wtorek, 9 października 2012

I / 04

- Gotowa ? 
Spytałam, ale to co tam zobaczyłam to nawet się tego nie spodziewałam. Moja siostra była cała umazana w nutelli. Na twarzy, na ubraniach, a dokładniej na sukience. Pisnęłam imię dziewczynki, do której szybko podeszłam i powiedziałam coś w stylu 'Coś Ty zrobiła? Zaraz musimy wychodzić.' Amelia zaczęła płakać, a ja stałam się bezradna, gdyż chciałam ją uspokoić i przytulić, ale nie mogłam, bo w innym przypadku sama będę ubrudzona i będę musiała wszystko robić od nowa. Dałam radę uspokoić małą i złapałam z nią kontakt, tak, że posłuchała mnie i poszła do łazienki. Wyjęłam telefon, aby zadzwonić do Jennifer i opowiedzieć o incydencie. 
     - Więc ruszcie swoje tyłki i przyjdzie do nas.
Udało mi się w końcu powiedzieć, kiedy przyjaciółka przestała się śmiać, zresztą ja sama się śmiałam, bo to dość dziwna i nietypowa sytuacja. Skąd ona w ogóle wzięła tą nutellę? Jennifer potwierdziła swoje przyjście ze swoim bratem, a ja zajrzałam do małej, aby jej pomóc. W tym celu musiałam zdjąć z siebie bluzkę i spodnie łącznie z butami. Po 10 minutach kąpieli na szczęście byłam cała - mówiąc siostrze, że jeśli mnie ubrudzi albo pochlapie to jej nigdzie nie zabiorę i zostanie w domu - poskutkowało. Właśnie teraz myje ząbki, a ja wybieram jej coś do ubrania. Nagle do pokoju ktoś zapuka i wszedł. Jennifer pomachała mi radośnie, a za nią wszedł Matt. Zauważyłam, że miała na sobie  stylizacje i muszę przyznać, że wygląda w niej naprawdę ładnie. 
- Cześć.
- To gdzie ten mały brudasek? 
- Myje zęby.
Powiedziałam. Znalazłam TO dla siostry i z tym weszłam do łazienki. Pomogłam jej założyć, uczesać i ubrać buty. Po wszystkim wyszłyśmy. Oznajmiłam wszystkim, że możemy iść i założyłam moją torbę na ramię, a siostrę złapałam za rękę. Jednak za nim wyszliśmy kucnęłam przy dziewczynce, aby ostrzec ją, aby trzymała się blisko mnie i nigdzie za daleko nie odchodziła. W odpowiedzi kiwnęła głową twierdząco, a ja uśmiechnęłam się do niej szeroko i wstałam na równe nogi.
Centrum znajdywało się od mojego domu z jakieś 15 minut drogi piechotą. My postanowiliśmy iść pieszo, a potem zadzwonić po kogoś, aby nas zawiózł do domu. W drodze do centrum dzieciaki szli sami przed nami, ale nie za daleko, a ja szłam razem z Jeni, z którą mogłam sobie porozmawiać.
- Dokąd zabiera Cię na randkę?
Dźgnęłam łokciem w bok Jennifer posyłając jej uśmiech.
- Randkę? To raczej nie randka. Zwykły spacer.
- Nie denerwuj się. O której się spotykacie?
- Umówiliśmy się o 19 przy szkole w tym parku.. 
- Zdążysz się spakować?
     - Nie lecę tam na całe życie, a na dwa miesiące.
Mruknęłam cicho do siebie sprzeciw jej wypowiedzianych słów. Tak naprawdę to mam cichą nadzieję, że jednak zamieszka z nami, chociażby na czas, gdy będziemy chodzić do szkoły, ale w międzyczasie oczywiście by odwiedzała rodzinę w Polsce. Szczerze, nie mam jeszcze jakiegoś dokładnego planu, ale w czasie gdy będziemy w Londynie pomyślę o tym, na pewno. Szliśmy jeszcze około 10 minut, które spędziliśmy na rozmowie, w której stwierdziłyśmy, że brat Jennifer bardzo lubi moją siostrę. Nic do niego nie mam. Jest na prawdę miłym i grzecznym chłopcem. 'Może moja siostra będzie miała chłopaka i to pierwsza ode mnie?' - pytałam samą siebie. 
- Czas zacząć zakupy!
Usłyszałam podekscytowaną Jennifer, a ja jej przytaknęłam i złapałam moją siostrę za rękę w celu, aby nigdzie mi się nie zgubiła, bo wtedy byłabym pewna, że rodzice by ze mną gadali, ale nie tak jakbym tego chciała. Zaczęłyśmy najpierw wybierać coś dla siebie, a przy okazji też coś dla dzieciaków.. 


