochę obolałe. Otworzyłam drzwi i szybko zapaliłam światło w przedpokoju. Ponownie zamknęłam drzwi na górny i dolny zamek. Torby z zakupami, którymi Tom się zajął, znalazły miejsce w mojej kuchni razem z torbą, jak na razie. W kuchni zapaliłam światło, a zgasiłam w korytarzu. Moje oczy wytrzeszczyły wzrok na osobę siedzącą przy stole. Zayn obracał telefon w dłoni, na stole. Szczerze? Nie spodziewałam się go tutaj, tym bardziej, że kilka godzin temu wysłał mi wiadomość, dość dziwną wiadomość. Postanowiłam jednak zabrać torby do garderoby. Wzięłam piżamę i poszłam się umyć, nadal mając w głowie obraz siedzącego Zayn'a. 

20 minut później.

W chwili, w której weszłam do sypialni Mulat zdejmował z siebie czarną koszulkę, którą niedbale rzucił na fotel. Sięgnęłam z regału balsam i posmarowałam nim sobie dłonie. Ta cisza jest taka dziwna. Odwracam się w stronę chłopaka i widzę, że siedzi na brzegu łóżka i ma na sobie jedynie bokserki. Gryzę wewnętrzną stronę prawego polika, orientując się, że patrzy na mnie, a raczej obserwuje. Naprawdę nie wiem co powiedzieć. Czuję się dziwnie. Ogółem ta cała sytuacja, odkąd wyszedł z tego mieszkania jest dziwna. Postanawiam, że nie będę teraz o tym myśleć i kładę się do łóżka, gasząc lampkę nocną po swojej stronie. Chwilę później słyszę jak Zayn gasi swoją i w pokoju jest ciemno. Łóżko lekko kołysze się pod jego ciężarem. Wspomniałam, że to dziwna sytuacja? Jeszcze nigdy nie było tak, że gdy się widzimy po jakimś tam czasie, nic do siebie nie mówiliśmy, zawsze któreś z nas zaczynało. Może to zmęczenie? W chwili, w której ogarnia mnie sen, czuję jak jego ręka sunie po moim biodrze, brzuchu i przyciąga mnie do swojego ciepłego torsu. Przytula mnie do siebie, muska ramię i odpływam. 

* * *

Dotknęłam dłonią miejsca po swojej prawej stronie. Puste. Moje powieki uniosły się do góry, dając mi możliwość sprawdzenia czy aby na pewno tak jest. Niestety, ale taka była prawda. A więc wyszedł bez pożegnania. Czy ja zrobiłam coś nie tak? To drugi dzień i jeśli pójdzie tak dalej..nie wiem ile wytrzymam. Westchnęłam cicho i zwlokłam się z łóżka, po czym rozejrzałam się po pokoju. Czarna koszulka nadal była tam, gdzie zostawił ją wczoraj. To dało mi nadzieję, że jednak jest jeszcze..gdzieś, w którymś z pomieszczeń mieszkania. Nie wiem dlaczego, ale zdjęłam swoją koszulkę, która była moją piżamą i założyłam na siebie koszulkę Zayn'a, która pachniała cudownie, nim. Na palcach u stóp skradałam się do salonu połączonego z kuchnią, gdzie siedział chłopak przy stole i popijał kawę. Kiedy nasz wzrok się spotkał uśmiechnęłam się do niego nieśmiało i przegryzłam dolną wargę. Zbliżałam się w jego stronę małymi krokami, dając mu tym samym więcej czasu, gdyż może chciał coś powiedzieć, ale nic takiego się nie stało. Dzięki temu, że nie siedział zbyt blisko stołu, usiadłam mu na kolanach i wtuliłam w jego ciepły, nagi tors. Poczułam jak mnie obejmuje na co moje kąciki ust leniwie uniosły się ku górze, ponieważ nie spodziewałam się tego z jego strony. Nie wiem ile tak siedzieliśmy..5, 10, 15 minut? Nie mam zielonego pojęcia. Spojrzałam na chłopaka, który przypatrywał mi się, a ja jemu.



