I / 42

*Oczami Harry'ego*

Za pół godziny mam samolot i nie mogę się spóźnić na niego. Na całe szczęście Paul i inne sprawy nie utrudniały mi tego, za co jestem cholernie wdzięczny. Za kilka godzin zobaczę się z Jennifer, która tak naprawdę nie wie, że niedługo u niej będę. Mam nadzieję, że zastanę ją w domu. To będzie drugi raz jak lecę do Polski, do niej, więc nie będę miał problemów z dotarciem. Poza tym na miejscu ma na mnie czekać kierowca - dobry znajomy naszego menadżera, który ma kontakty chyba wszędzie. I nie uwierzycie! Mówi po angielsku i po polsku. Nie będę przynajmniej miał problemu z nim się dogadać, co jest dla mnie ważne. Zabieram prezent jeszcze dla dziewczyny do torby bagażowej, którą zabieram na dół razem z tą podróżną, gdzie mam jakieś jedzenie, słuchawki, telefon, pieniądze. Takie pierdoły, najpotrzebniejsze. Jadę sam samochodem, który będzie po prostu stał sobie na parkingu, bo kiedy będę wracał nie będę musiał przeszkadzać innym, aby po mnie przyjechali czy też bym musiał czekać na głupią, żółtą taksówkę. Tak, próbuję być samowystarczalny w niektórych sprawach/sytuacjach. Po tym jak przeszedłem odprawę idę do samolotu i siadam na swoim miejscu. Po kilku minutach koło mnie pojawia się starsza pani, z którą zamieniam kilka słów. Jest bardzo miła. Mówi, że ma syna w moim wieku i właśnie leci, aby go odwiedzić, ponieważ ma za 2 dni urodziny i robi mu niespodziankę. Coś takiego, jak ja Jennifer. Z jedną małą różnicą, ona nie ma urodzin.. Prawda? To dziwne, ale piszę do Olivii, aby się dowiedzieć czy czasem nie popsuję jej planów na ten dzień. Nie chciałbym być intruzem na jej przyjęciu urodzinowym, jeśli takie wyprawia. Od momentu, kiedy wyjechała, bardzo mi jej brakuje. Tak, bardzo chciałbym porozmawiać z nią, przytulić, pośmiać, pocałować, czuć jej bliskość. Na naszej małej, wspólnej wycieczce niby nic do siebie nie czuliśmy, ale gdy tylko wróciliśmy wydało się. Naprawdę bardzo ją lubię i zależy mi na niej. Jest miła, słodka, piękna, utalentowana. Gdybym miał takie moce żeby ściągnąć ją do Londynu.. Mój telefon wibruje w kieszeni czarnych dżinsów, przerywając mi muzykę, której słucham na słuchawkach, dlatego sięgam po niego i czytam wiadomość.


   Cholera! Tak właśnie myślałem. Ma jutro urodziny. Gdyby nie ta kobieta.. Pocieszam się myślą, że mam dla niej prezent. Co prawda miał być to tylko taki podarunek ode mnie dla niej, ale wydaje mi się, że jest naprawdę fajny jak na urodziny. Czuję się trochę źle, że ona nie wiem iż pojawię się u niej. W sumie.. urodziny ma jutro, a z tego co wiem to ja powinienem być jakoś około 22-23 w Polsce. Hotel mam zarezerwowany. Wiem, wiem już co zrobię. Harry Styles zawsze daje radę, w każdej sytuacji. Uśmiecham się jak głupi z poprzedniego zdania i z tego, że naprawdę mam plan i jest naprawdę genialny. Muzyka zaczyna mnie ogarniać. Sprawdzam czy mam zapięty pas i postanawiam zdrzemnąć się trochę, ponieważ w nocy nie mogłem spać. Sam nie wiem dlaczego. W mojej głowie pojawia się Jennifer i moje ciało odpręża się. Niedługo.