* * *

Po trzech pełnych godzinach byłam pewna, że byliśmy już w każdym sklepie. Jednak moje myśli zostały błędne, ponieważ zauważyłam jeszcze 5 nowych sklepów. Dlaczego akurat dzisiaj musieli je otworzyć? W sumie..gdyby tego nie zrobili, mogłabym ich nigdy nie zobaczyć. 
- Jennifer ja nie mam już siły..
Sapnęłam ciężko siadając na kanapie, przy której zostawiłam kilka toreb ze sklepów niedawno odwiedzonych. Amelia wdrapała się na sofę tuż obok mnie i zaglądało do toreb. Przeczesałam palcami jej włosy i spojrzałam na Jennifer, która oglądała się dookoła. Na pewno obmyślała plan, w którym zawiera gdzie pójdziemy następnie, do którego sklepu.
     - Musimy coś znaleźć dla mnie!
Pisnęła nagle, a ja zorientowałam się o co jej chodzi. Amelia szturchnęła moje ramię, w celu abym zwróciła na nią uwagę. Powiadomiła mnie cichym głosem, że jest głodna. Pogłaskałam ją po głowie, a jej kąciki ust podniosły się ku górze.
     - Najpierw pójdziemy coś zjeść, bo Amelia i ja jesteśmy głodne i wy zapewne też. Później pójdziemy do tych sklepów, w których jeszcze nie byliśmy i w między czasie Ci coś wybierzemy. Wrócimy do siebie. Spakujesz się trochę, przyjdziesz do mnie około 18 i pomogę Ci się uszykować jeśli chcesz. Dalsza część dnia będzie rozgrywać się już poza planami, bo każda ma inne.
- Naprawdę pomożesz mi? 
- Oczywiście. To żaden problem.
Przytaknęłam uśmiechając się szeroko, na co Jennifer mnie przytuliła do siebie mocno, a po tym ruszyliśmy w stronę jednej z naszym ulubionych restauracji.

Około godziny 19.
- Kawał dobrej roboty.
Oznajmiła dziewczyna ciągle się przeglądają w lustrze.
- Dziękuję
Powiedziałam i się teatralnie ukłoniłam. Jeni miała na sobie TO i prześliczną fryzurę (tak jak na zdjęciu).
     - Tylko nie zgub poczucia czasu. Jutro u mnie o jedenastej.
Jennifer kiwnęła głową twierdząco, podziękowała raz jeszcze, za to, że jej pomogłam, przytuliła do siebie i pocałował mnie w polik po czym wyszła z pokoju. Ja natomiast przebrałam się w stare dresy i koszulkę i zaczęłam składać, układać wszystkie swoje rzeczy do pudeł. Przede mną dużo roboty. Chciałabym mieć już to za sobą..