     - Pocałuj mnie.
Wypowiadając te słowa, zauważyłam jaki mój głos był błagalny. Zazwyczaj nie musiałam prosić, ponieważ Zayn sam zaczynał, ale teraz to ja musiałam być pierwsza. Moje usta ułożyły formę dzióbka i czekały, aż moje usta połączą się z jego. Chłopak cmoknął moje usta swoimi i nawet nie miałam czasu, aby jakoś zareagować, jakkolwiek, ponieważ poczułam, że się unoszę. Po chwili mój prawie goły tyłek, ponieważ koszulka podniosła się, a miałam na sobie tylko dolną bieliznę dotknął wygrzanego przez Zayn'a miejsca. Mój wzrok obserwował jego ruchy. Stanął przy blacie kuchennym, tak, że go widziałam. W ręku trzymał telefon, w który się wpatrywał jakąś minutę. Na początku uśmiechnął się, pokręcił głową, a potem spojrzał na mnie. Uniosłam brwi do góry, trzymając podbródek na kolanach. Byłam zdezorientowana. Woli uśmiechać się do telefonu niż do mnie? "A może po prostu dostał miłą wiadomość.." - podpowiedziało moje drugie ja, na co się skrzywiłam, ale w myślach potwierdziłam, chociaż niechętnie, taką ewentualność. 
     - Chciałbym odzyskać koszulkę. Muszę już iść.
Jego słowa mnie zmroziły. Zawsze pozwalał mi nosić swoje koszulki, a nawet sam tego chciał, namawiał mnie. Teraz tak po prostu chce, abym ją mu oddała i gdzie musi iść? Jest dopiero 10, a z tego co wiem to mają dziś wywiad, ale na 13, więc gdzie się mu tak śpieszy?
     - Porozmawiajmy.
     - Olivia, nie teraz, naprawdę się śpieszę.
     - Dokąd?
     - Mam coś do załatwienia.
     - Ma to związek z wiadomością, którą dostałeś?
Fuknęłam. 
     - Okej, zostaw ją. 
To się nazywa ignorowanie. Zayn wyszedł z pomieszczenia, ale zaraz wrócił. Miał na sobie buty trzymał w dłoni bluzę. Spojrzał na mnie i pokierował się w stronę drzwi. Znowu nie żegnając się. Szybko wstałam z miejsca i pobiegłam w jego kierunku, ale drzwi się zamknęły, a ja stałam bezradnie patrząc na nie. Spóźniłam się. Co się z nim dzieje? Co ja takiego zrobiłam, że zasłużyłam na takie traktowanie z jego strony? Przecież wszystko było dobrze, rozmawialiśmy, śmialiśmy się, żartowaliśmy, całowaliśmy i tak dalej, zanim nadeszło..to coś. Szczerze, naprawdę się tego nie spodziewałam. Myślałam, że oboje jesteśmy zmęczeni i po prostu rano jak wstaniemy, zjemy śniadanie porozmawiamy i tak jak zawsze, ale najwyraźniej przeliczyłam się, niestety.