* * *

   Pytanie czy wyspałem się. Nie, nie wyspałem. Tak, naprawdę gdyby nie kobieta, która siedziała obok mnie, spałbym dalej i poleciał nie wiadomo dokąd. Orientuję się, że uratowała mi już drugi raz tyłek. Niestety, nie mam okazji jej za to podziękować, bo szybko znika mi z oczu. Kiedy jestem już w hotelu, sięgam z mini lodówki puszkę coli i siadam na skraju wielkiego łóżka, a raczej łoża. Wyciągam swój telefon, na którym jest zdjęcie Jennifer i mimowolnie się uśmiecham. Zegarek wskazuje 23:02 i zastanawiam się czy realizować swój plan. Jest możliwość przecież, że śpi, wypoczywa przed jutrzejszym dniem. Zaraz, zaraz. Rozmawiałem z nią 3 dni temu - sam nie wiem dlaczego - umówiliśmy się na wtorek, że porozmawiamy na skype o 23, albo ja zadzwonię do niej na komórkę. Zakładam swoją czarną, skórzaną kurtkę i wychodzę z pokoju, który zamykam kartą i udaje się do pokoju kierowcy. Wiem, jest późno i powinien iść spać, ale w końcu jest tutaj dla mnie i obiecuję sobie, że dam mu jutro spokój, no może po południu go wyrwę czy coś. Po jego minie widzę, że nie jest zły, kiedy mu miej więcej mówię o co chodzi. Kiwa głową i wychodzimy z jego pokoju. Musicie wiedzieć, że gdybym tylko znał polskie przepisy, to wypożyczyłbym albo sprowadziłbym swoje auto tutaj i bym nikogo nie prosił o pomoc, ale że nie znam, to muszę poprosić. 
   Gdybym wiedział, że do domu Jennifer mam tak daleko - nie aż tak - to bym zameldował się w najbliższym hotelu koło niej. Ściskam w dłoni telefon, gdy orientuję się, że jest już 10 minut po 23 i dostałem od niej jedną wiadomość, czy będziemy dziś rozmawiać. Czuję się jak chuj nie odpisując jej, ale pocieszam się równocześnie myślą, że wynagrodzę jej to w lepszy sposób. W końcu widzę znajomą ulicę. Samochód parkuje idealnie na przeciwko jej domu. Wysiadam z auta, o które się opieram i wyszukuję w kontaktach jej numeru. Rozglądam się po rozświetlonej ulicy, ale gdy słyszę sygnały patrzę na jej dom.
    - Hej.
Jej głos jest cichy, co tylko potwierdza moje przypuszczenia, że u niej wszyscy niedawno zasnęli i nie chce ich obudzić. Moje oczy wpatrują się w okno, gdzie pali się mała lampka, dająca odbicie światła, na zewnątrz, które widzę.       
    - Cześć. Wiesz, kilka dni temu wysłałem coś Tobie i tak się zastanawiam czy może już to dostałaś?
    - O czym mówisz Harry? 
   - Hmm..o paczce, którą wysłałem kilka dni temu. Mogłabyś wyjść i sprawdzić czy może jest coś w skrzynce?
Kurczę, zgódź się. Jej skrzynka jest tak blisko furtki, że spokojnie mnie zobaczy, ale jeśli nie wyjdzie, to nie wiem co zrobię. Szczerze mówiąc, nie myślałem o planie B. Patrzę w dół i kopię przypadkowy kamyk i ponownie zerkam w jej okno.
    - Jest późno, a listonosze chodzą popołudniu, Harry.
Chichocze, na co się uśmiecham.
    - Zrób to dla mnie, Skarbie.
Odzywam się, a w słuchawce słyszę tylko jej oddech, ciężki oddech. Przegryzam wargę, aby nie powiedzieć niczego, ponieważ lubią ją w takim stanie, kiedy nie wie co powiedzieć i jeszcze innych.
    - Okej. Zaraz zadzwonię.