*Oczami Jennifer*

Szłam powoli do dobrze znanego mi miejsca. Denerwowałam się. Nie wiedziałam w sumie czego się spodziewać. Gdy już byłam niedaleko spojrzałam na zegarek na moim lewym nadgarstku. Wskazywał 19:05. W sumie to dobrze. Ja nie jestem nigdy punktualna. No chyba, że to coś na prawdę ważnego. Gdy doszłam dostrzegłam Kamila, siedział na ławce. Wyglądał jakby to było dla niego ważne spotkanie. Dla mnie nie wiem jakie było, ale coś mnie do niego ciągnęło. Moja przyjaciółka miała rację. Mogłam wcześniej coś z tym zrobić. Zagadać w jakiś sposób, nawet najprostszy. Oczywiście musiałam być ode niej mądrzejsza i zrobić po swojemu. Chłopak był ubrany w ciemne dżinsy, czarną koszulkę i w ten sam kolor marynarkę. Podeszłam do miejsca gdzie siedział. Będąc już blisko niego on odwrócił głowę w moją stronę, momentalnie wstał z ławki i zaczął iść w moją stronę. W końcu staliśmy twarzą w twarz.
- Cześć.
- Hej. 
Uśmiechnęliśmy się do siebie szeroko nawzajem.
     - Mała zmiana planów. Lubisz kawę i ciastka?
Kiwnęłam głową twierdząco. Kamil wystawił swoją rękę, gdzie ja ustawiłam swoją na zgięciu jego w łokciu i oboje ruszyliśmy do znanej i lubianej przez dużą liczbę osób kawiarni. 
- Może opowiesz mi coś o sobie.
Zaczął, gdy już siedzieliśmy przy stoliku i czekaliśmy na kelnera.
- Może będziesz pytał.
- Dobrze, więc.. Czym się interesujesz? Gdzie dalej idziesz do szkoły? Co lubisz robić w wolnym czasie? Trenujesz coś? Gdzie wybierasz się na wakacje czy może zostajesz tutaj?
Wybuchłam głośnym śmiechem, a on do mnie dołączył. Pytał, a ja starałam się zapamiętać te wszystkie pytania, w tej samej kolejności, aby na nie odpowiedzieć. Nie spodziewałam się, że będzie ich tak dużo. 
- Nie mam zainteresowań. Dalej do szkoły to technikum, zapewne. Spotykać się ze znajomymi, ale najczęściej z moją najlepszą przyjaciółką Olivią, jeździć na rowerze, oglądać filmy, leniuchować i takie tam, a i nie, nie trenuję niczego. Na wakacje wyruszam do Londynu. Mam nadzieję, że o żadnym z twoich pytań nie zapomniałam.
Uśmiechnęłam się, a Kamil w odpowiedzi pokiwał przecząco. Odwzajemnił mój gest i w tym momencie przyszedł kelner z naszymi wcześniej zamówionymi napojami i ciastkami.
- Dobra to teraz ty powiedz coś o sobie.
Zaproponowałam, a on zaczął odpowiadać mi na pytania, które sam nie dawno mi zadał. Dowiedziała się, że: interesuję się piłką nożną i ją trenuję, dalej idzie do technikum, lubi się dobrze bawić, tak jak ja leniuchować, a wakacje spędza ze znajomymi.
     - A co lubisz jeść?
     - Jesteś pewna, że chcesz abym wymienił Ci teraz przez jakieś 10 minut co najmniej, co lubię jeść?
- To w skrócie.
- Na pewno niezdrową żywność, owoce, warzywa nie za specjalnie no i oczywiście domowe jedzenie, ale tylko mojej mamy i babci. 
- A powiedz dlaczego chciałeś się ze mną spotkać? 
- Przyznam się, że miałem to zrobić już naprawdę dawno temu, ale zawsze coś mnie powstrzymywało. Najczęściej to brakowało mi odwagi, aby podejść do Ciebie i zagadać. Dzisiaj zdałem sobie sprawę, że już Cię pewnie nie zobaczę. Może tam kiedyś przelotnie, chociaż w to też wątpiłem i postanowiłem coś z tym zrobić.
Uśmiechnęłam się i złapałam za filiżankę kawy.
- Mogę Ci zadać takie osobiste pytanie? 
- Jasne. 