* * *

Dotarłam do szpitala autobusem, w którym na całe szczęście nie było dużo osób. Starałam się nie myśleć o dość nieprzyjemnym poranku, ale to było trudne, serio. Przed pójściem do mamy zrobiłam jej zakupy i dopiero wtedy się u niej zjawiłam, wcześniej rozmawiając z doktorem, który pozwolił mi wejść jedynie na 10 minut, ponieważ jej stan nie należy do najlepszych i musi dużo odpoczywać. Pocieszam się chociaż i tym. Niekiedy w ogóle nie wpuszczają.
Mama leżała bezwładnie na łóżku, przykryta białą pościelą aż do szyi. Jej głowa była zdobiona przez czerwoną chustę z różnymi wzorkami. Po jej obydwóch stronach leżały inne panie, z którymi przywitałam się cichym 'Dzień Dobry", co zwróciło uwagę mamy, ponieważ wydawało mi się, że spała. Uśmiechnęła się na mój widok, co odwzajemniłam i przysunęłam sobie taboret, na którym usiadłam jak tylko wypakowałam i schowałam jej zakupy, na co stwierdziła, że nie potrzebnie się trudziłam. Zignorowałam to grzecznie i zajęłam miejsce.
     - Jak się dziś czujesz?
     - Jest dobrze.
     - Mamo..
Przeciągnęłam słowo znacząco, na co ona się zaśmiała. Nie często miałam okazję słyszeć jej śmiech, który jest naprawdę bardzo ładny.
     - Naprawdę czuję się dobrze. Opowiadaj co u Ciebie, jaką szkołę wybrałaś, co u Jennifer, Zayn'a.
Uśmiechnęła się, a ja swój wymusiłam i to wszystko przez jego imię, ponieważ skupiłam się na mamie i zapomniałam.
     - Od poniedziałku będzie koniec wakacji i zacznę chodzić do Liceum Fotograficznego. Szczerzę to trochę się boję, bo nie będę tam nikogo znała i w ogóle. Jennifer już jakiś czas temu wyjechała do Polski i tam będzie się uczyć, ponieważ jej mama nie pozwoliła, aby została u nas. Ma wpaść na święta do nas.. Nie wiem czy tata Ci wspominał, ale ja..wyprowadziłam się od was..Znalazłam mieszkanie, naprawdę bardzo ładne. Ten budynek jest dopiero od roku. Wprowadziłam się wczoraj.. Ogólnie jest dobrze.
Spojrzałam na mamę, która przypatrywała mi się dokładnie.
     - Nie, nic mi nie mówił, chociaż widziałam, że miał coś powiedzieć, ale odpuścił, a ja nie naciskałam. Wiesz..jeśli czujesz się dobrze w tym mieszkaniu, odpowiada Ci to, to w porządku, chociaż wolałabym, abyście mieszkali razem, we trójkę, trzymali się. 
Nie odpowiedziałam. Po prostu skinęłam głową dając znak mamie, że rozumiem co chciała mi przekazać. Jej dłoń wysunęła się spod kołdry i rozchyliła się tak, że widziałam jej wnętrze. Ułożyłam swoją na jej i splotłam. Mama uśmiechnęła się.
     - A co z Zayn'em? 
Uśmiechnęła się ciepło, ponownie, a ja szczerze miałam nadzieję, że zapomni o nim, o tym, że ma o niego zapytać.
     - Umm..Wszystko dobrze. Niedługo powinnam się z nim zobaczyć...
..aby się pokłócić - dokończyłam w myślach. Wiem, nie powinnam okłamywać mamy, ale..naprawdę chciałam powiedzieć jej prawdę, jednak w ostatniej chwili zrezygnowałam, ponieważ kiedy pomyślałam o tym, że jest chora i męczy się.. Po prostu nie chciałam obarczać jej dodatkowymi zmartwieniami, moim problemami. 
Porozmawiałam jeszcze z mamą na inne różne, mniej stresujące tematy. Żartowałyśmy ze sobą, a nawet i z innymi, dwoma starszymi kobietami na sali, które opowiadały różne historie ze swojego życia. Dużo się uśmiechałam i to naprawdę szczerze.