Rozłącza się, a ja uśmiecham się triumfalnie, ponieważ udało mi się i mój plan jest zrealizowany w 75%. Moje myśli są poplątane. Myślę o jednym, a zaraz o drugim i jeszcze chwilę później o czym innym. Słyszę skrzypiące drzwi i podchodzę bliżej furtki, tak cicho jak tylko się da. Jennifer przeklina cicho i orientuję się, że pewnie na coś wpadła, ale jest cała, ponieważ słyszę jej kroki coraz bliżej. Mój wzrost pozwala mi na to, aby ułożyć dłonie na furtce z przedramionami. Dziewczyna stoi z jakiś niecały metr ode mnie. Zastanawiam się czy mnie poznaje, ponieważ światło nie oświetla mojej twarzy. Zbliża się do mnie małymi krokami i już wiem, że wie kim jestem. Jej wzrok wpatruje się we mnie. Jest zszokowana. Uśmiecham się do niej ukazując rząd białych zębów. Unosi ręce, które za chwile opadają. Brak jej słów. Otwiera furtkę i stoi nadal patrząc na mnie. Robię dwa kroki, które pozwalają mi dotknąć swoim ciałem jej. Delikatnie gładzę jej policzek, który jest ciepły. Jej ręce oplatają moją szyję, ponieważ chce, abym pochylił się w jej stronę, co wykonuję. Chwilę później moje usta łączą się z jej. Nasz pocałunek jest dość szybki i sądzę, że przez to iż długo się nie widzieliśmy. Dłonie, które trzymam w dole jej pleców zniżają się w kierunku jej pupy. Ściskam jej lewy pośladek. Chce wydać jęk przez co otwiera usta, a ja wykorzystuję to i wsuwam swój język dotykając jej. Czuję, że uśmiecha się, zresztą ja też. Obejmują ją ramionami i okręcam. Chichocze cicho, a ja stawiam ją na ziemi. 
     - Cieszę się, że Cię widzę.
Szepcze.
     - Ja też. Stęskniłem się, wiesz?
Kiwa głową potwierdzając moje pytanie i ponownie łączy nasze usta w pocałunku. Mój telefon wibruje w kieszeni spodni i próbuję to zignorować, jednak Jennifer odsuwa się i kiwa głową na mnie, abym to załatwił. Mój telefon miał ustawiony alarm na 23:58 i sam nie wiem dlaczego. Moje myśli kierują się w kierunku słowa: urodziny i odchodzę od dziewczyny i kieruję się w stronę samochodu. Wyciągam małą torebkę tak, aby nie widziała i znajdują się przy niej z dłońmi z tyłu.
     - Harry, wszystko okej?
Pyta zdezorientowana.
     - Wszystkiego Najlepszego.
Mruczę jej do ust i łączę nasze wargi w pocałunku. Szczerze, nie tak to planowałem. Miało być bardziej..romantycznie. Chcę, żeby była ze mnie zadowolona. Jej dłonie ujmują moją twarz kiedy się odsuwamy i wiem, że chce zapytać skąd wiem. Przykładam jej swój palec wskazujący do ust, aby zasygnalizować, aby nie pytała, ponieważ i tak jej nie powiem. Podaję jej prezent, a ona kiwa głową przecząco. Schylam się po jej dłoń i układam sznureczki na jej dłoni i ściskam, aby torebka jej niewypadła.
     - Otwórz jak będziesz w domu, proszę.
Wpatruje się we mnie niedowierzająco, na co tylko się uśmiecham i wzruszam ramionami, mając dłonie w kieszeniach spodni.
     - Naprawdę chciałabym żebyś wszedł, ale moim rodzicom..
Zacina się, na co marszczę zdezorientowany brwi.
     - Możesz mi powiedzieć, przecież wiesz.
     - Chodzi o to, że moim rodzicom, może się to nie spodobać.
     - To znaczy co dokładnie? 
Przypominam sobie sytuacje, kiedy pierwszy raz byłem u Jennifer. Widziałem się z jej rodzicami tylko raz i wydawali się naprawdę w porządku.
     - Oni są inni, niż Ci się wydaję. Uwierz mi. Po prostu.. Zobaczymy się jutro, tak?
     - Wierzę Ci, Skarbie. Jeśli tak chcesz to dobrze. 
     - To nie zależy ode mnie.. 
     - Nie daleko Ciebie mam rezerwację w hotelu, więc możesz zabrać się teraz ze mną. Cholernie się za Tobą stęskniłem..