  - Dlaczego nie masz chłopka? Jesteś prześliczną, uroczą, inteligentną, zabawną dziewczyną przecież. I naprawdę nie mogę tego pojąć. 
- Proszę Cię, bo się rumienię.. Wiesz jakieś 4 miesiące temu zerwał ze mną chłopak. Byłam z nim przez 3 lata, 3 najpiękniejsze lata. Później się dowiedziałam, że on się dowiedział na mój temat takich głupstw, w które niestety uwierzył. Nie chciał nawet ze mną o tym porozmawiać, dojść do słowa, jakiegokolwiek wyjaśnienia. W końcu po próbach, aby go odzyskać dałam sobie spokój. Przepłakałam trochę, Olivia bardzo mi pomogła no i teraz żyję dalej..
Powiedziałam. Sama nawet nie wiem czemu mu się zwierzyłam. Oprócz Olivii, mojego byłego, mnie nikt nie wiedział o tak dokładnej tego wydarzenia historii. Trudno mi było o tym opowiadać, mimo że minęło trochę czasu o tego wszystkiego.
- Rozumiem. Nie martw się. Przeżyłem coś podobnego, ale nie będę nic już mówił, bo mój czas u Ciebie się skończył. Obiecałem, że będzie tylko pół godziny i niech tak będzie. Pewnie musisz się jeszcze spakować.
Wyciągnął portfel z wewnętrznej strony marynarki.
- Tak masz rację, ale daj spokój ja zapłacę.
     - Nie, to ja Cię zaprosiłem, więc ja płacę.
Tak jak powiedział tak zrobił, zapłacił kelnerowi, który nie wiem jakim cudem, tak w szybkim czasie się znalazł przy naszym stoliku. Kamil zaproponował mi że mnie odprowadzi i oboje wstaliśmy i wyszliśmy z kawiarni. W drodze do mojego domu, nie mówiliśmy praktycznie nic. W sumie to mi sprzyjało. Mimo, że to koniec czerwca, wieczór powinien być ciepły, jednak ja poczułam zimny powiem wiatru na każdym, odkrytym skrawku mojego ciała. Zadrżałam co nie umknęło uwadze chłopaka, który zdjął swoją marynarkę i założył ją na moje ramiona. Szepnęłam ciche podziękowania i posłałam mu uśmiech. Po kilkunastu minutach znaleźliśmy się pod moim domem, a raczej bramą.
     - Dziękuję za wspaniały wieczór. Miło się rozmawiało.
     - Tak, zgadzam się. 
Chłopak ujął moją dłoń, do której włożył białą, małą złożoną karteczkę. Spojrzałam na niego skonsternowanym wzorkiem, a on jedynie się uśmiechnął i kiwnął na mnie głową, aby spojrzała co tam się znajduje. Na kartce były zamieszczone trzy różne kontakty, za pomocą których mogę się z nim skontaktować. Nie mówiąc nic pocałowałam jego polik po czym się od niego odsunęłam i zdjęłam jego marynarkę. 
- Nie. Jest twoja.
- Nie mogę jej wziąć. Za wcześnie na takie rzeczy..
- Rozumiem, oczywiście.
Pokiwał twierdząco głową i odebrał ubranie.
     - Słodkich snów, piękna.
Szepnął wprost do mojego ucha i odszedł. Patrzyłam na niego cały czas aż do momentu kiedy jego szczupła sylwetka zniknęła za rogiem. Weszłam do domu i od razu poszłam do siebie. Będąc w swoim pokoju rzuciłam się na łóżko i uśmiechałam się jak głupia. Byłam naprawdę szczęśliwa z tego spotkania i też zła na siebie, że wcześniej do niego nie zagadałam czy cokolwiek! Ogarniając moje zadowolenie przebrałam się w rzeczy, w których chodziłam po domu i zaczęłam pakować to co było mi potrzebne do Londynu, oczywiście co jakiś czas wspominając spotkanie z Kamilem, jego gesty. Około godziny pierwszej, skończyłam. Poszłam do łazienki i wzięłam szybki prysznic po czym ustaliłam, że nie mogę się spóźnić dlatego też nastawiłam budzik na 9. Gdy tylko położyłam się do łóżka, zasnęłam z uśmiechem na ustach.