* * *

Po tym jak wyszłam od mamy - tak jak miałam w planach - udałam się do domu.. Amelii i taty, który za pewne jest jeszcze w pracy, a mała jest z tą jego znajomą-opiekunką. Mam nadzieję, że nie jest to kobieta, która wrzeszczy na dzieci, których nie znosi, która kradnie, serio. Ostatnio oglądałam taki program w telewizji, gdzie pokazywali jak para szuka niani. Jeśli się im spodobała to zapraszają ją następnego dnia, aby pobyła z dziećmi, pod ich nieobecność, ale uwaga! W mieszkaniu, w każdym pomieszczeniu są kamery, a oni wszystko kontrolują, że gdyby coś im się nie spodobało to mogą wrócić szybko. Niezłe, prawda? Okazywało się, że kradły, wmawiały głupoty dzieciom, poniżały je. Naprawdę różne sytuacje były, ale zdarzył mi się taki odcinek gdzie, mężczyzna był naprawdę w porządku, był normalny, rozumiecie? Mężczyzna, a nie kobieta! Nie to, że ja mam coś do tego, ale myślałam, że to kobieta zawsze lepiej zajmie się dzieckiem niż facet. Wyszło jak wyszło.
Gdy weszłam do domu, było zadziwiająco cicho. Pokierowałam się w stronę salonu gdzie spotkałam swoją siostrę i starszą Panią, która miała około 40 lat. Siostra, gdy tylko mnie zobaczyła, pisnęła moje imię i przybiegła do mnie, mocno mnie ściskając. Chwilę później dostrzegłam jak trzecia osoba w pomieszczeniu staje na nogi. Chyba coś rysowały na kartonie.
     - Dzień dobry.
Odezwała się, na co spojrzałam na nią. 
     - Dzień dobry.
Odpowiedziałam i wróciłam wzrokiem na małą.
     - Wszystko w porządku, skarbie? 
Dziewczynka pokiwała główką, a ja ją pogłaskałam przytulając do siebie. Niespodziewanie do domu przyszedł tata. Zdziwiłam się na jego widok. 
     - Olivia? Coś się stało?
     - Nie, wpadłam tylko zobaczyć jak mała się trzyma, a Ty nie w pracy?
     - Mam za godzinę spotkanie z klientem, a teraz mam przerwę, a potrzebuję kilku papierów, więc dlatego wpadłem. Sonia wszystko okej?
     - Tak, wszystko dobrze. Amelka jest naprawdę cudowna.
Ojciec uśmiechnął się na słowa kobiety i zaraz spojrzał na mnie. Po chwili nie było go przy mnie, ponieważ zapewne uciekł szukać dokumentów, które są mu potrzebne. 
     - Wpadnę do Ciebie za kilka dni. Trzymaj się, słoneczko.
Ucałowałam czółko siostry, a ona pomachała mi dłonią, na co uśmiechnęłam się i wyszłam z domu. Idąc chodnikiem wyjęłam z torebki słuchawki i telefon. Kiedy miałam już włożyć słuchawki do uszu zobaczyłam dwie biegnące w moją stronę dziewczyny, które w sumie rzuciły się na mnie obściskując. O co chodzi? Nagle zaczęły piszczeć wokół mnie.
    - Mogę wam jakoś pomóc? 
Spytałam. Mój głos uspokoił je i złapałyśmy kontakt wzrokowy.
     - Twoja piosenka z One Direction, jest niesamowita! Jesteśmy waszymi fankami. Nigdy nie przypuszczałyśmy, że spotkamy Ciebie, albo któregoś z chłopaków, ale kurczę udało nam się i to w biały dzień! 
Zaśmiałam się razem z dziewczynami. 
     - Cieszę się, że podoba się wam.
     - Nam? Macie prawie 10 milionów wyświetleń, więc nie tylko nam! 
Prawie, że zakrztusiłam się własną śliną. ILE?!
     - Jeśli to dla Ciebie nie problem mogłybyśmy zrobić sobie z Tobą zdjęcie i dałabyś nam swój autograf tyle, że nie mamy kartek, ani długopisu, markera.
     - Znajdę coś w torbie.
Dziewczyny uśmiechnęły się ucieszone moją odpowiedzią. Zrobiłam sobie zdjęcie z każdą osobna i jedno wspólne przez jakiegoś przechodnia. Na całe szczęście w torbie miałam notes i długopis. Napisałam swoje imię i nazwisko, ale zaraz mi coś wpadło do głowy.
     - Jak macie na imię?
     - Jessica i Jordan.
Napisałam na karteczce, oczywiście w dwóch egzemplarzach "Dla najukochańszej fanki Jess/Jordan, Olivia Hooper ♥" - coś miej więcej takiego. Wspaniale było widać ich uśmiechy, jak każda z osobna czyta to co napisałam. Pożegnałam się z nimi i udałam się w stronę przystanku autobusowego. Nagle przy nim zatrzymał się samochód. Na początku go nie kojarzyłam, ale kiedy szyba została zsunięta na dół i zobaczyłam Tom'a, ucieszyłam się.
     - Chodź.
Zawołał radośnie, na co wykonałam jego prośbę.
     - Spadłeś mi z nieba, wiesz?
     - Wiem.
Oboje się zaśmialiśmy.
     - Dzwoniłem do Ciebie, ale nie odbierałaś.
     - O, przepraszam. Miałam wyciszony telefon i byłam tak zajęta, że nawet go nie sprawdzałam, wybacz.
     - Tylko jeśli pojedziemy coś zjeść.
     - Zgadzam się!
Tom wybuchł śmiechem, na mój ton głosu, a ja dołączyłam do niego. Dużo rzeczy zaczęło być dla mnie dziwnych, bo na przykład ta sytuacja. Siedzę teraz sobie obok najlepszego przyjaciela, którego jeszcze - nie licząc wczoraj - nie widziałam od tak długiego czasu. Śmiejemy się, gadamy, tak ja zawsze. 
Tom złapał moją rękę w swoją i uśmiechnął się do mnie, co odwzajemniłam. Nie zabrałam ręki. To znak, że oboje cieszymy się, że się widzimy. Nie mogę doczekać się, aż mi wszystko wyjawi. Przyznaje, zapewne nie będzie tak wesoło jak przed chwilą..