Mruczę ostatnie zdanie przybliżając się do niej. Byłem raczej myśli, że wejdziemy do niej i po prostu spędzimy noc na gadaniu, ponieważ naprawdę mam jej dużo do powiedzenia i nie wątpię, że ona również. I tak, przyznaję się. Nie mam na myśli jedynie rozmowy. Chciałbym jej dotknąć w inny sposób niż teraz, na jaki mogę sobie pozwolić, przytulić, pocałować. Od ostatniego razu z nią, nie całowałem się i Bóg mi świadkiem, że naprawdę mi tego brakuje. Jennifer jest osobą, której nie mógłbym zdradzić. Jest dla mnie za dobra. 
     - A jeśli oni..
     - Odwiozę Cię z samego rana. Nawet się nie zorientują.
Chce jeszcze coś powiedzieć, ale splatam nasze palce i wychodzimy z jej posesji. Zamykam furtkę i kierujemy się do samochodu. Wcale mi nie przeszkadza, że ma na sobie krótkie, dresowe spodenki i koszulkę cienką z długim rękawkiem. Moje serce - uwaga, bo dziwnie to zabrzmi - raduje się. W końcu mam ją koło siebie. Mogą ją dotknąć, przytulić, powiedzieć coś i mieć pewność, że na pewno to usłyszy i mi odpowie czy coś. Jak gadamy przez telefon bądź skypa wychodzi czasem coś takiego, że siebie nie słyszymy i to nie jest dobre, dlatego teraz tak się cieszę. Przytulam dziewczynę do swojej klatki piersiowej i delikatnie głaszczę jej długie blond włosy. Szczerze powiedziawszy to nie sądziłem, że kiedykolwiek się zakocham. Zawsze to było coś w rodzaju krótkotrwałej znajomości z seksem bądź bez. Po wszystkim rozchodziliśmy się i rzadko się zdarzało, abyśmy spotykali się ponownie. Dlatego jest też dla mnie to inna sytuacja. Taka.. no dziwna. Zawsze - jeszcze gdy nie było Jennifer - miałem jakiś wybór. A to dziewczyna z takim kolorem włosów, oczu, figurą, charakterem, a teraz.. Teraz mam jedną i.. i czuję się z tym dobrze, o wiele lepiej niż poprzednio. 
   Kiedy już dojechaliśmy razem z Jennifer idziemy do mojego pokoju, a kierowca przekazuje kluczki innemu facetowi, aby odstawił auto na jego miejsce. Tak, w sumie nie interesuje mnie to zbytnio. 
     - Na jak długo jesteś? 
Słyszę cichy, pytający głos dziewczyny kiedy tylko zamykają się za na nami drzwi sypialni. Zdejmuję swoją kurtkę, którą przewieszam przez oparcie krzesła i odwracam się w jej stronę. Jennifer siedzi na skraju łóżka, trzymając dłonie na kolanach i patrzy na mnie pytająco. 
     - Pojutrze mam lot powrotny.
Widzę, że robi jej się smutno, kiedy schyla głowę w dół. Dlatego podchodzę do niej, siadam obok i biorę ją sobie na kolana. 
     - Ale dopiero w nocy, ewentualnie nad ranem w piątek. 
Próbują ją pocieszyć. Jak na moją osobę to naprawdę dużo, tzn. na moją sytuację. Nasza kariera nabiera tempa. Szykuje się trasa 3-miesięczna, cały czas dostajemy zaproszenia do różnych programów telewizyjnych, na sesje zdjęciowe do znanych/lubianych magazynów, na wywiady radiowe. Jest naprawdę tego sporo i czasami - jak Paul nam wszystko organizuje, dzień po dniu - menadżerowi opadają ręce, bo sam nie wie gdzie ma je włożyć. To nie jest tak, że dostajemy propozycje i od razu z niej korzystamy. Paul i reszta mózgów, musi przejrzeć umowę, na jakiej podstawie nas zatrudniają, czego chcą, co będzie np. jak się wycofamy, a najczęściej płaci się niemałe odszkodowanie. To nie jest takie hop-siup, serio. Musze być już w piątek, ponieważ mamy wywiad radiowy, a późnym wieczorem mały występ w jednej z knajp Londynu. Paul i tak zrobił mi przysługę dając wolne w środku tygodnia i kocham go za to jeszcze bardziej. 
     - Dobre i to.
Jennifer cichutko wzdycha, na co śmieję się cicho. Spogląda na mnie i cmoka mnie w usta. 
     - Opowiadaj co słychać u wszystkich. 