*Oczami Olivii* - Następnego dnia 

Obudziłam się o godzinie 10. Chciałam jeszcze poleżeć i przejrzeć co dzieję się na necie dlatego nie wychodziłam z łóżka tylko pochyliłam się i złapałam w ręce laptopa, który leżał na ziemi tzn. na dywanie. Nie to, że nie dbam o swoje rzeczy, ale wczoraj oglądałam jakiś film no i, że chciało mi się spać, a nie chciało ruszyć pupy to go tam zostawiłam. Uruchomiłam urządzenie i jak tylko zalogowałam się na TT zobaczyłam wpisy jakiś ludzi, przesłanych od moich znajomych. Pisali na temat tych idiotów. Nie chcąc psuć sobie dnia, ominęłam to i przejrzałam to co jest naprawdę godne i warte poświęcania uwagi.  Później tradycyjnie FB i włączyłam sobie YT, na którym nie mogłam się zdecydować jaką piosenkę włączyć dlatego postanowiłam po prostu puścić moją playlistę. Gdy usłyszałam pierwsze dźwięki normalnie się skrzywiłam. To było TO. 'Zabiję Cię!' - pomyślałam od razu o Jennifer. No tak tylko w sumie jej pozwalam dotykać mojego laptopa, więc to na pewno jej sprawka. Myślała, że się nie zorientuję i nagle ich polubię. Nic z tego! Co do tego, że jej tylko pozwalam. Nie to, że jestem samolubna. Po prostu mam tam różne, zdjęcia, zapiski, swój kalendarz - w dwóch słowach - i nie za bardzo uśmiecha mi się, aby ktoś to przeglądał. Szybko wyłączyłam to paskudztwo i włączyłam TOWyjęłam z mojej torby paczkę papierosów, a z niej jednego papierosa i odpaliłam zapalniczką. Nie przejmowałam się tym, że rodzice wpadną. I tak nic mi nie powiedzą czy też zrobią. Więc jednym słowem mam wolną rękę. Gdy spaliłam włączyło mi się TO, a ja poszłam pod prysznic. Gdy z niego wyszłam otuliłam się ręcznikiem i przyszłam z powrotem do pokoju i z szafy wybrałem TEN strój. Założyłam czystą bieliznę - białą, zwykłą, a potem na to włożyłam ciuchy. Później włosy zaplotłam w warkocz. Usłyszałam dzwonek do drzwi. Zdziwiłam się. Poszłam otworzyć. Nie wierzyłam własnym oczom. Zobaczyłam Jennifer. Byłam w szoku.
- Jennifer? 
- A widzisz kogoś innego?
- Nie wierzę.
- W co?
- Umawiałyśmy się no wiesz, na 11 a jest za 15.
Jennifer zaśmiała się i weszła wgłąb mieszkania. Powiedziała coś w stylu, abym zapisała to sobie w moim kalendarzu w laptopie na co przytaknęłam, ale za chwilę mi się przypomniało co zrobiła, a dokładniej mówiąc dodała do mojej ulubionej playlisty jedną piosenkę tych głupków. Postanowiłam teraz tego nie roztrząsać i zrobić to za chwilę. Jennifer poprosiła o sok i poszła na górę, a ja weszłam do kuchni i zrobiłam sobie na szybko kanapki po czym nalałam soku do dwóch szklanek. Ustawiłam wszystko na tacy i zaniosłam do mojego pokoju. 
- Możesz mi wyjaśnić co to jest? 
- No wiesz..tak jakoś wyszło.
- Lubisz jak mam zawał czy co?
- Przecież żyjesz.. 
Jennifer kolejny raz zaczęła się ze mnie śmiać. Postanowiłam to przemilczeć i dać jej się wyśmiać. Po kilku minutach spytałam czy jest spakowana. Jej rzeczy czekają u niej w domu, więc gdy będziemy jechać na lotnisko, to po prostu podjedziemy po drodze do niej. Spojrzałam na jeszcze kilka rzeczy i półkę książek nie spakowanych, a potem na Jennifer. Wiedziałam, że nie muszę nic mówić, mój wzrok prosił ją o to, aby mi pomogła. Kiwnęła głową i zaczęła zabierać się do pomocy. Na całe szczęście było tylko to. Podsunęłam jej jedno z trzech pudełek i sama wzięłam jedno. Zanim jednak dołączyłam do przyjaciółki włączyłam piosenkę.
- Lubię ją.
- Ja też. 
- Kojarzy mi się z Zayn'em. To jego ulubiona piosenka.
Gdy to usłyszałam chciałam już wyłączyć, jednak pomyślałam sobie, że to bez sensu. Co z tego, że słuchamy jednej, tej samej piosenki. To nic nie zmienia. Zresztą on nawet nie wie o moim istnieniu, więc to bez różnicy. Po kilkunastu minutach skończyłyśmy. Postanowiłam wszystkie pudełka uszczelnić taśmą, a Jennifer wysłać do mojej łazienki, aby sprawdziła czy przypadkiem nie zapomniałam o czymś. 
- Wygląda tak, jakbyś się dopiero wprowadzała.
Uśmiechnęła się i podeszła do mnie powoli.
- To prezent od Toma.
Szepnęłam trzymając w rękach pluszowego misia. Tak bardzo chciałabym go zobaczyć, porozmawiać, dowiedzieć się co u niego, dlaczego tak długo nie wraca tutaj. Chciałabym chociaż wiedzieć czy żyje, czy jest szczęśliwy. Chociaż tyle. Jennifer przytuliła mnie do siebie mocno, a ja pozwoliłam spaść kilu łzom z moich rozgrzanych lekko policzków. Spakowałam pluszowego misia do torby. Tylko on mi został po nim i wspomnienia. Wzięłam głęboki wdech i wydech po czym uśmiechnęłam się do Jennifer. Nie mogę teraz o tym myśleć, teraz jest teraz. Zobaczymy jak to będzie. Sięgnęłam po laptopa, którego odłączyłam i również spakowałam. 
- Olivia!
Głośny krzyk taty z dołu doszedł do moich uszów. Chciał, abym zaniosła wszystkie pudła, które zabieram ze sobą do Londynu. Jennifer nie mówiąc nic postanowiła mi pomóc za co byłam jej wdzięczna. 
- Jak tylko się znajdziemy w Londynie to idę na siłownię.
Powiedziałam do przyjaciółki siedząc w kuchni na stołku i pijąc sok ananasowy. Jennifer oczywiście zaśmiała się, gdyż wzięła to za żart. Pokręciłam przecząco głową. Dziś ma naprawdę dobry humor. Tata wpadł do kuchni, aby się upewnić i zapytać czy wszystko zostało spakowane. Potwierdziłam i ruszyłam w stronę toalety za potrzebą. Kilka minut później mama wołała wszystkich, gdyż już musieliśmy jechać. Mama zamknęła drzwi domu, a ja stanęła przed nim, tak aby go widzieć w całej okazałości z przodu.
- Przecież nikt Ci go nie zabierze ani nie spali.. 
- To nie o to chodzi Jeni.. Spędziłam tutaj 16 lat, a teraz muszę opuścić moje rodzinne miejsce.. To takie inne, nie wiem jak to nazwać. Dziwnie się czuję, że muszę je opuścić, chociaż wiem, że zmiany są dobre w życiu każdego człowieka, a czasami nawet potrzebne..
Dziewczyna wydawała mnie się rozumieć, bo przecież sama wyjeżdżała na dwa miesiące za granicę bez rodziców i tak jakby mogła poczuć to co ja, z tym, że ona zapewne wróci. Staram się o tym nie myśleć. Obie wsiadłyśmy z tyłu samochodu jak tylko moja mama nas zagoniła mówiąc, że musimy jeszcze jechać po rzeczy Jennifer. Pomachałam domkowi kiedy odjeżdżaliśmy. 