Razem z Tom'em siedzimy naprzeciwko siebie w nowej restauracji i czekamy na nasze już złożone kilka minut temu zamówienie. W lokalu jest spokojnie. Nie ma dużego ruchu, z głośników leci spokojna muzyka. Spoglądam za szybę i orientuję się, że na dworze jest jeszcze widno, a zegarek wskazuje godzinę 17. Nie daleko nas po chodniku idzie para, która trzyma się za dłonie. Wyglądają na szczęśliwych i bardzo w sobie zakochanych. Chłopak szepcze coś do ucha blondynce, a ona się śmieje. Całuje ją we włosy i idą dalej, a w moich myślach przewija się ten samym scenariusz. Chciałabym teraz zadzwonić do Zayn'a i powiedzieć mu, że za nim tęsknię, jak bardzo go kocham i może moglibyśmy się umówić i wyszlibyśmy gdzieś.. Jest mi smutno, ponieważ wiem, że pewnie nawet by nie odebrał, a nawet jeśli by to zrobił, to nasza rozmowa zapewne zakończyłaby się kłótnią. Naprawdę nie rozumiem jego zachowania. Czuję na dłoni dotyk kogoś innego, wzdrygam się i patrzę na chłopaka przede mną. 
     - Wszystko dobrze?
Posyłam mu wymuszony uśmiech. Nie jestem pewna czy na pewno jest taki jak kiedyś i nadal mogę mu wszystko, ale to wszystko powiedzieć i mieć pewność, że nikt o tym się nie dowie. Sprawy Zayn'a i moje są naszymi i nie chcę, aby ktoś się w nie wtrącał, chyba, że naprawdę będę potrzebowała pomocy/rady. 
     - Tak, pewnie. Opowiadaj co u Ciebie.
W jego oczach widzę niepewność, jakby chciał kontynuować temat dalej, ale słyszę ciche westchnięcie z jego strony. Okręcam wokół widelca makaron z sosem, czyli spaghetti i biorę do buzi. Przeżuwam i przyglądam mu się jednocześnie, jak walczy z myślami. Potrafię jeszcze odczytywać jego znaki/migi. Po chwili zabiera się za jedzenie patrząc na talerz, a ja uznaję, że najlepiej zjeść i porozmawiać. Mówię mu o tym na co kiwa głową potwierdzając. Między nami panuje cisza i mogę ją nawet nazwać niezręczną. Jeszcze trochę.

* * *

Spacerujemy po Londynie razem. Widać, że zwiedził go trochę. Szczerze powiedziawszy nie sądziłam, że go tutaj spotkam. Serio. Londyn? Dlaczego akurat Londyn, a nie na przykład..Berlin? Pocieszam się myślą, że za chwilę będę mogła się go spytać i dostanę odpowiedzieć, a przynajmniej tak sądzę. Obiecał. Po wszystkim zamierzam wrócić do domu, wziąć prysznic, może coś przekąsić i obejrzeć coś, może poczytam. Jutro jednak idę do szkoły, ponieważ dzisiaj było zamknięte i od jutra można przychodzić. Zadzwonię do Avril, a może Connor'a z propozycją przejścia się po sklepach, ponieważ muszę kupić trochę akcesoriów, typu: talerze, kubki, ścierki, różnego rodzaju płyny i tak dalej. Mój telefon wibruje w małej kieszonce szortów, a ja jestem zbyt zszokowana, aby go wyjąć i przeczytać/spojrzeć kto napisał/dzwonił, ponieważ w tym samym momencie słyszę Tom'a. 
     - Moi rodzice rozwiedli się. 
Mój lekki uśmiech znika z twarzy.
 _________
OD AUTORKI: Co sądzicie? [Nie sprawdziłam błędów. Zrobię to jutro]
Jeśli wy nie komentujecie, ja nie piszę i nie dodaję. 
Trzymajcie się.

~ Mała ♥

2 komentarze:

  1. Nie lubię zachowania Zayna..;(( Co do rozdziału to świetny ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Już nie mogę się doczekać następnego <3

    OdpowiedzUsuń

II / 01

     Kursywa  to wspomnienia ;)   Przekręciłam się i dłonią wyszukałam telefonu. Cicho westchnęłam pocierając ręką twarz. Nie mogę zasnąć...