*Oczami Olivii* 

Zasycha mi w gardle. Razem z Tom'em idziemy wolno po ścierze parku i nie odzywamy się do siebie, po tym jak powiedział, że jego rodzice rozwiedli się. Chciałabym się odezwać, ale nie wiem co powiedzieć. Poza tym sądzę, że powinien powiedzieć coś więcej.. 
    - Zaczynając od początku.. Kiedy jeszcze byłem w Polsce, jakoś z dwa miesiące przed moim wyjazdem, zaczęli się kłócić. Na początku myślałem, że to normalne, jak w małżeństwie, ale kiedy zaczynali kłócić się o pierdoły, to dało mi do myślenia. Obwiniali się tak naprawdę o nic. To robiło się chore. Nie dało się tego słuchać. Dlatego większość czasu spędzałem z Tobą, albo z chłopakami czy też imprezując. Byle tylko nie być w domu, nie słuchać tego wszystkiego. Miesiąc przed wyjazdem, jakoś tak, tata przyjechał do mnie do pracy, aby szczerze pogadać. Zgodziłem się i właśnie wtedy dowiedziałem się, że zamierzają się rozejść, że nie ma to sensu. Powodem było to, że ich uczucie wygasło, coś takiego mówił. Potem kłócili się o majątek, o mnie. Miałem już serdecznie dość i chciałem uciec.. Zapewne pamiętasz Sean'a. Poznałem Cię z nim jak byliśmy na jednej z imprez u niego. Przez przypadek powiedział, że wyjeżdża do Londynu, bo musi zaopiekować się chorą babcią i tak naprawdę decyzję podjąłem z dnia na dzień. Chciałem Ci powiedzieć.. ale nie wiedziałem jak. Zapewne byś mnie przekonywała, żebym został, ale ja pragnąłem zniknąć i stąd moje durne pożegnanie z Tobą. Wylecieliśmy z Sean'em i od tamtej pory do dziś nie widziałem się z rodzicami, ani nie kontaktowałem, bo zmieniłem numer. Mam też ten stary, ale używam nowego. Znalazłem tutaj prace, mieszkanie, znajomych.. Odnalazłem Ciebie, a tak w sumie to odnaleźliśmy siebie wspólnie..
Orientuję się, że Tom obejmuje mnie ramieniem i nadal idziemy ścieżką parkową. Słucham dokładnie tego co mówi. Spogląda na mnie i uśmiecha się kiedy mówi ostatnie zdanie, co odwzajemniam. Jego wypowiedź rozwiewa dużo moich pytań i jedno najważniejsze. Rozumiem go, naprawdę, ale jednak jestem zawiedziona, że po prostu nie przyszedł i nie powiedział mi prawdy. Oczywiście, że próbowałabym go zatrzymać, to w końcu mój przyjaciel, ale przecież to jasne, że jeśli naprawdę musiałby wyjechać to uszanowałabym jego wybór/decyzję.
     - Cieszę się, że mi powiedziałeś i również ciesze się, że spotkaliśmy się. To dla mnie trochę dziwna sytuacja, bo dawno Cię przy mnie nie było, a teraz.. od tych trzech dni widujemy się codziennie..
     - Jak za starych dobrych czasów, prawda?
Uśmiecha się, a ja kiwam głową na potwierdzenie, również się uśmiechając. Zaczyna grzmieć - no już kilka minut wcześniej zaczęło - po chwili spada na nas deszcz. Piszczę głośno, a Tom śmieje się ze mnie i biegniemy do jego samochodu, aby schronić przed ciężkimi kroplami deszczu. 


Piątek.