 Około godziny 21.

- Wylądowaliśmy.
Powiedział tata, który rozejrzał się po wnętrzu samolotu. Chwilę później wszyscy opuściliśmy pokład. Mając już wszystkie nasze rzeczy wsiedliśmy do naszego nowego samochodu, który tata postanowił kupić. Nie przeszkadzało mi to. W sumie coś mówił, że w starym coś się psuje i ma zamiar poprosić wujka, aby dał go do naprawy i sprzedał po dobrej cenie. Zresztą nie interesują mnie takie sprawy. Przecież nie brak nam pieniędzy, więc to żaden problem kupić nowy samochód dla nas. Droga z lotniska do naszego nowego domy wynosiła około pół godziny. Przez ten czas nie mogłam się w końcu doczekać kiedy ujrzę swój nowy dom, pokój. Tata rozmawiał ze mną trochę jakbym chciała go urządzić i nawet narysowałam mu projekt. Dalej nie wiem co się z nim stało. Najwyżej coś się poprawi. Samochód się zatrzymał, a ja gwałtownie obróciłam się w prawo. Moim oczom ukazał się piękny, duży dom i jeszcze w tych godzinach wieczornych wygląda tak pięknie. Lampki ogrodowe się nawet paliły.
     - Daj mi klucze, proszę!
Zapiszczałam do taty, który zaśmiał się i podał mi to o co go poprosiłam. Szybko pobiegłam do drzwi domu, wołając przy tym cały czas Jennifer, która jak na zawołanie już koło mnie była. Włożyłam klucze do zamka i przekręciłam klucz. Kilka sekund później byłam już w nowym domu, moim cudnym, pięknym domu!
- Wycieczka!
Dom zwiedzałyśmy po kolei, czyli: kuchnia, salon, łazienka (są 3 inne jeszcze), sypialnia rodziców, Amelki, moja z garderobą, Jennifer z garderobą, dwa takie same pokoje gościnne, gdyby ktoś miał nocować, pokój z biblioteką i na końcu tył domu. Razem z przyjaciółką nie możemy się doczekać, aż wskoczymy do tego basenu. W ogóle dom jest przepiękny, mój pokój łącznie z garderobą - tak właśnie sobie go wyobrażałam, jestem tak bardzo wdzięczna tacie, niemal się popłakałam razem z Jennifer, która jest również zachwycona swoimi dwoma pomieszczeniami. Ten dom jest najlepszy na całym świecie, naprawdę. Cieszę się, że to ja tutaj zamieszkam. Gdy już razem z dziewczyną ochłonęłyśmy zeszłyśmy na dół. Musiałam podziękować rodzicom, w tym celu obojgu ich przytuliłam. Tata dodatkowo wręczył mnie i Jennifer po kluczyku do domu. Kiedy myślałyśmy, że już wszystko zobaczyłyśmy tata oznajmił, że są jeszcze dwa pomieszczenia, które są zupełnie dla nas, ale też od czasu do czasu skorzystają z pokoju filmowego. Oto dwa inne pomieszczenia: pierwsze i drugie'Teraz nie pozostaje mi nic innego jak się cieszyć' - pomyślałam, gdy tylko zobaczyłam nowe miejsca. Sięgnęłam dwa małe soki z lodówki i podałam jeden Jennifer. Rodzice robili sobie kawę w nowym ekspresie, a Amelia już spała słodko w swoim nowym pokoiku i łóżku. Razem z przyjaciółką udałyśmy się po schodach na górę do swoich pokoi, które nie były zbyt daleko od siebie.



*Oczami Jennifer i Olivii - osobno*

Usiadłam na łóżku i napiłam się. Poszłam pod prysznic, aby się trochę zrelaksować. Ten dzień był najlepszym w moim życiu. Po wytarciu się, nabalsamowaniu, ubraniu w wyjętą z walizki piżamę, wyszłam z pomieszczenia i położyłam się do łóżka. Wspominałam jeszcze nie dawno widziane miejsca w tym domu. Moje powieki robiły się coraz cięższe, zamknęłam je i odpłynęłam.
_______________________
OD AUTORKI: Dziś chłopców nie ma, czyli będą w następnym.
Mam nadzieję, że rozdział się podoba. 

8 komentarzy:

  1. jeeej zarobite mieszkanie mają hehe
    fajnie czekam juz na chłopców hehe
    Paula :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Boooooskie!!!!:) Świeeeeetne!!!!:) Zaje***biste!!!! No po prostu zaczepiste:) masz talent:) Kocham to:)
    Twoja Kasia:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajny rozdział.. ;*

    Karolina. ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo fajny rozdział! A dom.. o JEZU! *.*
    MEGA! Też taki chcę :D to nie fair :D
    Już nie mogę się doczekać następnego, poważnie!
    Pisz pisz pisz! ♥

    OdpowiedzUsuń
  5. love, love, lovee !♥

    ~smile!;)

    OdpowiedzUsuń
  6. chce jeszcze:)kocham to jak piszesz:)

    OdpowiedzUsuń

II / 01

     Kursywa  to wspomnienia ;)   Przekręciłam się i dłonią wyszukałam telefonu. Cicho westchnęłam pocierając ręką twarz. Nie mogę zasnąć...