W pośpiechu chcę założyć na siebie szorty, ale nie udaje mi się, ponieważ piekarnik pika, aby wyjąć gotowy biszkopt z piekarnika. Szybko rzucam spodenki na blat kuchenny i sięgam z nad kuchenki rękawice żaroodporne i wyciągam blachę, którą stawiam na desce do krojenia. Dzwonek do drzwi dzwoni informując mnie, że ktoś przyszedł i zupełnie nie wiem kto. Jest 17 i mało osób wie, gdzie mieszkam, czyli: Tom, Avril - która pewnie powiedziała Connor'owi, chociaż tego nie wiem - Tata z Amelią, Zayn, a chłopaki mają tylko adres. Nie wiem. Wciągam na swoje nogi spodenki i otwieram drzwi. Orientuję się za późno, że wyglądam jak siedem nieszczęść, a przede mną stoi Tom, ubrany nienagannie w jasne, beżowe spodnie i białą koszulkę. Uśmiechamy się do siebie i robię mu miejsce, aby wszedł do środka. Podaje mi brązową torebkę, do której zaglądam, jak tylko zamykam drzwi. Spoglądam pytająco na chłopaka, który siada przy blacie kuchennym na stołku barowym. 
     - Wino?
Wzrusza obojętnie ramionami.
   - Chateau Cheval Blanc, 95 rocznik. Najlepszy. 
 - Nie wiedziałam, że znasz się na winach. Mamy jakąś szczególną okazję , o której nie wiem?
Przyznaję zaskoczona i wyjmuję z lodówki kilka produktów, aby zrobić coś do jedzenia, na teraz dla nas. Jak biszkopt ostygnie to się nim zajmę.
     - Niekoniecznie. Pomyślałem tylko o dzisiejszym wieczorze i doszedłem do wniosku, że moglibyśmy napić się trochę wina, zjeść coś dobrego i obejrzeć coś, bądź wybierzesz się ze mną do jednej z najlepszych knajp w Londynie. Dziś akurat ma wystąpić jakaś gwiazda specjalna. Mówili, że naprawdę będzie warto, więc co Ty na to, żeby pójść i sprawdzić? 
Patrzy na mnie pytającym wzorkiem, który mnie rozbawia i śmieję się. Tom porusza zabawnie brwiami i ponownie wybucham śmiechem. Dzięki niemu zapomniałam o całej sytuacji z Zayn'em.
     - A tak właściwie to co z twoim chłopakiem? 
     - Um.. Nie odzywa się już od prawie pięciu dni.
Przyznaję cicho spuszczając wzrok na swoje palce. Między mną, a Tom'em stoi blat kuchenny, ale to nie przeszkadza chłopakowi, aby dłonią objąć mój podbródek, który podnosi w górę, abym spojrzała w jego oczy.
     - Gdybym był na jego miejscu nie oderwałabym się od Ciebie, ani na chwilę. Wyjątkiem jest toaleta.
Śmieję się z ostatnich słów przyjaciela. On dobrze wie, jak mnie rozbawić. Sięgam z lodówki sok pomarańczowy, który leję do obydwóch szklanek i w tym samym czasie zastanawiam się co powiedzieć.
     - Byłam wobec niego fair, nie zrobiłam nic złego. Nie wiem dlaczego się tak zachowuje. Może coś się stało i teraz to go męczy. Szkoda, że po prostu nie może mi powiedzieć o jego problemie. Pomogłabym mu jak tylko bym mogła, ile by się dało, ale skoro on woli zachowywać się jak dupek.. Kocham go i potrzebuję. Nie wiem ile jeszcze wytrzymam bez niego. Wiem, że w końcu będę musiała się z nim skontaktować i wyjaśnić sytuację. Chcę wiedzieć na czym stoję.. 
Tom kiwa głową potwierdzając moje słowa, równocześnie wpatrując się w szklankę soku, którą obraca w dłoniach. Czuję, że mnie rozumie i wysłuchał mnie. Tak, opowiedziałam mu o całej sytuacji z Zayn'em i ogólnie o jakiś tam rzeczach/sprawach. Przez ten czas odkąd go widzę, jest taki jak kiedyś, więc nie mam podstaw do tego, aby mu nie wierzyć. On sam mi się zwierza, więc dlaczego ja miałabym tego nie robić?
     - O której powinniśmy być na miejscu?
Tom patrzy na mnie zdezorientowany, ale chwilę później wie o co mi chodzi i uśmiecha się szeroko.
     - O 19. Jednak podejrzewam, że będą korki, więc dobrze by było, żebyśmy wyjechali tak 18.30.
Biorę łyk chłodnego napoju ze szklanki, myśląc jeszcze raz czy dobrze robię idąc. 'Idź, rozerwiesz się! Zaraz będziesz siedzieć w książkach, wykorzystaj to!' - tym razem muszę podziękować mojemu drugiemu ja. Ma rację i to w 100%. Muszę wyjść, rozerwać się. Postanawiam, że w weekend też gdzieś wyjdę. Zabiorę tom'a, Avril, Connora, chłopaków razem z dziewczynami i gdzieś pójdziemy zaszaleć. Nie jestem pewna co do Zayn'a, bo może być zajęty, ale warto spróbować. Może wtedy sobie wszystko wyjaśnimy.
     - Idę wziąć kąpiel, przygotować się. Rozgość się.
     - Nie, wiesz pójdę. Też wezmę prysznic, przebiorę się i jeszcze muszę wpaść do Sean'a. Mówił, że nie działa mu telewizor. Będę jakoś tak po 18. 
Stajemy na przeciwko siebie. Tom całuje mnie w czoło. Odprowadzam go do drzwi. Ostatni raz żegnam się z nim i zamykam za nim drzwi. Przed pójściem do łazienki sprawdzam jeszcze telefon, ale nic nie ma. Żadnej wiadomości, nieodebranego połączenia.. Zabieram duży ręcznik i idę do łazienki. Zrelaksuję się i dzisiejszego wieczora będę się dobrze bawić.


 OD AUTORKI: Po prostu skomentuj.

~ Mała ♥

Komentarze

  1. Świetny rozdział ;) Super że jest perspektywa Harrego ;) Ciągle kminię o co chodzi z Zaynem :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozdział fantastyczny!!!
    ciągle zastanawiam się o co chodzi z Zaynem ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny rozdział ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Super!Masz talent,nie mogę doczekać się następnego rozdziału:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Opowiadanie jest naprawdę super i nie mogę się doczekać następnego rozdziału. Pisz dalej!!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz